Ćwielong: Łatwo być kibicem w fajnych chwilach

31.12.2019 (12:43) | Marcin Polański | fot.: Paweł Lorenc
- Dla mnie Wrocław jest najpiękniejszym miastem w Polsce i zawsze z sentymentem do niego przyjeżdżam – mówi Piotr Ćwielong, mistrz Polski w 2012 w barwach WKS-u. Pomocnik trzyma kciuki za sukcesy Śląska i ogląda mecze zielono-biało-czerwonych, nie tylko w telewizji.


 

Co skłoniło Cię, żeby przyjechać na charytatywny turniej do Brzegu Dolnego?

Dostałem zaproszenie, więc czemu miałem nie skorzystać. Wcześniej miałem problemy ze ścięgnem Achillesa, ale jest już wszystko w porządku, także skoro jestem zdrowy, to przyjechałem. Zawsze chętnie przyjeżdżam i wspieramy takie inicjatywy. Turniej to jest też taki dzień, kiedy można powspominać dobre czasy. Na co dzień każdy gdzieś gra albo ma swoje sprawy i to jest dobra okazja na spotkania z chłopakami, z którymi się zna z boiska.



Z Brzegu Dolnego blisko jest do Wrocławia. Jak wspominasz czas spędzony w tym mieście?

Bardzo często przyjeżdżam do Wrocławia, bo mam mieszkanie tam kupione, ale też bardzo lubię to miasto. Dla mnie Wrocław jest najpiękniejszym miastem w Polsce i zawsze z sentymentem do niego przyjeżdżam



A sentyment do klubu z Oporowskiej pozostał?

Oczywiście. Jeśli mam czas, to śledzę mecze Śląska. Choć muszę przyznać, że teraz mniej ekstraklasy oglądam. Ale bywam też na stadionach – ostatnio obserwowałem na żywo mecz WKS-u z Piastem Gliwice. Zawsze kibicuje się drużynom, w których się grało.



Jak patrzysz na grę WKS-u, to widzisz potencjał na sukces w postaci walki o ligowe podium?

Trudno powiedzieć. Z tego co słyszałem, to nikt nie chce na razie głośno mówić o graniu o medale. Czasem to wychodzi na dobre, gdy nie narzuca się samemu sobie za dużej presji. Śląsk ma na pewno dobrą drużynę, widać jakość w zespole. Ekstraklasa jest teraz tak nieprzewidywalna, każdy może wygrać z każdym. We wcześniejszych czasach były drużyny jak Legia Warszawa, Lech Poznań, które nie traciły głupio punktów. Aktualnie widać, że nawet teoretycznie słabsza drużyna może wygrać z liderem, także czas pokaże jak się to ułoży wiosną.



Aktualnie polska liga jest słabsza, niż w czasach, gdy grałeś w Śląsku?

Moim zdaniem tak. Na pewno nie ma w lidze zawodników o takiej jakości, jak kiedyś. To jest problem ligi, że wystarczy, że ktoś zagra 10 meczów i wyjeżdża zagranicę. Wcześniej młodsi zawodnicy, czy nieco starsi, pograli w Polsce dłużej. Chociażby taki piłkarz jak Maciek Rybus najpierw spędził trochę czasu w ekstraklasie i wyjechał już jako ukształtowany zawodnik. Teraz najlepsi szybko wyjeżdżają i nie ma stabilizacji. Według mnie zespoły za naszych czasów miały więcej piłkarskiej jakości i liderów na boisku.



Takim młodym zdolnym zawodnikiem jest Przemysław Płacheta. Wielu porównuje go do Waldemara Soboty. Myślisz, że jest w stanie osiągnąć taki poziom, a może jeszcze wyższy?

Na pewno miał dobre wejście do ekstraklasy, a co będzie dalej zobaczymy. Końcówka rundy już była chyba nieco gorsza w jego wykonaniu. Akurat z Przemkiem rehabilitowaliśmy się razem w Zabrzu – ja leczyłem Achillesy, a on korzystał z zabiegów odnowy biologicznej. Wydaje się, że ma potencjał i to coś, żeby być dobrym piłkarzem. A jak to wykorzysta, to czas pokaże.



Wiele osób dopatruje się podobieństw Vitezslava Laviczki do Oresta Lenczyka, który obchodzi dziś urodziny. Dostrzegasz je?

Z tego co zaobserwowałem, to jest jedna duża różnica. Śląsk teraz stara się grać ofensywnie, utrzymywać się przy piłce. To jest coś innego, niż charakteryzowało nas za czasów trenera Lenczyka. Wtedy byliśmy przygotowani na grę z kontry. To na pewno rzuca się w oczy. Tamto podejście pomogło nam zdobyć mistrzostwo, ale każdy okres, każdy sezon ma swoją specyfiką. Trener Stanislav Levy w odróżnieniu od Lenczyka preferował ofensywny styl i on dał nam trzecie miejsce w lidze. Na końcu zawsze liczy się jakość całej drużyny. Można szczęśliwie wygrać jeden czy dwa mecze, ale na dłuższą metę to nie wystarczy. W trudniejszych momentach potrzebna jest piłkarska jakość i ona decyduje o końcowym wyniku.



Jakość pokazują rezerwy Śląska, które rywalizują o awans do 2. ligi z Ruchem Chorzów - klubem który również jest Ci bliski. Śledzisz co dzieje się na Cichej?

Nawet nieraz chodzę na mecze Ruchu. Mój znajomy został prezesem, także może to będzie pierwszy normalny prezes z kubie i życzę mu, żeby udało się osiągnąć sukces z „Niebieskimi”. W klubie się dzieje coraz lepiej, ale wydaje mi się, że awansować będzie bardzo trudno. Śląsk ma mocną drużynę rezerw i na tę chwilę wydaje mi się, że WKS jest głównym faworytem do awansu.



Nie było propozycji kolejnych występów w Ruchu?

Jakiś temat był, ale bardziej na takiej prywatnej stopie luźno rozmawialiśmy. Po kontuzji rozmawiałem z Łukaszem Piszczkiem i ustaliliśmy, że przyjdę do jego drużyny do Goczałkowic pograć. Nie wiedziałem jak noga będzie się zachowywać, czy w stu procentach będę zdrowy. Okazało się, że wszystko przebiegło dobrze i zobaczymy co będzie dalej w nowym roku. Może być tak, że wrócę na szczebel centralny.



Widać, że zaskarbiłeś sobie przychylność kibiców. Sporo osób śledzi Twój profil na twitterze. Wkręciłeś się w to medium?

Lubię poczytać co się dzieje w futbolu, na temat transferów, a czasem jak mam ochotę to sam coś napiszę. Chodzi jednak o to, by być na bieżąco. Poza tym z niektórymi zawodnikami wiadomo, że nie ma się takiego kontaktu na co dzień. Chociażby z Adrianem Mierzejewskim, z którym byliśmy dobrymi kolegami, teraz on gra w Chinach i tak chociaż na twitterze możemy się złapać. Czekam kiedy będzie mógł wpaść na Śląsk, ale chyba za szybko to nie nastąpi.



Ale uzależniony od social mediów nie jesteś, bo w przerwie między meczami tu na turnieju nie siedzisz wpatrzony w telefon.

Nie, nie. Myślę, że te nasze roczniki to jeszcze nie są uzależnione od mediów społecznościowych. Takie są teraz czasy, ale też nie można tego ganić. Wydaje mi się, że gdyby takie możliwości były za naszych czasów, to my też byśmy się tak zachowywali. Świat idzie do przodu i nic z tym nie zrobimy.



Na koniec, co chciałbyś przekazać kibicom Śląska?

Żeby byli z drużyną na dobre i złe. Łatwo być kibicem w fajnych chwilach, ale gorzej w trudnych, a właśnie wtedy to wsparcie jest najbardziej potrzebne. Życzę wszystkim kibicom Śląska, żeby ten nowy, 2020 rok był tak samo dobry, jak ten nasz 2012.