Aktualności

Średnio to za mało. Wisła - Śląsk 1:1

28.04.2019 (19:51) | Dominik Szpik
Stawki tego meczu nie trzeba było nikomu tłumaczyć. Śląsk miał wyjść zmotywowany i głodny zwycięstwa, żeby wywalczyć zwycięstwo. Po niekorzystnym dla wrocławian zwycięstwie Arki Gdynia sytuacja w tabeli zrobiła się bardzo niekorzystna i trzy punkty zdobyte w Krakowie były obowiązkiem.





 

Śląsk wyszedł odważnie od pierwszej minuty, starając się narzucić presje na bramki. Nawet gdy momentami to Wisła bardziej kontrolowała grę podopieczni trenera Lavicki nie pozwalali im swobodnie rozgrywać piłki. W 18. minucie bardzo ładny rywala. To się opłaciło, bo już w 7. minucie za sprawą Marcina Robaka wyszli na prowadzenie. Kapitan WKS-u po dośrodkowaniu Łukasza Brozia wpakował piłkę do bramki i podobnie jak z Górnikiem szybko zdobyliśmy bramkę. Wisła chciała równie szybko odpowiedzieć na straconą bramkę, czego dowodem był groźny strzał Pietrzaka zza pola karnego. Na szczęście świetną interwencją popisał się Słowik i skończyło się na samym strachu.

Goście mimo strzelonej bramki nie odpuszczali i dalej szukali swoich okazji do strzelenia strzał z szesnastego metra oddał Cholewiak i z trudem Lis wybił piłkę na rzut rożny.



Coraz pewniej z piłką zaczynali czuć się gospodarze i piłkarze Śląska zostawiali zbyt dużo miejsca w poszczególnych strefach, przez co nie cieszyli się zbyt długo z prowadzenia. Rafał Pietrzak dograł piłkę, mijając linię pomocy, w pole karne do Pawła Brożka, który odegrał do Kolara. Ten z ostrego kąta mocno przymierzył pod poprzeczkę i pokonał Słowika, który nie miał szans na obronę.



Po stracie bramki nieco zeszło powietrze z wrocławian. Pewność siebie, którą emanowali w pierwszych minutach, szybko zniknęła i piłkarze wyglądali coraz bardziej nieporadnie. Blisko było straty kolejnej bramki, gdy piłkarze Wisły ograli w trójkącie obrońców Śląska, piłka trafiła do Peszki, a ten jednak zamiast strzału wybrał płaskie dośrodkowanie do Brożka. Centymetrów brakowało, aby Śląsk przegrywał po pierwszej połowie.





Drugą połowę z przytupem rozpoczęli piłkarze trenera Lavicki. Wysoki pressing zaowocował rzutem wolnym, po którym Pich niemal zdobył bramkę, lecz niestety piłka odbiła się od poprzeczki. Jeszcze przewrotką dobijał Chrapek, ale niecelnie. Z minuty na minutę Śląsk miał coraz większą przewagę i prawie nie opuszczał połowy rywala. Mieli nawet swoje okazje do objęcia prowadzenia, lecz brakowało albo celności, albo dokładności.



W pewnym momencie nastąpiło pewne uśpienie i obie drużyny nie potrafiły stworzyć sobie żadnej sytuacji. Grę ożywiło wejście Radeckiego, który wrócił do składu po kontuzji. Przed meczem Mateusz miał mówić, że bez względu na zdrowie chce pomóc zespołowi utrzymać się w Ekstraklasie, co udowodnił po wejściu na boisko. Oddał dwa groźne strzały na bramkę Lisa i było widać, że jest głodny gry. Końcówka spotkania już w pełni należała do Śląska, lecz mimo dogodnych sytuacji wrocławianie nie potrafili zdobyć decydującej bramki. Niestety po średnim meczu tylko remisujemy z Wisłą Kraków. Sytuacja w tabeli robi się fatalna.



Wisła Kraków 1:1 (1:1) Śląsk Wrocław



Strzelcy: Kolar 27’ – Robak 8’



Sędzia: Tomasz Kwiatkowski



Widzów: 9711



Składy drużyn:

Wisła Kraków:(stroje: czerwono-białe) Lis - Pietrzak, Klemenz, Hoyo-Kowalski, Grabowski - Kolar (Kumah 87'), Boguski, Savicević, Peszko - Drzazga (Śliwa 78'), Brożek (Słomka 63')

Trener: Maciej Stolarczyk



Śląsk Wrocław:(stroje: jednolite zielone) Słowik - Celeban, Pawelec, Golla, Broź - Pich (Farshad 70'), Łabojko, Chrapek (Radecki 78'), Mączyński, Cholewiak - Robak

Trener: Vitezslav Lavicka



Ławka rezerwowych:

Wisła Kraków: Weinzettel, Balicki, Kumah, Plewka, Szot, Słomka, Śliwa

Śląsk Wrocław: Wrąbel, Dankowski, Farshad, Gąska, Radecki, Szczepan, Piech