Mecz na zero z tyłu

15.09.2019 (19:22) | Szymon Janiec | fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław zremisował bezbramkowo z Górnikem Zabrze w wyjazdowym meczu rozgrywanym w ramach ósmej kolejki ekstraklasy.


 

W składzie WKS-u nie zobaczyliśmy kapitana, Krzysztofa Mączyńskiego, który boryka się z drobnym urazem kolana. Jego miejsce na boisku zajął Michał Chrapek, a na ławce znalazł się po raz pierwszy nowo sprowadzony do Wrocławia pomocnik, Diego Żivulić.

Już na samym początku z niezłą kontrą wyszli podopieczni trenera Lavicki. Piłkę do Roberta Picha zagrał z lewej strony wracający do składu Przemysław Płacheta. Słowak przyjął i szybko zdecydował się oddać strzał, jednak bardzo niecelny. Ta akcja pokazała jednak, w jaki sposób Śląsk zamierza przeprowadzać ataki w tym meczu. W pierwszych minutach swoich szans po stałych fragmentach próbowali też Exposito i Golla, ale strzały głową obu zawodników mijały światło bramki Górnika w bezpiecznej odległości. Pierwszy celny strzał oddał aktywny od początku Płacheta, ale Chudy nie miał problemów ze złapaniem piłki. W odpowiedzi ładnie podłączył się do ataku lewy obrońca zabrzan, Erik Janza, który spróbował uderzenia prawą nogą, lecz na posterunku był Putnocky.

W 13. minucie po bardzo składnej akcji Śląska świetną okazję do zdobycia bramki miał Chrapek. Pomocnik WKS-u otrzymał dobrą piłkę na linii szesnastego metra i czysto uderzył, ale na linii strzału niespodziewanie znalazł się Płacheta. Od początku widać jednak było, że do Zabrza przyjechał lider, a Śląsk udowadniał z każdą minutą, że nie znalazł się na czele tabeli przypadkowo. W 28. minucie nieźle uderzył Musonda. Strzelił lewą nogą zza pola karnego, ale choć mocno, to w sam środek bramki. Kilka minut później po sporym zamieszaniu w polu karnym blisko strzelenia bramki był Chrapek, ale nie potrafił dobrze przyjąć sobie piłki.

Tuż przed przerwą najlepszą sytuację wypracowali sobie zawodnicy Śląska. W środku pola piłkę świetnie wywalczył Musonda, który rozpoczął kontratak, uruchamiając Exposito. Hiszpan świetnie wypatrzył Płachetę, który minął Chudego, ale nie trafił do pustej bramki. Na jego obronę możemy tylko powiedzieć, że kąt był dość ostry, choć skrzydłowy Śląska ma czego żałować. Do szatni oba zespoły schodziły więc z wynikiem remisowym.

Druga połowa zaczęła się od nieco lepszej gry gospodarzy, ale już w 51. minucie bardzo groźnie uderzył Płacheta, zdecydowanie najgroźniejszy piłkarz Śląska. Piłka zmierzała tuż pod poprzeczkę, ale świetną interwencją popisał się bramkarz Górnika. Po niecałej godzinie gry boisko opuścił Exposito. Hiszpan przełamał co prawda niechlubną passę meczów bez oddanego strzału, kilkukrotnie pokazał się z dobrej strony, ale wciąż wymagamy od niego dużo więcej. Na murawie zastąpił go Daniel Szczepan. Górnik też dokonał jednej zmiany i mecz zdecydowanie nam się otworzył. Śląsk atakował coraz większą liczbą zawodników, a Górnik próbował wychodzić z groźnymi kontratakami.

W 81. minucie świetną okazję miał Szczepan. Napastnik Śląska zamknął piękną wrzutkę Płachety, ale piłka po jego strzale głową minimalnie minęła bramkę Chudego. Kilka sekund później Picha zastąpił Diego Żivulić, wreszcie debiutujący w drużynie z Wrocławia. W 84. minucie Szczepan miał kolejną dobrą sytuację, znowu próbując strzału głową. Niestety po raz kolejny piłka przefrunęła obok słupka. Kilka minut później bombę z dystansu posłał Łabojko, ale uderzył bardzo niecelnie. Po czterech doliczonych minutach sędzia zakończył mecz. Obu drużynom nie udało się zdobyć ani jednej bramki. Górnik wciąż nie traci bramki na własnym boisku, Śląskowi natomiast nie udaje się powrócić na fotel lidera.

Górnik Zabrze – Śląsk Wrocław 0:0

Żółte kartki: Sekulić, Manneh - Łabojko

Górnik: Chudy – Sekulić, Wiśniewski, Bochniewicz, Janza – Matras, Ściślak, Zapolnik (81’ Manneh), Jimenez (71’ Baidoo) – Wolsztyński (56’ Kopacz), Angulo

Śląsk: Putnocky – Broź, Puerto, Golla, Stiglec – Łabojko, Chrapek, Musonda (87’ Cholewiak), Pich (82’ Żivulić), Płacheta – Exposito (59’ Szczepan)

Widzów: 17 450