Aktualności

Dziwny przypadek Guillermo Cotugno

26.06.2020 (21:25) | Krzysztof Banasik

fot.: slaskwroclaw.pl

Guillermo Cotugno miał zastąpić na prawej obronie kontuzjowanego Łukasza Brozia, ale Urugwajczyk wystąpił do tej pory w zaledwie w trzech spotkaniach, dodatkowo tylko w jednym dotrwał do ostatniego gwizdka. W poprzednich czterech kolejkach zabrakło go nawet na ławce rezerwowych.



 

Nie bez powodu umowa Brozia, która miała wygasnąć w najbliższy wtorek, została przedłużona do końca sezonu. Przy Oporowskiej liczą, że doświadczony piłkarz wróci do gry jeszcze w tych rozgrywkach. Może nawet szybciej niż Cotugno, który miał na stałe wywalczyć sobie miejsce pierwszym składzie. Broź już od początku czerwca trenuje na pełnych obrotach i wkrótce powinien znaleźć się w kadrze meczowej. Inną sprawą jest, w jakiej będzie formie sportowej. Przed kontuzją spisywał się jednak na tyle dobrze, że nie będziemy zdziwieni, jeśli były gracz Legii Warszawa dostanie kredyt zaufania od trenera.

Dla Cotugno pobyt w Śląsku Wrocław to do tej pory same przeszkody, które w dodatku są coraz trudniejsze. Najpierw Urugwajczyk potrzebował trochę czasu, by zaaklimatyzować się w zupełnie innym miejscu, ale nie było to dla niego jakimś wielkim wyzwaniem, bo gra w Europie nie jest dla niego czymś nowym. Kiedy wreszcie jego organizm dał zielone światło na grę (występ na lewej obronie w Białymstoku), na świecie rozhulała się pandemia, która utrudniła mu ustabilizowanie formy. Przez kilka tygodni przestrzeń do treningów była mocno ograniczona, co nie pomogło "Toto" w złapaniu odpowiedniego rytmu.

Po wznowieniu Ekstraklasy Urugwajczyk utrzymał miejsce w wyjściowej jedenastce, ale przeciwko Rakowowi Częstochowa musiał zejść z murawy z powodu skurczy. Wtedy wydawało się to akceptowalne, bo przecież zawodnicy wrócili na boiska po długiej i wyboistej przerwie. Ale kiedy ta sama sytuacja miała miejsce tydzień później w Gdyni, zapaliła się czerwona lampka. Jak to możliwe, że profesjonalny piłkarz nie jest w stanie wytrzymać na boisku pełnych 90 minut?

Według informacji przekazanej ponad tydzień temu przez Gazetę Wrocławską, problemem Cotugno jest mocno podwyższony poziom cukru, który może być następstwem niezdiagnozowanej dotąd cukrzycy –  stąd zmęczenie zawodnika i ogólne osłabienie. Co nowego udało nam się ustalić?

Cotugno jest w pełnym treningu z drużyną, otrzymał na to zgodę od lekarza. Jego stan zdrowia jest nadal monitorowany, bo faktycznie część wyników badań była poand normą. Dla zawodnika to całkowicie nowa sytuacja – odkąd jest we Wrocławiu, był wielokrotnie badany, podobnie jak we wcześniejszych etapach swojej kariery. Dotąd wyniki tych badań nie wskazywały na nic niepokającego.

Być może wpływ na obecny stan zdrowia zawodnika ma fakt, że pomiędzy marcowym występem przeciwko Jagiellonii a poprzednim oficjalnym meczem Cotugno minęły cztery miesiące. Ostatni raz w barwach Club Nacional de Football (Montevideo) Urugwajczyk zagrał 6 grudnia 2019 roku, kontrakt ze Śląskiem podpisał 30 stycznia, czyli tuż po powrocie drużyny trenera Vitezslava Lavicki z Cypru. Nie brał więc udziału w obozie przygotowawczym i formę musiał budować specjalnymi, dodatkowymi treningami.

Obecnie Cotugno jest obserwowany przez sztab medyczny – w jaki sposób zachowuje się jego organizm, jak reaguje na ostrzejszy reżim treningowy. Na tej podstawie będą podjęte decyzje o ewentualnym powołaniu do meczowej kadry, ale wątpliwe, by stało się to już niedzielą przeciwko Lechowi Poznań.

Nieco zagadkowa niedyspozycja Cotugno komplikuje sprawę trenerowi Laviczce, ale Czech stał się nieco zakładnikiem własnego eksperymentu z Lubambo Musondą na prawej obronie. Zambijczyk nieźle zaadaptował się na nowej dla siebie pozycji, ale to „nieźle” może nie wystarczyć. Z ławki rezerwowych nie podnoszą się Kamil Dankowski (oprócz epizodu w Gdyni), Piotr Celeban ani Mariusz Pawelec – teoretycznie każdy z nich mógłby Cotugno zastąpić, ale szkoleniowiec wrocławian konsekwentnie stawia na Musondę.

ZOBACZ też: Relacja LIVE: Błysk Kuźniczysko - Śląsk II Wrocław