InStat prawdę ci powie? Odc. 5

19.08.2019 (11:30) | Szymon Janiec | fot. Paweł Kot
Śląsk jest w tym sezonie niesamowity. I w sumie można by tu postawić kropkę kończącą artykuł. Po piątej kolejce lider pozostał we Wrocławiu, a przecież zwycięzców się nie sądzi. Ale czy na pewno? Zapraszamy na statystyczne podsumowanie meczu Śląska z Cracovią.


 

Buenos dias, nazywam się Israel

W letnim okienku trener Vitezslav Lavicka zażyczył sobie sprowadzenia kilku zawodników, mających zwiększyć rywalizację w drużynie oraz poziom pierwszego składu. Jednym z nich był hiszpański defensor, Israel Puerto. Doświadczony stoper był sprowadzany z myślą o pierwszym składzie, a jego występ w Ekstraklasie był raczej kwestią pytania kiedy, a nie czy.



I żeby nie było – wielki plus ode mnie leci do Piotra Celebana, który po czterech meczach (w tym trzech zakończonych czystym kontem!) został posadzony na ławce i nie robił z tego wielkich scen. Tak właśnie powinna działać drużyna, wspierająca się nawzajem. Bo przecież w sporcie drużynowym zawsze na pierwszym miejscu musi stać kolektyw.

Mecz z Cracovią Puerto rozpoczął niezbyt odważnie. Przypomina się sytuacja, kiedy w ostatniej chwili zdecydował się cofnąć głowę przy przebitce, licząc na odgwizdanie faulu. Wątpliwości nie miał wtedy młody Lusiusz, który zagarnął futbolówkę i otworzył sobie drogę ekspresową przy linii bocznej boiska. Nie mam pojęcia, czy obrońca Śląska dostał od kogoś burę po tej akcji, ale drugi taki błąd już mu się nie przydarzył do końca meczu. Grał agresywnie, ale też pewnie w defensywie. Potwierdziło się to, o czym mówiliśmy po jego debiucie w drużynie rezerw – potrafi wspaniale wprowadzić piłkę do linii pomocy. Podawał dobrze, utrzymując celność zagrań na średnim poziomie całego zespołu – 76%. Jednocześnie wygrał 57% pojedynków (najwięcej wśród obrońców), będąc trudnym przeciwnikiem także w starciach powietrznych, czego już nie można powiedzieć o Golli. Mecz zakończył z asystą, co musi skutkować naprawdę dobrą oceną jego występu.

Ty kiwniesz, ty podasz, a ty strzelisz i wygrasz nam mecz

Zwycięstwo nad Cracovią to kolejne trzy punkty zdobyte dzięki kunsztowi trenera Lavicki. Tym razem nie wystarczyło dobrze przygotować fizycznie zawodników i nieźle dobrać taktykę na mecz. Potrzebny był jeszcze trenerski nos przy przeprowadzaniu zmian. I czeski szkoleniowiec Śląska pokazał nam, że to ma.



Na wyjazdach piłkarze WKS-u grają spokojny i wyrachowany futbol, koncentrując się głównie na defensywie i nie dając rywalom zbyt wielu możliwości do zdobycia bramki. U siebie – rzucają się na rywala jak wygłodniała pantera na świeże mięsko. Tak wyglądała druga połowa meczu z Piastem, gdzie Wojskowi musieli gonić wynik. Tak też było w spotkaniu z Cracovią. Remis, który tak chętnie zawodnicy Śląska przygarnęli przy Łazienkowskiej w Warszawie, już ich teraz nie satysfakcjonował. Chcieli zagrać o pełną pulę.

Nic więc dziwnego, że wszystkie trzy zmiany przyniosły sporo ożywienia w ofensywie. Adrian Łyszczarz w końcówce meczu był bliski zdobycia gola, ale stając oko w oko z pustą bramką, zdecydował się jeszcze na drybling. Daniel Szczepan już chwilę po wejściu na boisko mógł zanotować asystę, przepięknie dogrywając do Cholewiaka. A ten ostatni... Cóż, czy jest tutaj ktoś, kto nie wie, co w tym meczu zrobił Mateusz Cholewiak?



Skrzydłowy Śląska, mimo rozpoczęcia meczu na ławce, został zresztą najlepiej ocenionym piłkarzem gospodarzy. Poza dwoma przegranymi pojedynkami w powietrzu absolutnie nie było się do czego przyczepić. Począwszy od celności strzałów, przez celność podań, wygrane pojedynki na ziemi, aż po udane zwody – w każdej rubryce przy jego nazwisku widnieje 100%. Imponujące, jak wiele jakości może dać zawodnik wchodzący z ławki w trudnym momencie.

Będzie transfer?

Ponoć na meczu z Cracovią obecni byli niemieccy skauci, którzy w notesach odnotowali sobie nazwisko Przemysława Płachety. I trzeba przyznać, że jeśli wybrali się oglądać go po raz pierwszy, to trafili wprost znakomicie.

Płacheta gra w tym sezonie trochę w kratkę. Tu kiwnie, tu poda, tam zepsuje, albo głupio straci. Zawsze dużo pobiega, prawie zawsze najszybciej. Po ostatnim meczu, w Poznaniu, przyznawał, że brakuje mu liczb i chciałby jak najszybciej strzelić swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie. Przeciwko Cracovii miał ku temu kolejnych kilka okazji, ale znów je zmarnował. To jednak jedna z niewielu negatywnych uwag, jakimi można obdarzyć byłego piłkarza Podbeskidzia po tym spotkaniu.



Niesamowita szybkość i wydolność to znaki firmowe Przemka Płachety. W sobotę znowu biegał i najwięcej (11,41 km) i najszybciej (33,76 km/h) spośród wszystkich zawodników. Dołożył do tego niesamowitą jakość piłkarską, której zdecydowanie brakowało w niektórych spotkaniach. Oddał cztery strzały (najwięcej), w tym trzy celne, z których niestety żaden nie zakończył się bramką. Wykonał 79% celnych podań (najwięcej z wyjściowego składu oprócz Musondy – 88%), z czego aż dwa okazały się celnymi podaniami kluczowymi. Słabo wygląda bilans jego pojedynków (35% wygranych), ale będąc stroną atakującą wygrał już 67% z nich. To oznacza, że etatowy młodzieżowiec Śląska wciąż ma nad czym pracować w sferze defensywnej.

A my już zastanawiamy się, kto zastąpi Płachetę, kiedy ten będzie musiał odbyć przymusową pauzę. W meczu z Cracovią otrzymał swoją drugą żółtą kartkę w sezonie. Młodzieżowy reprezentant Polski nie lubi odpuszczania piłek, często fauluje i koniec końców będzie musiał ponieść tego konsekwencje.

Przykro mi, mam już Ukraińca na twoje miejsce

Pisałem o tym, że z dobrej strony pokazali się w tym meczu zmiennicy, wprowadzeni na boisko przez Lavickę. Wciąż jednak nie chce nas do siebie przekonać pierwszy wybór trenera na pozycji środkowego napastnika. Erik Exposito w sobotę został po raz kolejny wyłączony z gry. Stłamszony. Schowany do kieszeni. Wszystkiemu winien pewien Ukrainiec.



O ile łatwiejszy byłby ten mecz dla Śląska, gdyby w drużynie przeciwnej nie grał Ołeksij Dytiatjew, niech najlepiej świadczą statystyki. Stoper Cracovii wykonał aż 63 podania (najwięcej), z czego aż 84% było celnych. Wygrał 75% pojedynków (przy 25% wygranych Exposito – przypadek?), a tylko raz (na jedenaście prób) przegrał walkę powietrzną. No i zakończył ten mecz z asystą, podobnie jak Puerto.

Grać przeciwko tak potężnie zbudowanemu obrońcy (196 centymetrów wzrostu!), w dodatku preferującemu staromodny, agresywny i bezpardonowy styl gry, to nic przyjemnego. Przekonał się o tym Daniel Szczepan, w doliczonym czasie wycięty przez Ukraińca równo z trawą, za co ten otrzymał żółtą kartkę. Ale przekonał się o tym także Exposito, przez ponad 80 minut próbujący walczyć z Dytiatjewem i przegrywający prawie każdy taki pojedynek.

Rywal znowu lepszy

Lepszy piłkarsko, w każdym razie. Cracovia lekko przeważała w posiadaniu piłki, oddała więcej strzałów na bramkę (17, z czego 9 celnych, przy 16 i 7 celnych Śląska), a także wykazywała się większą kulturą gry podczas wymiany podań. Średnia drużyny to 80% celności zagrań, przy wspominanych 76% gospodarzy. W tym aspekcie brylował szczególnie Janusz Gol, który utrzymał wskaźnik skuteczności podań na 90%.

Cracovia wydawała się także bardziej zdecydowana w pojedynkach, w dużej mierze za sprawą swoich rosłych obrońców. Wygrała aż 60% z nich. Jednak podobnie jak czterej poprzedni rywale Śląska, nie wygrała w najważniejszej ze statystyk - tej bramkowej. I podobnie jak Wisła, Piast, Legia i Lech, dała się Śląskowi zabiegać. Maszyna trenera Lavicki ruszyła. Zdała pierwszy egzamin jako faworyt i chyba zrozumiała, co trzeba zrobić, aby rywal nie był w stanie ich pokonać. Oby Śląsk potrafił utrzymać takie tempo jak najdłużej.

Poniżej prezentujemy InStat Index wszystkich zawodników Śląska, w kolejności od najwyższego do najniższego. Wartość ta w skrócie opisuje, jak dobrze ze swoich boiskowych zadań wywiązali się poszczególni piłkarze.