Aktualności

Pich-paf! Wisła Płock 1:2 Śląsk (RELACJA)

10.06.2020 (20:07) | Adam Osiński

fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl

Po godzinie gry w Płocku Robert Pich zmienił (znów) bezbarwnego Markovicia i odmienił losy meczu, samemu strzelając pięknego gola i asystując przy zwycięskim trafieniu Przemysława Płachety. Gola dla Wisły w pierwszej połowie zdobył Damian Michalski. Śląsk zapewnił sobie miejsce w ósemce i awansował na trzecie miejsce.



 

W składzie Śląska po trzech dniach od meczu z Arką zaszły dwie zmiany. Cotugno dostał wolne i nie pojechał w ogóle do Płocka, a jego miejsce na prawej stronie defensywy zajął nie Dankowski (jak w niedzielę), ale Musonda. Ponownie nastąpiła też wymiana na linii Pich–Marković i to ten drugi wybiegł od pierwszej minuty.

Serb grał jak to on, czyli niczym pozytywnym się nie wyróżnił, może poza tym, że pod koniec pierwszej połowy ruszył lewą stroną (często zmieniali się z Płachetą) i dał się sfaulować na wysokości pola karnego. Krzysztof Mączyński zmarnował tę okazję i posłał piłkę z rzutu wolnego wprost w rękawice Krzysztofa Kamińskiego, który po powrocie z Japonii debiutował w barwach Wisły.

Różnica między Wisłą a Śląskiem polegała na tym, że gospodarze potrafili wywalczyć w pobliżu szesnastki rywala dużo więcej stałych fragmentów gry, m.in. po faulach Zivulicia oraz Stigleca. I korzystali z tego, oczywiście za sprawą Dominika Furmana, którego wrzutki siały zamęt w obronie wrocławian. Po jednej z nich do siatki trafił – w 37 minucie – młodzieżowiec Damian Michalski. Wisła mogła wyjść na prowadzenie już wcześniej, tyle że dwukrotnie świetnym refleksem – po strzałach Urygi i Tomasika – popisywał się Putnocky.

Drugą różnicą było to, że Wisła głównie kontrowała, a Śląsk grał piłką (ponad 70% posiadania do przerwy). Tyle że podopieczni trenera Lavicki grali za wolno, schematycznie, a jedyną czystą sytuację  (przy wyniku 0:0) stworzyli po fatalnym błędzie rywala, który zamiast do kolegi podał do Erica Exposito. Hiszpan znakomicie wystawił piłkę jak na patelni Michałowi Chrapkowi, lecz ten trafił w nogi bramkarza.

Po zmianie stron Wisła wyraźnie się cofnęła, ale Śląsk nadal nie był groźny pod bramką Kamińskiego. Po godzinie gry Marković upadł przy linii, zgłaszając problem mięśniowy. Po chwili na placu gry pojawił się Robert Pich, który odmienił losy spotkania. Najładniejszą akcję spotkania rozpoczął ładnym przerzutem na skrzydło Exposito. Tam Stiglec podał do Picha, który wymienił piłkę z Chrapkiem i pięknym uderzeniem w okienko doprowadził do remisu. Na kilka minut przed końcem Słowak dośrodkował z lewej strony, obrońca Wisły nie przeciął piłki i ta trafiła do Płachety, który strzałem po koźle pokonał Kamińskiego po raz drugi.

A zatem Robert Pich maczał palce przy każdej z czterech bramek zdobytych przez Śląsk po przerwie spowodowanej pandemią. Ponadto w Płocku w końcu były to gole strzelone przez WKS z akcji, a nie po rzutach karnych.

Wisła Płock – Śląsk Wrocław 1:2 (1:0)

Strzelcy: Michalski 37’ – Pich 71’ Płacheta 86’

Wisła P.: Kamiński – Michalski, Marcjanik, Uryga, Garcia, Rasak, Gjertsen (62 Ambrosiewicz), Szwoch (89 Sahiti), Furman, Tomasik (78 Merebaszwili), Sheridan

Śląsk: Putnocky – Musonda, Puerto, Tamas, Stiglec, Mączyński, Zivulić, Chrapek (90 Łabojko), Marković (63 Pich), Płacheta, Exposito

Żółte kartki: Puerto

Sędziował: Tomasz Musiał

ZOBACZ też: Płacheta: Pokazaliśmy ambicję