Gol Płachety, błąd Puerto. Lechia 1:1 Śląsk

24.08.2019 (19:40) | Adam Osiński | fot.: Krzysztof Banasik
Nadal nie ma mocnych na Śląsk. Tym razem wrocławianie wywieźli punkt z trudnego terenu w Gdańsku. Do przerwy WKS prowadził po golu Przemysława Płachety, ale szybko po zmianie stron i błędzie Israela Puerto wyrównał Sławomir Peszko. Mimo wszystko to remis satysfakcjonujący, inicjatywa w końcówce należała bowiem go gospodarzy, a Rafał Wolski w doliczonym czasie trafił nawet w poprzeczkę.


 

Vitezslav Lavicka zaproponował w wyjściowej jedenastce dwie zmiany, ale obie w pełni uzasadnione. Do składu kosztem Michała Chrapka wrócił po pauzie za żółte kartki Krzysztof Mączyński, a kontuzjowanego Lubambo Musondę zastąpił na skrzydle Mateusz Cholewiak. Piotr Stokowiec nie mógł natomiast skorzystać z usług Artura Sobiecha, dlatego na szpicy ustawił Flavio Paixao.



Cholewiak rzucał się mocno w oczy, choć nie zawsze w pozytywnym sensie. Skrzydłowy, który zapewnił WKS-owi tydzień temu trzy punkty, miał spore problemy w obronie, a jego współpraca z Łukaszem Broziem mogła niepokoić. Lechia najgroźniejszy i najsilniejszy strzał do przerwy oddała po tym, jak Mladenović w prosty sposób ograł Cholewiaka i strzelił z bliska. Znów jednak Matus Putnocky pokazał, że nie ma takich piłek, których nie byłby w stanie w tym sezonie odbić. Cholewiak niebezpiecznie zgrywał też piłkę głową we własną strefę obronną, a potem koncentrację Putnockiego, tyle że po niechlujnym podaniu do tyłu nogą, sprawdzał też Broź.



Wiemy już, że Lechia strzelała na bramkę mocno. Śląsk nieco słabiej – ale precyzyjniej. Kilka minut przed przerwą Przemysław Płacheta idealnie posłał piłkę po ziemi sprzed pola karnego, a ta wturlała się do bramki przy słupku, po zasięgiem – chyba nieco zasłoniętego – Dusana Kuciaka. Wielki wkład w tego gola mieli właśnie Broź, który wyłuskał piłkę wślizgiem, i Cholewiak, który w tej sytuacji asystował. A między nimi dobrze podawał jeszcze Łabojko.



Drugą połowę Śląsk zaczął od mocnego – dosłownie – uderzenia, ale Dusan Kuciak zdołał odbić strzał z rzutu wolnego Mączyńskiego. Chwilę później jego vis-à-vis nie miał szans na skuteczną interwencję i wyciągał piłkę z siatki. Israel Puerto niedokładnym podaniem rozpoczął grę i lechiści wyszli z kontrą trzech na trzech. Sławomir Peszko w stylu Cholewiaka sprzed tygodnia złamał akcję do środka, Golla i Mączyński nie zdążyli z blokiem i wrocławianie musieli zacząć grę od środka.



Inicjatywa już do końca meczu należała do piłkarzy Piotra Stokowca, ale Matus Putnocky nie miał wiele do roboty. Dwukrotnie bramkarza WKS-u uratowała poprzeczka. Najpierw przewrotką trafił w nią z bliska Flavio (źle zachował się chwilę wcześniej Łabojko), a w doliczonym czasie gry bombę posłał Rafał Wolski.



Ze strony Śląska groźnie było tylko po strzale Picha. Żaden ze stałych fragmentów gry nie był w tym spotkaniu zagrożeniem dla rywala, a do żadnej sytuacji nie doszedł też Daniel Szczepan, który już po godzinie gry zmienił Erika Exposito. W końcówce pierwszy raz w tym sezonie wystąpił Mateusz Hołownia, który zmienił niezmordowanego Płachetę.



Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 1:1 (0:1)


Strzelcy: Peszko 54 – Płacheta 37



Lechia Gdańsk: Kuciak – Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenovic, Łukasik, Lipski (46 Wolski), Kubicki, Peszko (83 Gajos), Haraslin (78 Udovicić), F. Paixao



Śląsk: Putnocky – Broź, Golla, Puerto, Stiglec, Mączyński, Łabojko, Cholewiak (85 Chrapek), Pich, Płacheta (89 Hołownia), Exposito (60 Szczepan)



Żółte kartki: Kubicki, Flavio, Peszko, Fila – Mączyński

Sędziował: Tomasz Musiał

Widzów: 13 691