Kiedy, jeśli nie teraz?

03.12.2019 (16:33) | Marcin Polański | fot.: Marcin Polański
Z pewnością Damian Gąska nie tak wyobrażał sobie ten sezon. W poprzednich rozgrywkach na boiskach ekstraklasy spędził ponad 1300 minut, a aktualnie na prawie półmetku ma ich na koncie 10 razy mniej. Być może ostatni występ w Gliwicach przybliżył go jednak do częstszej gry.


 

Wydawało się, że z grupy graczy sprowadzonych latem 2018 roku z pierwszej ligi (także Łabojko, Radecki, Szczepan), to właśnie z Gąski Śląsk może mieć największy pożytek. W sezonie 2018/19 pomocnik wkomponował się w ekstraklasowe realia i opuścił jedynie 7 meczów, z czego 12-krotnie pojawiał się w wyjściowym składzie. W marcu wystąpił nawet w meczach reprezentacji młodzieżowej z Anglią i Serbią. Zapowiadało się, że w tym sezonie ligowym będzie podobnie – Gąska wybiegł od 1. minuty w meczu z Wisłą Kraków, ale okazał się być to ostatni taki przypadek aż do teraz. Trener Lavicka posłał go do boju jeszcze w drugiej połowie meczu 2. kolejki z Piastem Gliwice, a potem całkowicie stracił miejsce w składzie, poza niechlubnym meczem Pucharu Polski z Widzewem Łódź.



Pojawiały się informacje o zainteresowaniu wypożyczeniem niegrającego zawodnika przez Miedź Legnica, w której szkoleniowcem był Dominik Nowak – wcześniej trener Gąski w Wigrach. Ostatecznie do przenosin nie doszło, a piłkarz skupił się na treningach i po długiej przerwie w listopadzie zaczął zyskiwać uznanie w oczach sztabu trenerskiego, który zaczął dostrzegać w nim znów potencjał do gry w środku pomocy. Jako zmiennik Michała Chrapka wchodził w końcówkach ostatnich 4 meczów. - Jeszcze muszę się nieco przestawić, bo przez rok praktycznie cały czas grywałem na skrzydle. Muszę sobie przypomnieć specyfikę gry na środku, ale będzie dobrze – mówi pełen optymizmu.



Gąska w niedawnym meczu z Piastem pojawił się na boisku w 85 minucie, a chwilę później asystował przy bramce Przemysława Płachety. - Na razie wchodzę w końcówkach na kilka minut. Wtedy moim zdaniem jest zasuwać, ciężko pracować dla drużyny, żeby trzymać wynik, który chłopakom wcześniej udało się wypracować. I udaje się to, bo wygraliśmy kilka meczów z rzędu – cieszy się gracz, który być może, w związku z pauzą z powodu żółtych kartek Michała Chrapka i Krzysztofa Mączyńskiego w meczu z Legią Warszawa, po raz drugi pojawi się w podstawowej „11” Śląska w tym sezonie. - Mam nadzieję, że ciężką pracą na treningach udowodnię trenerowi, że zasługuję na więcej minut – dodaje.



ZOBACZ TAKŻE: Gąska: Muszę czekać na swoją szansę



Jeśli wrocławianom uda się zwyciężyć z klubem ze stolicy, to osiągną historyczny wynik – 6 razy z rzędu w trakcie jednego sezonu nie udało się Śląskowi w ekstraklasie wygrać nigdy w historii. - Na pewno takie serie cieszą, tym bardziej, że to już kolejna – na początku sezonu mieliśmy też długą serię meczów bez porażki. Pracujemy ciężko na treningach, żeby ta seria trwała jak najdłużej. Bardzo fajnie, że to się udaje, bo przybliża nas do celu jakim jest miejsce w górnej ósemce – mówi Gąska, który podobnie jak cała drużyna, nie chce wybiegać w przyszłość i mówić o walce o miejsca pucharowe. - Chcemy być po części zasadniczej w górnej połowie tabeli. Jeśli to się uda, to będziemy stawiać sobie kolejne cele. Na razie skupiamy się na najbliższym meczu, to jest najważniejsze. Wydaje mi się, że właśnie dzięki takiemu podejściu jesteśmy teraz w tym miejscu, w którym jesteśmy – wyjaśnia.



Mecz z Legią to duża szansa dla Gąski na przypomnienie o sobie wrocławskim kibicom. W najbliższą niedzielę poznamy odpowiedź na pytanie czy ją dostanie, a jeśli tak, to czy wykorzysta.