Wojewoda: Na fanatycznych kibicach zysku klubu i stadionu się nie zbuduje

21.12.2019 (15:58) | Marcin Polański | fot.: Paweł Kot | źródło: Gazeta Wrocławska
Wojewoda Dolnośląski Jarosław Obremski udzielił wywiadu Jakubowi Guderowi z "Gazety Wrocławskiej", w którym stara się wytłumaczyć swoją decyzję o zamknięciu Stadionu Wrocław na mecz z Lechem Poznań. Poniżej fragmenty wypowiedzi.


 

"Załóżmy, że pozwalam grać przy otwartych trybunach z Lechem. Na meczu pojawia się jeszcze większe racowisko, dochodzi do nieszczęścia, są ofiary. Kto wtedy będzie za to odpowiedzialny? Policja, bo nie wystąpiła z wnioskiem do wojewody i wojewoda, bo nie zamknął stadionu. Mamy obowiązek sprawdzić, czy organizator zapewnił pewne warunki bezpieczeństwa. Jasno trzeba powiedzieć, że 8 grudnia tych warunków nie spełnił. Bardzo dobrze współpracowało mi się z władzami miasta, ale audyt w przeciągu dwóch dni nie odpowie na pytanie, jak kibice w tak ogromnej ilości wwieźli na stadion materiały pirotechniczne."



"Od karania w Polsce są sądy. Obowiązkiem wojewody jest natomiast stwierdzenie, czy dana impreza masowa jest bezpieczna, czy nie.(…) W Polsce nie ma problemu z rozdzielaniem przez policję kibiców gospodarzy i gości. Natomiast we Wrocławiu - do meczu z Lechem - organizator nie mógł udowodnić policji i wojewodzie, że stadion jest szczelny jeśli chodzi o wnoszenie środków pirotechnicznych. Stadion jest biurem dla wielu firm i to w ciągu tygodnia stwarza wiele możliwości nieszczelności. Musi być taki system monitoringu, który pozwoli stwierdzić, kto przemycił materiały pirotechniczne. To podstawowy warunek: ten system musi być szczelny. Zagrożenie pojedynczą racą może nie jest zbyt duże, jeśli to jednak setka rac, to mamy już poważne zagrożenie dla zdrowia i życia."



"Na fanatycznych kibicach zysku klubu i stadionu się nie zbuduje. To jest mój apel do kibiców – myślmy o tym, aby stworzyć taki klimat, by na każdym spotkaniu było 30 tys. osób. To jest możliwe. Wtedy WKS będzie w lepszej sytuacji finansowej. Zdaję sobie sprawę, że ta decyzja to kłopot dla Śląska. Jest mi niezmiernie przykro. Szukaliśmy innego rozwiązania. Mam wrażenie jednak, że gdybyśmy poszli nawet na jakieś kompromisy, to i tak zdecydowana większość kibiców nie byłaby zadowolona. To była trudna i smutna decyzja, ale wojewoda powinien myśleć w kategoriach obywatela, a nie wyborcy, bo jest z nadania, a nie z bezpośredniego głosowania. Ten urząd służy państwu, a w ramach państwa, bezpieczeństwu obywateli."



Cały wywiad w "Gazecie Wrocławskiej"