Aktualności

Rywal pod lupą eksperta: Lech Poznań

27.06.2020 (06:00) | Karol Bugajski

fot.: Mateusz Porzucek

W niedzielne popołudnie Śląsk Wrocław podejmie Lecha Poznań w 33. kolejce Ekstraklasy, a wynik tego spotkania może mieć decydujące znaczenie w walce o europejskie puchary i podium. Na temat ostatnich meczów Kolejorza, jego utalentowanej młodzieży i skuteczności Christiana Gytkjaera, rozmawiamy z Radosławem Nawrotem, dziennikarzem poznańskiego oddziału "Gazety Wyborczej".



 

Spodziewał się pan, że Lech Poznań Dariusza Żurawia pięć kolejek przed końcem sezonu będzie zajmował miejsce na podium?

Biorąc pod uwagę przebudowę, która odbywała się w Lechu przed rozpoczęciem sezonu, trudno było spodziewać się czegokolwiek. W gruncie rzeczy ten klub jest jednak po prostu w miejscu, w którym być powinien, jako druga siła polskiego futbolu. To, że Lech walczy o puchary i podium to żadne zaskoczenie, raczej należałoby się zastanowić jak to się stało, że zespół Żurawia wcześniej plasował się niżej. W Poznaniu mówi się o drużynie, która w poprzednich latach bardzo sprzeciętnia i stała się jak każda inna z szeroko pojętej czołówki. Lech przestał się różnić od Śląska, Pogoni czy Lechii, a powinien, bo z całym szacunkiem dla tych klubów, możliwości, zwłaszcza finansowo-organizacyjne, ma zdecydowanie większe.

Środowy remis 0:0 z Pogonią przy Bułgarskiej Lech powinien potraktować jako poważny sygnał ostrzegawczy, by na finiszu sezonu kolejny raz nie spotkało go nieszczęście?

Lech w poprzednich sezonach lubił robić takie numery w sytuacjach, kiedy był blisko osiągnięcia celu, pod tym względem jest niezwykle irytujący. Jak będzie tym razem, nie sposób przewidzieć, bo jednak cały czas żyjemy w niezwykłych realiach. Ekstraklasa wróciła już miesiąc temu i mam wrażenie, że wszyscy uznali, że gramy normalny sezon, a tak nie jest. Piłkarze mieli dwumiesięczną przerwę, połowę tego czasu spędzili bez treningów, a trenerzy w środku rozgrywek musieli zorganizować niespotykany nigdy wcześniej trzeci okres przygotowawczy. Właśnie z tego powodu większą rolę odgrywają rotacje, trener Dariusz Żuraw musi o tym myśleć tym bardziej, że jego zespół cały czas gra w Pucharze Polski. To, że Lech kilka dni temu miał o wiele większe problemy w meczu z Pogonią niż trzy kolejki wcześniej, gdy na tym samym stadionie łatwo wygrał 4:0, wynikało właśnie ze zmian w wyjściowym składzie. Wszystko jest postawione na głowie, każdy na swój sposób improwizuje i warto o tym pamiętać.

Jeszcze niedawno przed meczem Śląska z Lechem zapytałbym pana nie czy, tylko jak bardzo Lech tęskni za Matusem Putnockym wobec postawy Micky’ego van der Harta. W czterech poprzednich meczach Holender nie stracił jednak żadnej bramki i chyba nie jest takim złym bramkarzem, jak często przedstawiają go kibice Lecha?

W Poznaniu raczej niewielu jest zadowolonych z jego postawy, bo on cały czas jest elektryczny. Gubi piłki, nie wyłapuje prostych strzałów, popełnia błędy. Poprzednik van der Harta między słupkami Lecha takiej krytyki nie zbierał, był bramkarzem poprawnym, ale nic więcej. Jeśli już wygrywał mecze swojemu zespołowi, to pojedyncze, mam poczucie, że w Śląsku gra lepiej, dostarcza tej drużynie więcej punktów niż Kolejorzowi. Generalnym zarzutem względem Putnockiego, ale i Jasmina Buricia, który był numerem jeden w czasach gry Słowaka w Lechu było to, że są w zasadzie nieprzydatni przy konstruowaniu ataków. Van der Hart miał być bramkarzem, który zmieni styl tego zespołu, będzie otwierał akcje od własnej bramki. I może faktycznie umiejętności do takiej gry ma, ale zwyczajnie broni kiepsko. Trochę jest tak, że zamienił stryjek siekierkę na kijek i już pojawiają się głosy, że Lechowi ten Putnocky jednak by się przydał. Gdybym ja miał powiedzieć który z jutrzejszych rywali ma lepszego bramkarza, przemnażając umiejętności przez aktualną formę postawiłbym na zawodnika Śląska.

Z pozapoznańskiej perspektywy może zaskakiwać skala krytyki, z którą praktycznie po każdym meczu musi mierzyć się Karlo Muhar. Czy kibice Lecha trochę nie przesadzają tylko dlatego, że Chorwat zabiera miejsce w składzie utalentowanemu Jakubowi Moderowi?

Myślę, że chodzi o Muhara jako takiego i fakt, że po prostu jest słaby. Jego warsztat, repertuar zagrań jest słaby, kibice Lecha montują całe filmy zawierające sekwencje jego nieudanych akcji. Muhar jest hamulcowym gry swojego zespołu, podaje niedokładnie, najczęściej okazuje się słabym podbrzuszem Kolejorza i trener Dariusz Żuraw chyba wreszcie to zrozumiał. Niby stara się bronić Muhara, mówi, że będzie na niego stawiał, ale jednak przyznaje, że bez tego piłkarza Lech prezentuje się lepiej. Kibice traktują Chorwata również jako swoisty symbol złego zarządzania klubem, źle prowadzonej polityki transferowej, zastanawiają się kto w ogóle mógł wpaść na pomysł, że taki piłkarz mógłby się przydać w Poznaniu.

Trener Dariusz Żuraw czerpie garściami z możliwości, jakie daje mu akademia Lecha, odważnie stawiając na utalentowanych młodych piłkarzy. Który z młodzieżowców Kolejorza robi na panu największe wrażenie?

W różnych fazach sezonu ci piłkarze mieli różne okresy. Na przykład teraz chwalimy Jakuba Modera, a przecież latem, tuż po powrocie z wypożyczenia do Odry Opole, on wcale nie wyglądał dobrze. Filip Marchwiński jest niezwykle utalentowanym piłkarzem, przy dobrym prowadzeniu to naprawdę może być złoto. Słyszałem głosy, że to będzie pierwszy zawodnik sprzedany z Ekstraklasy za 10 milionów euro, ale na przykład teraz on przeżywa trudniejsze chwile, zaczyna mecze na ławce, rok temu na podobnym etapie sezonu grał zdecydowanie częściej. Najlepiej na przyszłość rokuje Jakub Kamiński, w tym przypadku mam najmniejsze wątpliwości czy będzie z niego kawał piłkarza. Ten chłopak ma z kolei zupełnie inny charakter niż Marchwiński, charakteryzuje go wielka pokora, koncentracja na tym, co ma do zrobienia. Każdy z młodzieżowców Kolejorza ma duży potencjał, ale jak mówi sam trener Żuraw nie jest sztuką ich wszystkich wrzucić do składu, tylko odpowiednio zbilansować i dać czas na rozwój. Lechowi w ostatnim czasie udawało się szybko zrobić doświadczonych ligowców z młodych graczy, wychowanków. Kamil Jóźwiak, Robert Gumny, Tymek Puchacz – dziś już nawet nikt ich nie traktuje jako młodzieżowców, bo pomimo bardzo młodego wieku to już prawdziwi ligowcy z krwi i kości, którzy mają na koncie po kilkadziesiąt występów w Ekstraklasie.

Zbliżające się okienko transferowe to ostatni moment na wyjazd dla Kamila Jóźwiaka?

On cały czas musiał komuś ustępować miejsca w roli głównego kandydata do odejścia z Lecha. Wydawało się, że naturalnym spadkobiercą wcześniejszych dużych transferów będzie Robert Gumny, pamiętamy co się działo półtora roku temu wokół jego transferu do Borussii Monchengladbach. W jego przypadku wszystko oczywiście zmieniła kontuzja, więc zainteresowanie zimą zostało zwrócone na Jóźwiaka. Miał oferty z Derby County i Chicago Fire, nie zdecydował się, a nagle intratną propozycję z Rosji otrzymał Darko Jevtić, co sprawiło, że skrzydłowy musiał pozostać w Poznaniu na kolejną rundę. Teraz w kontekście Jóźwiaka mówi się o klubach tureckich, w Niemczech podobno zęby na niego ostrzy sobie Arminia Bielefeld, która właśnie awansowała do Bundesligi. Lech na pewno chciałby już sprzedać tego piłkarza, bo to już pora na niego, Jóźwiak też zasłużył na ten transfer, a i jego wiek wskazuje, że to już dobry moment. Nie pomaga mu jednak, że zaczyna gubić formę, to nie ten sam piłkarz, co jeszcze kilka miesięcy temu.

Christian Gytkjaer w tym sezonie strzelił już 20 goli i przymierza koronę króla strzelców. Zaskakuje Pana aż taka skuteczność Duńczyka?

Nie, ponieważ takich napastników w Polsce nie ma zbyt wielu. To gość, który wyrasta poza poziom naszej ligi, ale oczywiście ma też swoje ograniczenia. Gytkjaer nie potrafi grać tyłem do bramki, to zawodnik typu „podaj – strzel”, ale w realiach polskiej ligi tacy napastnicy po prostu się sprawdzają. Pamiętam, jak na początku roku wszyscy na niego narzekali, bo był w trochę słabszej formie i nie strzelał goli. Trener Żuraw powiedział wtedy „spokojnie, w przypadku tego zawodnika możemy być pewni, że to kwestia dwóch-trzech meczów, aż odpali” i tak się stało. Czy to jego ostatnie mecze w Lechu? Na to wygląda, ale Lech gra też na to, że pandemia wywróciła cały świat do góry nogami. Plan był taki, żeby Gytkjaer pojechał na mistrzostwa Europy, jako rezerwowy w ostatnich meczach miał pełne prawo oczekiwać, że dostawałby swoje minuty i jak go znam pewnie coś by strzelił. Ten turniej miał być dla niego o tyle ważniejszy, że Dania jeszcze nigdy wcześniej nie organizowała takiej imprezy. Teraz sytuacja się zmieniła, nie wiadomo jak do tego podejść, a Lech używa argumentów w stylu, że tutaj wszyscy grają pod niego i gdyby został, to miałby pewność, że dobrze przygotuje się do przesuniętego EURO. Gytkjaer się zastanawia, podkreśla, że ma 30 lat i musi dobrze wybrać, a że może liczyć na oferty finansowe nawet trzykrotnie wyższe niż to, co w ma w Lechu, trudno będzie go zatrzymać.

ZOBACZ też: Dziwny przypadek Guillermo Cotugno