Seria zwycięstw przerwana: Legia 0:0 Śląsk

04.08.2019 (19:51) | Adam Osiński

fot.: Krzysztof Banasik

Śląsk wywiózł z Warszawy jeden punkt. Tym samym piłkarze Vitezlava Lavicki nie wygrali siódmego meczu z rzędu w ekstraklasie i nie wykorzystali kryzysu, w jakim od początku sezonu niewątpliwie znajduje się Legia. Z drugiej strony punkt na trudnym terenie zawsze cieszy, a WKS przerwał też inną serię – trzech porażek z Legią. Gospodarzy żegnały gwizdy, a to oznacza, że to nie Śląsk ma po tym meczu problem.


 

Vitezslav Lavicka wyjściowym ustawieniem nie zaskoczył i zaproponował tylko jedną zmianę w stosunku do meczu z Piastem. Jak można się było spodziewać, szansę od pierwszej minuty dostał Erik Exposito. Hiszpan dużo walczył w powietrzu z Igorem Lewczukiem i kilkukrotnie udało mu się zgrać piłkę do kolegów. Ci jednak przed przerwą nie wypracowali mu żadnej klarownej sytuacji pod bramką Majeckiego, a jedyny strzał przed przerwą – mocno niecelny – Exposito oddał z dystansu.



Generalnie Śląsk sprawiał dobre wrażenie, zazwyczaj grał w średnim, a nawet wysokim pressingu, piłkarze z Wrocławia grali blisko rywali i kilka razy, zwłaszcza na prawej stronie Musonda z Broziem, potrafili pograć szybko piłką. Brakowało jednak konkretów i – no właśnie – celny strzałów. Do przerwy Majecki interweniował tylko raz, a do wysiłku strzałem z dalszej odległości zmusił go Przemysław Płacheta. Pecha miał natomiast Piotr Celeban, który po rzucie wolnym Mączyńskiego i zgraniu Stigleca mógł z bliska wepchnąć piłkę do siatki, ale przytomnie zdjął mu ją z nogi Jędrzejczyk.



Legia odwrotnie – budowanie akcji szło jej topornie, ale gdy warszawianie przedostawali się pod pole karne gości, to parę razy zapachniało golem. Groźnie z dystansu uderzali Novikovas i Luquinhas, a Niezgoda próbował głową po rzucie rożnym. Putnocky nie dał się jednak zaskoczyć ani wtedy, ani po zmianie stron i tym samym zachował czyste konto po raz drugi w tym sezonie.



W drugiej połowie Słowak aż tak mocno na to nie pracował. Legionistom co prawda udało się zepchnąć Śląsk do defensywy, ale nic z tego dla nich nie wynikało, bo WKS, choć cofnięty, nadal był monolitem. Dodatkowo trener Lavicka po godzinie gry jeszcze mocniej zaryglował środek pola, wprowadzając Łabojkę za Chrapka, i poza strzałami z dalszej odległości Novikovasa gospodarze nic nie zaproponowali.



Śląsk z przodu też miał problemy. Musonda na skrzydle nie wygrywał pojedynków, Pich źle podawał w sytuacjach, w których można było rozmontować obronę Legii, nawet wspomniany Łabojko źle wszedł mecz, dwukrotnie podając do przeciwnika. Dopiero w końcówce wrocławianie oddalili grę od własnej bramki, a całkiem dobrą zmianę za Płachetę dał Adrian Łyszczarz. Wcześniej to właśnie Płacheta miał najdogodniejszą okazję, gdy po podaniu Picha znalazł się niepilnowany przed polem karnym, lecz strzelił nad bramką.



Za tydzień trzeci w tabeli Śląsk zagra na wyjeździe z Lechem, który wskoczył na pozycję lidera.



Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 0:0

Legia Warszawa: Majecki – Vesovic, Lewczuk, Jędrzejczyk, Stolarski, Martins, Antolic, Novikovas, Gvilia (77 Nagy), Luquinhas (83 Kante), Niezgoda (72 Kulenović)

Śląsk: Putnocky – Broź, Golla, Celeban, Stiglec, Mączyński, Chrapek (62 Łabojko), Musonda, Pich, Płacheta (84 Łyszczarz), Exposito (72 Cholewiak)

Żółte kartki: Martins – Mączyński

Sędziował: Paweł Gil

Widzów: 18003

źródło: fot. Mateusz Porzucek