InStat prawdę ci powie? Odc. 8

16.09.2019 (08:17) | Szymon Janiec | fot.: Paweł Kot
Po przerwie reprezentacyjnej wróciły rozgrywki ekstraklasy. W niedzielę, w ramach ósmej kolejki tego sezonu, Śląsk wybrał się na pojedynek z Górnikiem Zabrze. Niestety, nie udało się Śląskowi ani wygrać, ani nawet przełamać świetnej passy zabrzan, którzy w tym sezonie nie stracili jeszcze bramki przed własną publicznością. Mecz zakończył się wynikiem 0:0, co absolutnie nie znaczy, że nie możemy dopatrywać się w nim pozytywów. Kilka wybranych prezentujemy poniżej, aby po raz kolejny w tym sezonie przekonać się, czy InStat prawdę ci powie.


 

Brawo, Michał!

Chyba nie było kibica Śląska, który na początku sezonu mógłby z ręką na sercu powiedzieć, że jest zadowolony z gry Michała Chrapka. Po doświadczonym pomocniku spodziewano się we Wrocławiu dużo, niestety jego zaangażowanie, fizyczność i dokładność pozostawiały wiele do życzenia. Cierpliwość fanów do byłego zawodnika Wisły kończyła się na tyle szybko, że liczni zastanawiali się, czy nie lepszym sposobem na zastąpienie kontuzjowanego Mączyńskiego byłoby wprowadzenie od pierwszej minuty debiutanta, Diego Żivulicia. Chorwat dostał jednak szansę dopiero w końcówce spotkania, a Chrapek... porządnie nas zaskoczył. Pozytywnie, rzecz jasna.



I jeśli od jednego z trenerów usłyszeliśmy kiedyś, że Chrapek ma potencjał porównywalny z Sebastianem Milą, to stadion w Zabrzu był miejscem, w którym po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć przebłyski tej odważnej deklaracji. Powiedzieć, że rządził on środkiem pola, to jak nic nie powiedzieć. Michał był pod grą zdecydowanie najczęściej. Nigdy nie był typem sprintera, stąd bardzo słaba statystyka sprintów (zaledwie jeden w meczu), lecz biegał bez przerwy, otwierając tym samym kolegom opcję podania do niego. Gdy dostał piłkę – wiedział, co z nią robić. Kiedy było można, podał dalej (z 89% skutecznością). Kiedy było trzeba, wszedł w drybling (2/2 zwody udane). Wyjście spod pressingu ruletką to dość niekonwencjonalna metoda, ale Chrapek udowodnił, że potrafi być na boisku bardzo pewny siebie. Pod jednym warunkiem.

Jestem Kuba i zaraz zabiorę ci piłkę

Gdy na pierwsze mecze sezonu obok Chrapka wybiegał Krzysztof Mączyński, czegoś brakowało w środku pola. Nic dziwnego, że wchodzący z ławki Łabojko, choć bardzo defensywnie usposobiony, wnosił na boisko duże ożywienie. Wkomponował się w drużynę na tyle dobrze, że kilka ostatnich spotkań rozpoczynał już w wyjściowym składzie. To ostatnie, przeciwko Górnikowi, również rozegrał w pełnym wymiarze czasowym i raczej powinien być z siebie zadowolony.



Łabojko to nie jest tak dobry piłkarz, jak Chrapek. Brakuje mu pewnego luzu w grze, lepszej orientacji podczas posiadania piłki oraz spokoju. Właśnie dlatego ma na boisku inne zadania, pozwalające mu lepiej korzystać z posiadanych atutów. To piłkarz, który zbiera najwięcej (średnio 11 na mecz) drugich piłek. Wie, gdzie się ustawić i który sektor boiska zabezpieczyć, żeby posiadanie wróciło do drużyny Śląska. A najbardziej korzystał na tym właśnie Chrapek. Nieco zwolniony z obowiązków defensywnych, mógł skupić się na ważnej roli, jaką było regulowanie tempa gry drużyny. Za plecami miał małego pitbulla, który był wszędzie tam, gdzie Chrapka akurat być nie mogło. Najlepiej było to widać w momentach, w których Łabojko zapominał o założeniach taktycznych i próbował podłączyć się do akcji ofensywnych. Szybko okazywało się, że po przejęciu piłki Górnik ma mnóstwo miejsca, aby zawiązać kontratak. Łabojko asekurował wszystkich. Jego – niestety nikt.

Bezbłędny

Dobrze brzmi, gdy słyszymy pojęcie mecz na zero z tyłu. Ale kiedy mogą o tym powiedzieć obie drużyny, najczęściej świadczy to o dobrze zorganizowanej i mądrej grze defensywnej. I rzeczywiście – para stoperów Górnika zagrała bardzo dobre spotkanie. Bochniewicz i Wiśniewski byli często chwaleni przez komentatorów, a InStat ocenił ich najwyżej spośród wszystkich graczy gospodarzy z pola. Na szczęście również Śląsk nie ma sobie nic do zarzucenia w tym elemencie gry. Puerto rozegrał świetny mecz, dając drużynie spokój i opanowanie w tyłach, tak odmienne od tego, co w ostatnich latach prezentowali defensorzy WKS-u. Bezbłędny był natomiast Wojciech Golla.



Ktoś pewnie mógłby się przyczepić, bo bezbłędny to duże słowo. I przypomnieć choćby sytuację, w której cały stadion domagał się rzutu karnego po tym, jak piłka trafiła w rękę Golli w polu karnym Śląska. Takie typu sytuacje, ostatecznie pozbawione konsekwencji, zdarzały się sporadycznie, a stoper gości był pewnym punktem zespołu. Igor Angulo, król strzelców poprzedniego sezonu, musiał zadomowić się w jego kieszeni na całe 90 minut. InStat lubi czasem koloryzować, ale nigdy nie kłamie – Golla wygrał 73% pojedynków i miał cztery udane odbiory (na cztery próby). Wiele razy był ostatnią deską ratunku wrocławian i nigdy nie zawodził. Świetnie też wprowadzał piłkę do gry. Widać, że nawet w parze z Puerto, który słynie ze świetnej gry nogami, to on jest obrońcą, który będzie odpowiedzialny za ten element. I słusznie. Golla podawał celnie w aż 89% przypadków. Nic dziwnego, że to przy jego nazwisku widnieje najwyższy index - 318.

Jakby to była inna drużyna!

Powoli zaczęliśmy się już przyzwyczajać do tego, w jaki sposób Śląsk gra swoje mecze w tym sezonie. Sporo biegania, oddanie przeciwnikowi inicjatywy i bramki z niczego były swoistym znakiem rozpoznawalnym wrocławian. Bardzo mogliśmy się więc zdziwić, kiedy w pierwszej połowie meczu w Zabrzu to Górnik biegał za piłką, a Śląsk dyktował tempo gry.

W drugiej części spotkania sytuacja nieco wróciła do normy, ale przed przerwą piłkarze z Wrocławia mieli piłkę przy nodze aż przez 56% czasu gry. W całym meczu stworzyli też wiele dogodnych sytuacji. Oddali aż 16 strzałów, a Martin Chudy musiał interweniować przy pięciu okazjach. Dla porównania, Górnik strzelał tylko czterokrotnie, a zaledwie raz celnie. Dominację musiał podkreślać wskaźnik celności podań drużyny (80%), po raz pierwszy w tym sezonie wyższy, niż miała drużyna przeciwna. Co ważne, szła za tym również duża waleczność i ambicja, na co przełożyło się aż 56% wygranych pojedynków. Mając przed oczami tak obraz gry, domyślamy się, że to Górnik musiał biegać więcej. I rzeczywiście, gospodarze przebiegli ponad trzy kilometry więcej. Absolutnie nie przełożyło się to jednak na piłkarską jakość. Tej było więcej po stronie Śląska, który jednak wciąż ma problemy ze strzelaniem bramek, a na horyzoncie raczej nie widać możliwości poprawy.

Poniżej prezentujemy InStat Index wszystkich zawodników Śląska, w kolejności od najwyższego do najniższego. Wartość ta w skrócie opisuje, jak dobrze ze swoich boiskowych zadań wywiązali się poszczególni piłkarze.