Ł.Gikiewicz: Kłamałbym, mówiąc, że tematu nie ma

05.06.2019 (11:12) | Daniel Żuliński | źródło: własne
Ostatnio głośno jest na temat ewentualnego powrotu do Śląska Łukasza Gikiewicza. Postanowiliśmy więc wyjść naprzeciw oczekiwaniam i zapytać samego zainteresowanego, jak sprawy się mają.


 

Zainteresowanie Śląska to tylko plotki, czy jednak coś więcej?

Sprawa zaczęła się niewinnie na Twitterze. Ludzie to podłapali i taka informacja ogólnie krąży. Ja jednak zaznaczam, że konkretnych rozmów ani odzewu ze strony klubu póki co nie było. Skłamałbym jednak mówiąc, że temat całkowicie nie istnieje. Jak to się rozwinie? Czas pokaże.



Czyli rozumiem, że coś w trawie piszczy, jednak konkretów brak.

Tak bym to w skrócie ujął…



Zakładając więc, że klub przedstawia ci taką propozycję to jest z twojej strony chęć powrotu do Śląska?

Pewnie. Ja generalnie żadnej opcji nie wykluczam. Biorąc pod uwagę, że mam żonę i małe dziecko, byłaby to najrozsądniejsza opcja. Śląsk zawsze był dla mnie wyjątkowy. Mam same dobre wspomnienia z klubem i miastem. Nie ukrywam, że było zapytanie z innego klubu w Polsce, jednak tutaj też obyło się bez konkretów.

Jestem aktualnie w Splicie (Chorwacja) i za chwilę zaczynam przygotowywać się do sezonu. Mam konkretnie rozpisany plan, tak że będę gotowy, jeśli jakaś oferta się pojawi.



Uważasz, że wróciłbyś do Śląska jako lepszy piłkarz?

Odpowiem ci inaczej. Uważam, że nie wyjeżdżałem jako wcale gorszy zawodnik. Każdy zawsze gadał, że Gikiewicz nie strzela dużo bramek. Prawda jest jednak taka, że Gikiewicz nigdy nie dostał prawdziwej szansy, aby tych goli nastrzelać. Byłem raczej zapchajdziurą. Ja jednak się nie obrażałem tylko ciężko zapier… na każdym treningu. Taki jestem. Wszystko musiałem osiągnąć ciężką pracą. Nikt mi niczego nigdy nie dał za darmo. Do Śląska przychodziłem jako trzeci napastnik. Orałem na treningach i nagle wybiegałem w pierwszej „11”. Oczywiście, miałem konkretną rolę w zespole. Jednak godziłem się na to dla dobra drużyny. Każdy kto mówi, że nie jestem gwarantem bramek, niech prześledzi moje dokonania po wyjeździe z Polski. Wszędzie gdzie grałem, strzelałem bramki...



Tak, pełna zgoda, tylko wiesz, że zaraz eksperci będą ci wypominać gdzie te bramki strzelałeś?

To mnie właśnie śmieszy najbardziej. Nikt nie był, nikt nie widział, jednak każdy się zna i ocenia. Życzę każdemu polskiemu ligowcowi, aby zagrał u boku takich zawodników jak ja albo żeby zagrał w półfinale azjatyckiej Ligi Mistrzów. W Polsce panuje przekonanie, że wszystko co poza naszym krajem to egzotyka. Grałem w Kazachstanie. Tamtejsze zespoły co roku grają w europejskich pucharach. Jak z tym jest u nas? No właśnie.

Uwierz mi, że poziom rozgrywek w Azji czy na Bliskim Wschodzie jest bardzo wysoki. Tam za wielkimi pieniędzmi idą duże umiejętności. Żeby tam zagrać, musisz coś pokazać. Musisz ciężko harować na treningu. Nic nie ma za darmo! Jednak u nas opinia jest jaka jest i to mnie najbardziej dziwi. Poważnie, zanim ktoś kogoś zacznie oceniać, niech zagłębi się w temat.



Czyli w przypadku powrotu jesteś gwarantem bramek?

Pewnie. Dlaczego nie? Wszystko zależy od tego czy ktoś ci zaufa i na ciebie postawi. Znacie mnie. Wiecie, że oddaję dla drużyny zawsze całego siebie. Walki i zaangażowania nigdy mi nie zabraknie. Gole to kwestia roli w zespole.



Na koniec nieco bardziej plotkarsko. Jakie masz relacje z Kamilem Dankowskim?

Chodzi o ten temat z Twittera? (śmiech). Ja z Kamilem nie mam żadnych problemów. Zresztą, z nikim nie mam. Była mała wymiana opinii w internecie, ludzie to podłapali i sprawa została rozdmuchana. Osobiście do Kamila nic nie mam i nie napisałem niczego takiego, aby go obrazić. Dobrze wiesz, że ja jestem szczerym facetem i zawsze mówię to, co myślę. Wiem, że nie każdemu to odpowiada, ale cóż... taki jest Łukasz Gikiewicz.