Robak pogrąża Śląsk!

24.09.2019 (22:44) | Szymon Janiec | fot. Mateusz Porzucek | skomentuj (5)
Trener Vitezslav Lavicka przed meczem z Widzewem Łódź dokonał aż dziewięciu zmian w porównaniu do derbowego spotkania z Zagłębiem. Miejsce w wyjściowej jedenastce zachowali jedynie Erik Exposito i Jakub Łabojko, a szansę od pierwszej minuty otrzymali choćby Daniel Kajzer, Mariusz Pawelec czy Diego Żivulić. Ostatecznie ten eksperyment nie wypalił, bowiem Śląsk przegrał z Widzewem 0:2.


 

Mecz rozpoczął się spokojnie, ale już w czwartej minucie sędzia Wojciech Myć był zmuszony przerwać spotkanie z powodu zamieszek na trybunie zajmowanej przez kibiców gości. Niestety, taki stan rzeczy trwał prawie dziesięć minut, a my do końca nie byliśmy pewni, czy arbitrzy pozwolą w ogóle wznowić grę. Chaos na trybunach został jednak opanowany, a zawodnicy obu drużyn mogli kontynuować spotkanie.

Pierwszą dobrą akcję zobaczyliśmy dopiero w 20. minucie meczu. W środku pola świetnie poradził sobie debiutujący w wyjściowym składzie Śląska Filip Marković, który przedarł się w pobliże pola karnego i został ostro sfaulowany przez Zielenieckiego. Z rzutu wolnego swojego szczęścia spróbował Damian Gąska, ale piłka o centymetry minęła bramkę Widzewa, której strzegł były bramkarz WKS-u, Wojciech Pawłowski. Na chwilę przed upływem trzydziestej minuty po raz pierwszy groźnie zaatakował Widzew. Złe wybicie Kajzera wykorzystał Marcin Robak, który świetnie uruchomił Mąkę, a skrzydłowy Widzewa spróbował uderzenia z woleja. Piłka przefrunęła jednak nad poprzeczką. W odpowiedzi obejrzeliśmy pierwszy celny strzał w wykonaniu Śląska, a w roli głównej znowu był Gąska. Tym razem zamykał on wrzutkę Kamila Dankowskiego, ale jego strzał głową obronił Pawłowski.

W 39. minucie dobrze w defensywie popracował Marković, a Żivulić z pierwszej piłki spróbował uruchomić Exposito. Hiszpan doszedł do podania i strzelił minimalnie obok słupka, lecz sędzia asystent wcześniej uniósł chorągiewkę, sygnalizując spalonego. Minutę później sędzia dopatrzył się zagrania ręką Exposito we własnym polu karnym i wskazał na wapno, lecz po interwencji VAR-u zmienił zdanie. Wszyscy zawodnicy i kibice Śląska mogli odetchnąć z ulgą. Po kilku minutach upłynął regulaminowy czas pierwszej połowy, lecz sędzia doliczył aż dziewięć minut. W tym czasie jedynie Mateusz Możdżeń oraz Jakub Łabojko starali się zdobyć gola, ale strzały z dystansu obu zawodników mijały bramkę w bezpiecznej odległości. Do przerwy obie drużyny schodziły przy bezbramkowym remisie i ze sporym niezadowoleniem ze swojej gry. Śląsk w niczym nie przypominał wicelidera ekstraklasy, a Widzew nie potrafił nawet celnie wymienić kilku podań. Pozostawało nam mieć nadzieję, że w drugiej połowie zobaczymy lepsze widowisko.

Drugą połowę rozpoczęliśmy od mocnego uderzenia gospodarzy, ale z upływem czasu Śląsk zaczął odzyskiwać pełną kontrolę nad meczem. Wciąż były jednak problemy, aby udokumentować to bramką, a nawet składną akcją, po której goście byliby w stanie oddać groźny strzał na bramkę. Udało się to dopiero w 54. minucie, kiedy po kilku zagraniach na jeden kontakt strzał oddał Exposito, piłka jednak przefrunęła nad poprzeczką. Trzy minuty później Exposito świetnie główkował po dośrodkowaniu Hołowni, ale na linii dobrze interweniował Pawłowski, a wcześniej sędzia odgwizdał jeszcze przewinienie hiszpańskiego napastnika. Tempo meczu zdecydowanie się zwiększyło, lecz obu zespołom wciąż brakowało dokładności. Zwłaszcza gospodarze tworzyli zalążki sytuacji, lecz nie byli w stanie przekuć tego w dogodne sytuacje bramkowe.

Dopiero w 78. minucie przed fantastyczną szansą stanął wprowadzony kilka minut wcześniej Robert Pich. Ślicznym, długim podaniem popisał się Żivulić, ale Słowak w sytuacji sam na sam z Pawłowskim trafił prosto w bramkarza. W 85. minucie nastąpił moment przełomowy. Zbyt długo piłkę prowadził Żivulić, w efekcie czego stracił ją na rzecz Kity. Ten zagrał bardzo dobrze do Robaka. Byłemu napastnikowi Śląska futbolówkę wślizgiem wybił Pawelec, lecz ta trafiła do Konrada Gutowskiego, który uderzył fantastycznie. Po drodze piłka odbiła się jeszcze od Robaka, więc oficjalnie bramkę trzeba zapisać właśnie jemu. Najlepszy strzelec WKS-u w ostatnich dwóch sezonach nie krył radości ze zdobytej bramki przeciwko swojemu byłemu klubowi.

Po straconej bramce Śląsk starał się w końcu podkręcić tempo, lecz Widzew bardzo mądrze zaczął utrzymywać się przy piłce. W samej końcówce kapitan gości, Mariusz Pawelec otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę. W ostatniej minucie doliczonego czasu Robak fantastycznie wpadł w pole karne i dał się sfaulować Żivuliciowi, który na pewno nie będzie mógł zaliczyć tego meczu do udanych. Kapitan Widzewa osobiście podszedł do rzutu karnego i pewnie zamienił go na drugą bramkę w tym meczu. Widzew wygrywa i eliminuje drużynę Śląska z Pucharu Polski.

Widzew Łódź – Śląsk Wrocław 2:0 (0:0)
Robak 85’ 90+5’

Żółte kartki: Zieleniecki – Pawelec
Czerwona kartka: Pawelec 90’ (za dwie żółte)

Widzew: Pawłowski – Turzyniecki, Tanżyna, Zieleniecki, Kordas (80’ Rudol) – Poczobut, Możdżeń (72’ Radwański), Mąka (76’ Mandiangu), Gutowski – Kita, Robak

Śląsk: Kajzer – Dankowski (88’ Szczepan), Celeban, Pawelec, Hołownia – Żivulić, Łabojko (58’ Chrapek), Gąska (74’ Pich), Marković, Cholewiak – Exposito

KOMENTARZE
~Rafi(2019-09-25 12:13:06)
Celeban,Pawelec,Dankowski szukać klubu żenada ...
~Jon(2019-09-25 11:16:39)
Mongoloid - jeżeli piszesz o nas, że jesteśmy z 3 ligi, to pisz o Śląsku, że jest z pierwszej. Bądź konsekwentny.
fiume76(2019-09-25 08:18:17)
Teraz juz jasne, że skład który ledwo się rok temu utrzymał, dziś pewnie okupowałby strefę spadkową. Ten mecz to ewidentnie pokazał.
~Mongoloid(2019-09-25 00:26:57)
Jeszcze jedna uwaga - widzieliście nowy styl gry Celebana w obronie? Stawał za przeciwnikiem i kopał go od tyłu po kostkach. Zrobił tak chyba z 5 razy - za każdym razem oczywiście rzut wolny dla Widzewa. Ktoś widział, żeby Puerto robił coś takiego?!
~Mongoloid(2019-09-24 23:36:20)
To po dzisiejszym meczu wszyscy krytycy Brozia i Stigleca już chyba wiedzą czemu to właśnie oni grają jako boczni obrońcy w pierwszym składzie, a nie Dankowski i Hołownia? Przez cały mecz dali może jedno celne dośrodkowanie. Danek prawie wszystkie podania miał do tyłu. Bał się grać na gości z trzeciej ligi. I on chce grać w Ekstraklasie?!
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane