InStat prawdę ci powie? Odc. 10

29.09.2019 (19:50) | Szymon Janiec | fot. Paweł Kot | skomentuj (4)
Śląsk w piątek przegrał swój pierwszy mecz w sezonie. Na swojego pogromcę musiał czekać aż do dziesiątej kolejki. I pewnie nie byłoby powodów do niepokoju, gdyby nie fakt, że jednocześnie był to już piąty mecz bez zwycięstwa, a drużyną, która pokonała wrocławian, była Korona Kielce, mająca wiele problemów wewnątrz klubu oraz rozgrywająca fatalny sezon.


 

To spotkanie nie było aż tak marne w wykonaniu kielczan, jak kilka poprzednich. Nie było też wcale imponujące, ale trafili oni na niesamowicie słabo dysponowany Śląsk. O ile po meczu z Widzewem mogliśmy szukać wymówek na przeciętną grę zespołu choćby w fakcie, że trener Lavicka przetestował zawodników rezerwowych, którzy jeszcze w takim ustawieniu personalnym nie przebywali na boisku, o tyle na mecz z Koroną opiekun WKS-u wrócił do sprawdzonego ustawienia. Niestety, problem w drużynie zdaje się być głębszy, niż to wyglądało. To jeszcze nie moment, aby panikować, lecz z tej niemocy trzeba będzie umieć wyjść. Zobaczymy, jak to się uda trenerowi Laviczce.

Zmienna gra

Myli się ten, kto twierdzi, że gra Śląska w tym sezonie się nie zmienia. Sztab trenerski na początku sezonu uznał, że trzeba grać futbol minimalistyczny – dobrze pilnować tyłów i skupić się na wykorzystywaniu nielicznych okazji, jakie drużyna sobie wypracuje. W ósmej kolejce, podczas meczu w Zabrzu, zobaczyliśmy inną twarz zespołu. Śląsk był ofensywnie nastawiony, odważny, podejmujący sporo ryzyka i grający ładną dla oka piłkę. Mający przewagę. To było kontynuowane również w spotkaniu z Zagłębiem, ale jeśli drużyna traci w jednym meczu cztery bramki, to należy coś zmienić w jej grze.



Powrót do taktyki z początku sezonu nie wyszedł jednak drużynie na dobre. Początek był obiecujący – w pierwszych minutach Śląsk powinien prowadzić, a w pierwszym kwadransie było widać naprawdę wyrównane spotkanie. Potem jednak Korona zaczęła prowadzić grę, co przełożyło się na aż 59% posiadania piłki w pierwszej części spotkania. W drugiej połowie było pod tym względem dużo lepiej. Sporo świeżości wprowadził Filip Marković, który dość szybko zmienił Lubambo Musondę i był bardzo aktywny. Nie wystarczyło to jednak do rozerwania szczelnej defensywy kielczan, a jeden błąd w defensywie przekreślił szanse Śląska na zdobycie choćby jednego punktu.

Bez jakości na ekstraklasę

Bardzo lubię Daniela Szczepana. Uważam, że to zawodnik bardzo ambitny, waleczny i ciężko pracujący. Kibice kochają piłkarzy, dla których nie ma straconych piłek. Wydaje się też być bardzo mocnym mentalnie, a to jest niezwykle ważne. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że gdybym posiadał klub w drugiej lidze, zrobiłbym wszystko, aby Szczepana zrobić pierwszą strzelbą. Na ekstraklasę ma jednak po prostu za małe umiejętności.



Jednak przy odrobinie szczęścia Szczepan mógł mieć już w tym sezonie strzeloną bramkę – w meczu z Górnikiem – oraz asystę po ślicznym zagraniu w stronę Cholewiaka w meczu z Cracovią. W ostatnim spotkaniu błysnął z zupełnie innej strony. Pod koniec spotkania zmienił Exposito, a przez 17 minut, w ciągu których przebywał na boisku, zanotował odpowiednio: trzy faule, dwa celne podania (na cztery próby), zero wygranych pojedynków (na pięć prób) oraz trzy straty. InStat przydzielił mu mało imponującą notę 190.

Cholewiak jako dziewiątka zupełnie się nie sprawdza. Szczepan ma za mało jakości, a Exposito, choć zachwycaliśmy się jego wyczynem w derbach, wciąż do końca nas nie przekonuje. Brakuje w Śląsku człowieka zdolnego wykorzystywać wykreowane sytuacje. Dużo odpowiedzialności w tym aspekcie spada na skrzydłowych. A szkoda, bo...

Wykończenie nie jest naszą mocną stroną

Sporo osób narzeka na Musondę, zarzucając mu brak liczb. Ciężko się dziwić, bo o poprzednim sezonie Zambijczyk pewnie sam wolałby zapomnieć. W tym zdołał zaledwie raz asystować przy golu Roberta Picha, a przecież wystąpił w dziewięciu spotkaniach. Niewiele lepiej wyglądają jednak liczby Przemysława Płachety, który też rozegrał w tym sezonie dziewięć meczów. Zdobył w nich bramkę, a do niej dołożył asystę – zresztą wątpliwej jakości, bo przy golu Cholewiaka z Cracovią. A sami najlepiej pamiętamy, jak ten gol wyglądał.



Już na samym początku spotkania Płacheta stanął oko w oko z Markiem Koziołem. Dla 31-letniego bramkarza był to dopiero piąty mecz w ekstraklasie, lecz spisał się fantastycznie. Tymczasem młody skrzydłowy powinien był dać Śląskowi prowadzenie. Zmarnował jednak kolejną świetną sytuację w tym sezonie.

To nie był dobry mecz skrzydłowych. Płacheta miał najsłabszy wskaźnik celności podań spośród zawodników pierwszego składu – 70%. Wygrał zaledwie 29% pojedynków i aż 11 razy (najwięcej) tracił piłkę na rzecz przeciwnika. Etatowy młodzieżowiec Śląska mecz w mecz wykręca świetny przebiegnięty dystans (w tym meczu aż 11,41 km), lecz ile z tego pożytku? Wszak podobno lepiej mądrze stać, niż głupio biegać.

Mam 99 problemów, ale podania nie są jednym z nich

Postawa defensywy Śląska może w tym sezonie imponować. Każdego z obrońców chwaliliśmy przynajmniej raz – począwszy od świetnej formy strzeleckiej Brozia, na solidności i świetnej grze w tyłach Wojciecha Golli. Tym razem były zawodnik Pogoni błysnął z innej strony – tylko raz w całym meczu zagrywając niecelnie.



Gdy do Wrocławia przychodził Israel Puerto, myśleliśmy: ekstra, w końcu Śląsk będzie miał stopera, który nie boi się wprowadzić piłki do gry. W końcu w poprzednim sezonie różnie to wyglądało. Tymczasem Puerto wcale nie jest odpowiedzialny za wyprowadzanie ataków. Oczywiście, świetnie gra nogami i można mu podać piłkę bez narażania kibiców na zawał serca, lecz to tylko powoduje, że Golla ma więcej spokoju. Postawienie go w parze z tak dobrym technicznie obrońcą jak Puerto jeszcze podciągnęło jego umiejętności i w tym momencie ciężko sobie wyobrazić defensywę Śląska bez niego.

W meczu z Koroną wykonał aż 67 podań, z których 99% było celnych. Imponująca statystyka. Trzeba jednak pamiętać o tym, że Korona wcale nie zakładała w tym meczu wysokiego pressingu. Ergo: Golla miał mnóstwo czasu, aby wybrać odpowiedniego adresata podania i zagrać celnie. Cierpiało na tym też tempo konstruowania akcji, ale chyba właśnie o to chodziło gospodarzom. Stoper Śląska wygrał natomiast zaledwie 46% pojedynków. Bardzo, bardzo przeciętnie. Mimo niemalże idealnej skuteczności podań, trzeba też pamiętać o sytuacji bramkowej, kiedy niepotrzebnie podnosząc piłkę wsadził na minę Jakuba Łabojkę. Podanie podaniu nierówne, a statystyki czasem nie mówią całej prawdy.

Poniżej prezentujemy InStat Index wszystkich zawodników Śląska, w kolejności od najwyższego do najniższego. Wartość ta w skrócie opisuje, jak dobrze ze swoich boiskowych zadań wywiązali się poszczególni piłkarze.

KOMENTARZE
~Scyzoor(2019-09-30 21:14:40)
Do Wrocek: ziomek, to żeś odkrył ... Weź napisz do Lavicki, bo on pewnie na to nie wpadł jeszcze.
~wks47(2019-09-30 15:27:58)
Myślę, że ciekawym pomysłem może być wprowadznie tutaj ankiety po każdym meczu, w której internauci ocenialiby zawodników. W skali od 1-10 na przykład. Wyniki mogłyby się pojawiać wspólnie z raportem InStat.

Oczy bolą jak się patrzy co ten Szczepan wyczynia. Za wysokie progi.
~Kaczorek(2019-09-30 11:17:44)
W tym meczu patrząc na całe spotkanie to słabiutko zagrali Erik ,Musanda,Golla, Broź,łabojko, i słaby Płacheta
~Wrocek(2019-09-29 21:11:21)
Już jest spadek na 4 miejsce to są efekty remisów i porażki. Tabela jest tak spłaszczona że po kolejnym niepowodzenia będzie 7-8 miejsce. Trzeba koniecznie wygrywać aby być w czołówce remisy nic nie dają.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane