Aktualności

Śląsku Ty nasz, w co Ty sobie pogrywasz!?

22.04.2019 (19:48) | Daniel Żuliński
Nie było przełamania Śląska w Kielcach. Wrocławianie przegrali z Koroną 0:2 (0:1) i tylko dzięki korzystnemu rezultatowi w Zabrzu nie spadli na przedostatnie miejsce w tabeli. W świąteczny poniedziałek, meczem w Kielcach, Śląsk tradycyjnie rozpoczął walkę w grupie spadkowej. Tradycyjnie, gdyż jest to już czwarty sezon z rzędu kiedy „trójkolorowi” muszą drżeć o ligowy byt.


 

Korona do tego spotkania przystępowała mając jedenaście punktów przewagi nad strefą spadkową. Teoretycznie wiec gospodarze do spotkania ze Śląskiem mogli podejść bez większej presji. Jednak w praktyce atmosfera wokół zespołu Korony w ostatnich tygodniach była dość nerwowa. Nie mniej jednak, ciężko porównać to do tego, co dzieje się ostatnio we Wrocławiu.



Śląsk po dwóch kompromitujących porażkach z Wisłą Płock i Górnikiem Zabrze z zespołu, który wychodził na prostą, stał się jednym z głównych kandydatów do spadku.



Gra Śląska w ostatnich tygodniach wyglądała tragicznie, a na domiar złego w spotkaniu z Koroną nie mógł wystąpić najlepszy strzelec oraz kapitan Marcin Robak. Także dla Śląska był to klasyczny mecz o „sześć punktów”.



Śląsk zaczął mecz wysokim pressingiem, szybko doskakując do zawodników Korony, dzięki czemu już w 2 minucie spotkania po jednym z odbiorów, całkiem groźny strzał z rogu pola karnego oddał krytykowany ostatnio Michał Chrapek. Kolejna okazja do objęcia prowadzenia nadarzyła się w 5 minucie, kiedy po dobrym dośrodkowaniu z rzutu wolnego Krzysztofa Mączyńskiego groźny strzał głową oddał Damian Gąska. Bramkarz Korony jednak sparował piłkę na rzut rożny.



Po dość aktywnych pierwszych dziesięciu minutach w wykonaniu „trójkolorowych”, mecz się wyrównał, a akcja toczyła się głównie w środku pola. Zespół gospodarzy nie kwapił się do zmasowanych ataków, jednak w 14 minucie pomóc im postanowiła para Dankowski – Tarasovs. Po kuriozalnych błędach w obronie Śląska, Soriano otworzył wynik dla gospodarzy i było 1:0. Wrocławianie w tym momencie szalenie utrudnili sobie sytuacje w tabeli.



W 19 minucie doszło do groźnego starcia głowami w którym ucierpiał Jakub Łabojko. Na szczęście skończyło się jedynie na rozcięciu łuku brwiowego i nasz zawodnik mógł kontynuować grę.



Stracona bramka nie podziałała na „wojskowych” specjalnie mobilizująco. W grze wrocławian nie było widać pomysłu. Zawodnicy rzadko pokazywali się do gry, przez co ciężko Śląskowi było skonstruować choć jedną składną akcje, która zaskoczyłaby gospodarzy. Korona za to wyczekiwała na to, co zrobią goście i nastawiła się na kontrowanie rywala.



Śląsk postraszył Koronę w 38 minucie, kiedy dobrym prostopadłym podaniem Chrapek uruchomił Piecha. Ten jednak zbyt długo składał się do strzału i trafił jedynie w boczną siatkę.



Końcówka pierwszej połowy toczyła się w dość sennym tempie. Śląsk jednak w 45 minucie przeprowadził ładną dwójkową akcje, po której w polu karnym padł Farshad. Sędzia odgwizdał rzut karny dla gości. Po obejrzeniu powtórek zmienił swoją decyzję i wrocławianie do szatni schodzili z jednobramową stratą do rywala.



Już w pierwszej akcji drugiej połowy Arkadiusz Piech upadł w polu karnym i sędzia Złotek odgwizdał rzut karny. Arbiter bardzo długo konsultował swoją decyzję z siedzącym na VARze Szymonem Marciniakiem, po czy po raz drugi zmienił swoją decyzję.



Śląsk podobnie jak w pierwszej części spotkania zaczął aktywnie. W 52 minucie groźny strzał z rzutu wolnego oddał Kamil Dankowski, czym zmusił Hamrola do wysiłku i skutecznej interwencji.



Pierwszy fragment drugiej połowy był kalką pierwszej odsłony. Śląsk po początkowym zrywie szybko wyhamował i spotkanie znów się wyrównało. Gospodarze cierpliwie wyczekiwali na wrocławian, a „trójkolorowi” znów nie potrafili zaskoczyć rywala.



W 66 minucie spotkania gracze Śląska tylko dzięki fantastycznym dwóm interwencjom Jakuba Słowika nie stracili drugiej bramki. Postawa graczy WKS-u nie napawała optymizmem. Podopieczni trenera Lavicki grali zbyt czytelnie i mimo fatalnego wyniku nie było w ich grze agresji.



W 78 minucie po raz trzeci do gry wkroczył system VAR, dzięki któremu sędzia Mariusz Złotek podyktował rzut karny dla gospodarzy. Na bramkę zamienił go Elia Soriano. Śląsk w końcówce rzucił wszystkie siły, aby uratować to spotkanie, jednak robił to nieporadnie i tak naprawdę nawet przez chwilę realnie nie zagroził bramce strzeżonej przez Hamrota.

Mecz ostatecznie skończył się wynikiem 2:0 dla gospodarzy.



Próżno szukać optymizmu w grze Śląska i coś co jeszcze jakiś czas temu wydawało się niesmacznym żartem, dziś jest realnym problemem. Wrocławianie dawno nie byli w tak fatalnej sytuacji. Ledwie dwa punkty dzielą nas od miejsca zagrożonego spadkiem, jednak wydaje się, że nie to jest największym problemem „wojskowych”. Jest nim postawa na boisku. Śląsk po raz kolejny nie wyglądał jak drużyna, która za wszelką cenę chce pokazać, że wszystkie te słowa krytyki, które zewsząd spadają na ich głowy, są wygłaszane bez pokrycia.



Korona Kielce 2:0 (1:0) Śląsk Wrocław

Soriano 14’, 80’ (k)



Korona: Hamrol - Marquez, Kovacevic, Kosakiewicz, Gardawski - Gnjatic, Jukic, Żubrowski (31 Petrak), Arveladze (58’ Pucko) - Soriano, Forbes



Śląsk: Słowik - Dankowski, Golla, Tarasovs, Hołownia - Farshad (63’ Pich), Mączyński, Chrapek, Łabojko, Gąska (81 Cholewiak) - Piech (81 Szczepan)



Sędzia: Mariusz Złotek

Kartki: Kosakiewicz, Kovacevic, Marquez (Korona), Chrapek, Łabojko, Tarasovs, Hołownia (Śląsk)

Widzów : 5018