Celeban: Dinozaury wyginęły, ale ja jeszcze nie

09.09.2019 (08:32) | Krzysztof Banasik | fot. Mateusz Porzucek
Zaliczył bardzo dobry początek sezonu, ale trener Vitezslav Lavicka szybko wymienił go na Israela Puerto. Piotr Celeban ostatnio występuje tylko na boiskach III ligi, ale – jak sam podkreśla – dla niego każdy mecz to święto. Z byłym kapitanem Śląska, związanym z WKS-em od 13 lat, udało nam się porozmawiać po niedzielnym spotkaniu rezerw, wygranym przez wrocławian 2:1 (2:0).


 

Krzysztof Banasik: Jak opiszesz swoją bieżącą sytuację w Śląsku?
Piotr Celeban: Na ten moment nie wypowiadam się na ten temat. Milczenie jest złotem.

Nie grasz w Ekstraklasie, bo przegrywasz sportową rywalizację?
Nie przegrałem żadnej sportowej rywalizacji.

To czemu nie grasz?
Pomidor (uśmiech).

Ale broni nie składasz.
Jestem w stu procentach przygotowany, moja forma od początku sezonu jest bardzo dobra i to pokazałem w pierwszych meczach w Ekstraklasie i tak samo tutaj w rezerwach.

Tym bardziej chyba trochę żal, że pomimo dobrej formy – straciłeś miejsce w składzie.
Wolę się nie wypowiadać na ten temat. Są pewne kwestie, które muszę przemilczeć jeszcze przez pewien czas. Ja robię swoje, jestem gotowy do gry. Trener bardzo uczciwie mi powiedział o powodach swojej decyzji, ale to była rozmowa w cztery oczy i tak zostanie.

Według niepotwierdzonych informacji, nie grasz, bo jeśli byś zagrał określoną liczbę minut, twój kontrakt, który wygasa za rok, automatycznie zostanie przedłużony na kolejny sezon. To prawda?
Pomidor (uśmiech).

Ale w kontrakcie jest taki zapis?
Pomidor (uśmiech).

Przechodząc do meczu z Rekordem – szybko wyszliście na dwubramkowe prowadzenie i wydawało się, że będzie to łatwe zwycięstwo, ale oddaliście piłkę przeciwnikowi i końcówka była nerwowa.
Jak masz przeciwnika na deskach, to musisz go dobić. Młodzież zaczęła się bawić w wielkich piłkarzy i zaczęła się kiwać sama ze sobą. Zamiast grać zespołowo, graliśmy indywidualnie. Jak masz do wygrania mecz 5:0, to musisz tyle wygrać. W drugiej połowie padła przypadkowa bramka i była nerwówka. Przychodzę tu grać na własne życzenie, chcę być w rytmie meczowym. Za chwilę będzie maraton – liga i puchary, więc będą kartki, kontuzje, czyli naturalna rotacja, dlatego muszę być gotowy do gry. Nikt mnie nie zmusza do występów w rezerwach i to dla mnie przyjemność, bo jeśli trenuje się cały tydzień, to weekend jest od tego, by rozegrać mecz.

Byłem na dwóch meczach III ligi, w których grałeś ty i Mariusz Pawelec. Wasza rola jest niebagatelna, dużo krzyczycie, podpowiadacie, jesteście takimi mentorami dla młodszych. Widzisz siebie w takiej roli na dłużej?
Moje miejsce jest w pierwszym zespole. Ale żeby wygrać mecz, trzeba biegać i walczyć – w każdej lidze. Każdy będzie chciał zwyciężać ze Śląskiem Wrocław, czy to w Ekstraklasie, czy w III lidze. Tym bardziej, że tu i tu jesteśmy liderem. Jak to się mówi – im wyżej wchodzisz, tym bardziej wieje. Trzeba ganiać tych młodych, bo potencjał mają, ale czasami ich mentalność jest taka, że odpuszczają. Dla młodego piłkarza każdy mecz to powinno być święto i powinien przez 90 minut biegać. Jak przyjeżdżają przeciwnicy, którzy nie zawsze żyją tylko z piłki i muszą dodatkowo pracować, to my powinniśmy ich do przerwy zabiegać, żeby w przerwie powiedzieli – nie wychodzimy, mamy dosyć. Dzisiaj tego nie było, dlatego jest wkurzenie pomimo zwycięstwa. Tydzień temu też prowadzili 2:0, a skończyło się 2:2, chociaż z tego co słyszałem, mieli sporo sytuacji.

Tak, kilka bramek przy stanie na 2:0 powinni zdobyć w Brzegu.
No właśnie, bo zamiast zagrać do kolegi, to każdy myśli indywidualnie, a na to trenerzy pierwszego i drugiego zespołu zwracają szczególną uwagę. To są młodzi zawodnicy, którzy grają w dorosłej lidze i muszą się tego nauczyć – odpowiedzialności, że nie liczy się statystyka zawodnika, tylko wynik całego zespołu. A jak wynik będzie dobry, to każdy zostanie doceniony przez trenera, a szczególnie przez trenera pierwszej drużyny, który nie będzie patrzył na to jak ktoś gra indywidualnie, tylko jak ktoś gra dla zespołu. Mentalnie niektórzy są jeszcze dziećmi. Też kiedyś byłem w takiej sytuacji grając w rezerwach Pogoni Szczecin i wiem, jak w takich ligach powinno się grać. Każdy młody zawodnik powinien takie spotkanie potraktować jak byłby to ostatni mecz. Selekcja jest brutalna. Piłka nożna to taki sport, który szybko weryfikuje, czy się nadajesz, czy nie. Jeśli ktoś uważa, że jest młody i jeszcze ma czas – to nieprawda, nie ma czasu. Pamiętam jak zaczynałem grać w Śląsku w 2006 roku, jestem tu do dzisiaj i ten czas strasznie szybko uciekł. Młody nie może myśleć „jestem młody, jeszcze mam czas”. Patrząc na zachód, jacy 17, 18-latkowie grają i w jakich ligach, to oni muszą wreszcie zrozumieć, że nie ma czasu na zabawę, tylko czas na dobrą pracę. Tym bardziej, że trener pierwszego zespołu to docenia.

Ty wykorzystałeś ten czas pomiędzy piłką juniorską a teraźniejszością optymalnie?
Byłem i „u góry” i „na dole”, grałem w różnych ligach i w różnych warunkach, czas zleciał nieubłaganie. Piłkę nożną trzeba wycisnąć jak cytrynkę, kariera piłkarza jest krótka. Jak minie bariera czterdziestu lat, kiedy większość już nie gra lub gra tylko rekreacyjnie, to trzeba mieć satysfakcję ze swojej kariery. Można zdobywać medale, ale trzeba też czuć się spełnionym. Człowiek może się czuć spełniony, jeśli wie, że dał z siebie wszystko.

U ciebie widać, że niezależnie czy grasz w Ekstraklasie czy III lidze, jesteś mocno zaangażowany w mecz. Trzeba temu przyklasnąć i docenić taką postawę.
Takim mnie stworzono. Na wszystko w życiu musiałem sam zapracować, o wszystko walczyłem. Czy jak byłem na macie jak trenowałem judo, czy na boisku. Wszystko, co osiągnąłem, wynikało z codziennej walki. To już stało się moim sposobem na życie. To muszą zrozumieć młodzi, bo teraz młodzież dostaje wszystko za darmo. Ten przepis o młodzieżowcu to też dla mnie jest trochę chore. Jak młody jest dobry, to się obroni. Taki Przemek Płacheta ma jakość i grałby bez tego przepisu, a w niektórych zespołach widać, że tej jakości brakuje, bo młodzi grają na siłę.

Ty i Mariusz Pawelec jesteście przykładami dla tych młodych zawodników, ale Pawelca dzisiaj zabrakło.
Tak, Mario chciał zagrać, ale był dzisiaj świadkiem na ślubie „Ostrego” (Krzysztofa Ostrowskiego, byłego piłkarza Śląska – przyp.red.) i nie mógł mu odmówić. Mario grał też w IV lidze, a III liga jest dużo lepsza, kultura gry jest inna. Ja nie rozumiem, jak ktoś, kto nie ma rytmu meczowego, nie chce przyjść do rezerw zagrać. Nie rozumiem tego. Nie rozumiem dzisiejszej młodzieży. Mecz jest świętem, czeka się na to cały tydzień.

Takich jak ty jest jednak coraz mniej.
Dinozaury wyginęły, ale ja jeszcze nie (śmiech).