To był mecz!

15.11.2019 (10:34) | Adrian Dana | skomentuj (1)
W pierwszym artykule z cyklu „To był mecz” przypomnieliśmy spotkanie pomiędzy Śląskiem Wrocław a Arką Gdynia z 2011 roku. Dzisiaj również przeniesiemy się osiem lat wstecz, ale do grudnia 2011 roku na spotkanie wyjazdowe z ŁKS-em Łódź.


 

W niedzielę 11 grudnia 2011 roku WKS miał zaplanowany mecz wyjazdowy z ŁKS-em, jeszcze wtedy na starym stadionie łódzkiego klubu. Była to 17. kolejka sezonu 2011/2012, który, jak wszyscy dobrze pamiętamy, zakończył się drugim w historii naszego klubu tytułem mistrza Polski.

Spotkanie miało być dla podopiecznych Oresta Lenczyka przysłowiową „bułką z masłem”. Ówcześni wicemistrzowie Polski mieli pewnie pokonać łódzki zespół, który w tamtym sezonie spadł z ekstraklasy i obok Cracovii był zdecydowanie najgorszą drużyną tamtych rozgrywek.

Przed meczem dużo mówiło się o pojedynku na ławkach trenerskich Ryszarda Tarasiewicza i jego następcy w Śląsku, czyli Lenczyka. Jednak w trakcie 90 minut wydarzyło się kilka ciekawych zdarzeń, które pozwalają zapamiętać ten mecz również z kilku innych powodów.

Po pierwsze w 10. minucie meczu sensacyjną bramkę na 1:0 dla ŁKS-u strzelił wypożyczony ze Śląska Antoni Łukasiewicz. Dla gracza, wobec którego nie została zastosowana tzw. „klauzula strachu”, znana dobrze z hiszpańskich boisk, była to jedna z trzech bramek jakie strzelił w tamtym sezonie.

Kolejne ciekawe wydarzenie miało miejsce tuż przed przerwą, kiedy to trener wrocławian postanowił ściągnąć z boiska Łukasza Madeja, a w jego miejsce wprowadzić jego imiennik - Łukasza Gikiewicza. Zmiana ta nie dziwiłaby wielu obserwatorów, gdyby pomocnik Śląska zgłaszał kontuzje, ale nic takiego nie miało miejsca. Trudno też powiedzieć, że chodziło o zmianę taktyki na zaledwie parę minut przed przerwą. Na pewno była to jedna z wielu nietypowych decyzji Lenczyka w trakcie jego drugiej kadencji we Wrocławiu, ale każda z nich się obroniła i miała wymierne skutki widoczne w klubowej gablocie z trofeami.

W drugiej połowie spotkania, kiedy to wydawało się, że WKS sensacyjnie przegra w Łodzi, losy meczu w swoje ręce, a bardziej w nogi wzięli Przemysław Kaźmierczak i Marek Wasiluk. Pierwszy z nich strzelił na niecały kwadrans przed końcem spotkania, a drugi zdobył zwycięską bramkę w 88. minucie. Tym samym Śląsk wygrał z ŁKS-em 2:1 i nie musiał żałować decyzji o niezastosowaniu „klauzuli strachu” wobec Łukasiewicza.

ŁKS Łódź 1:2 (1:0) Śląsk Wrocław

Bramki: 1:0 Antoni Łukasiewicz 10’, 1:1 Przemysław Kaźmierczak 78’, 1:2 Marek Wasiluk 88’

ŁKS: Wyparło – Stefańczyk, Klepczarek, Łabędzki, Kaczmarek – Smoliński (63’ Szałachowski), Pruchnik, Łukasiewicz, Kascelan, Romańczuk (73’ Mięciel) – Saganowski Trener: Ryszard Tarasiewicz

Śląsk: Kelemen – Celeban, Fojut, Pietrasiak, Pawelec (65’ Wasiluk) – Madej (43’ Gikiewicz), Sztylka, Dudek, Mila, Ćwielong (64’ Kaźmierczak) – Sobota Trener: Orest Lenczyk

KOMENTARZE
~071(2019-11-15 18:57:05)
Warto wspomniec mecz z wrzesnia 2008 z gks belchatow. Tomek Szewczuk strzela na 2-1 w doliczonym.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców Śląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane