Aktualności

Twierdza padła: Śląsk – Wisła 0:2 (0:0)

14.10.2017 (22:45) | Adam Osiński
Śląsk nie wykorzystał szansy, żeby wskoczyć na podium, i przegrał z Wisłą Kraków 0:2 po golach Jesusa Imaza i Carlitosa. To pierwsza w sezonie porażka WKS-u na własnym stadionie.


 

Po przerwie reprezentacyjnej wyjściowe jedenastki obu drużyn wiele się nie zmieniły. W Śląsku do pełni sił wrócił Michał Chrapek i to on, a nie Kamil Vacek, zagrał w środku pola. W Wiśle też doszło do jednej zmiany, kontuzji bowiem nabawił się Patryk Małecki i jego miejsce na skrzydle zajął Jesus Imaz. Kiko Ramirez znów postawił w ofensywie na Rafała Boguskiego i Pawła Brożka, którzy wspierali rewelacyjnie spisującego się Hiszpana Carlitosa.



Gdyby ci zawodnicy mieli lepiej nastawione celowniki, toby Wisła do przerwy we Wrocławiu prowadziła. Brożek groźnie uderzał między nogami Pawelca, ale piłka przeszła tuż obok słupka. Carlitos miał dwie wyborne okazje w ciągu jednej minuty. Najpierw zwodem minął na linii pola karnego Tarasovsa, lecz świetnie nogami interweniował Wrąbel, a po chwili uderzał głową nad poprzeczką.



Pierwsza połowa to był futbol na tak w wykonaniu obu drużyn, ale to Wisła tworzyła swoje akcje nieco składniej. Tyle że Śląsk Jana Urbana to nie jest zespół, który tylko przygląda się, co robi rywal. Wrocławianie też potrafili zamknąć przeciwnika w okolicach szesnastki bądź groźnie skontrować. To właśnie szybkie wyjścia z piłką, po których groźnie uderzali Pich, Piech i Robak, dawały nadzieje na to, że WKS po przerwie przechyli szalę na swoją korzyść.



Ale szanse na to mocno spadły niedługo po zmianie stron. Llonch wyprowadził kontrę Wiślaków i zagrał na lewe skrzydło do Carlitosa, który w tempo zacentrował po ziemi do Imaza. Hiszpan był szybszy od obrońców Śląska i po rękach Wrąbla szczęśliwie wbił piłkę do bramki. Kilka minut później ten sam zawodnik mógł podwyższyć prowadzenie, ale po podaniu Brożka strzelił płasko obok bramki.



Goście w końcu jednak uzyskali dwubramkowe prowadzenie. Po rzucie rożnym sędzia Raczkowski skorzystał VAR-u – tym razem system zadziałał na niekorzyść Śląska, arbiter bowiem zauważył, że Piotr Celeban chwycił za koszulkę Arsenicia i uniemożliwił mu walkę w powietrzu o piłkę. Jedenastkę pewnie wykorzystał Carlitos, który strzelił swojego dziewiątego gola w sezonie i wyprzedził pod tym względzie Marcina Robaka.



Napastnik Śląska mógł, a nawet powinien ponownie zrównać się z Hiszpanem, ale fatalnie pomylił się z kilku metrów, strzelając obok słupka. Jak się okazało, to była najlepsza okazja Śląska na kontaktowego gola. Gorąco było jeszcze w samej końcówce, kiedy to w dobrej sytuacji znalazł się Jakub Kosecki, ale został zablokowany przez Arkadiusza Głowackiego.



To był otwarty mecz, w którym Wisła okazała się skuteczniejsza. Śląsk przed kolejnym meczem do poprawy ma przede wszystkim wykańczanie akcji i wybieranie najlepszych rozwiązań w polu karnym rywala. W Płocku zabraknie Sito Riery, który będzie pauzował za żółte kartki.



Śląsk – Wisła 0:2 (0:0)

Strzelcy: Imaz Balleste 50, Carlitos 70 – k.



Śląsk Wrocław: Wrąbel – Pawelec, Celeban, Tarasos, Cotra, Kosecki, Riera, Chrapek (72 Vacek), Pich, Piech (72 Madej), Robak

Wisła Kraków: Buchalik – Sadlok, Głowacki, Arsenić, Gonzalez, Basha, Llonch, Boguski (75 Bartosz), Imaz (Wojtkowski), Carlitos, Brożek (73 Perez)

Żółte kartki: Chrapek, Tarasovs, Celeban, Riera, Kosecki – Głowacki

Sędziował: Paweł Raczkowski

Widzów: 21 503.