Dankowski: Dałem z siebie wszystko

29.06.2020 (06:00) | Krzysztof Banasik

fot.: Mateusz Porzucek

Obecność w pierwszym składzie Śląska Wrocław Kamila Dankowskiego był dla wszystkich dużym zaskoczeniem. W dodatku na pozycji lewego obrońcy, co ostatnio w oficjalnym spotkaniu miało miejsce prawie 2 lata temu w starcu z Olimpią Elbląg w 1/32 finału Pucharu Polski. Powodem gry "Danka" przeciwko Lechowi Poznań była niedyspozycja Dino Stigleca, który rozchorował się w dniu mecz - bolał go brzuch i miał podwyższoną temperaturę.



 

Danowski przeciwko Lechowi Poznań zaliczył swój 100. mecz w barwach WKS-u i spisał się dobrze, dając do myślenia włodarzom, którzy raczej nie są skorzy do przedłużenia z nim wygasającej umowy. Na brawa 23-latek zasługuje tym bardziej, że był to jego pierwszy występ w wyjściowym składzie od grudniowej porażki z Cracovią.

Co wychowanek Nysy Kłodzko miał do powiedzenia po tym meczu?

Kamil Dankowski: Każdy punkt jest cenny, chociaż wiadomo, że graliśmy o zwycięstwo. To nam nie wyszło, ale doprowadzając do remisu pokazaliśmy charakter – z dobym przeciwnikiem, z którym bijemy się o pozycję w tabeli. Jestem zadowolony z siebie, o tym, że będę grał w pierwszym składzie dowiedziałem się cztery godziny przed meczem.

Skoncentrowałem się jak mogłem, wiedziałem, że to moja szansa. Zagrałem nie na swojej nominalnej pozycji, ale często tam grywałem – czy to na kadrach młodzieżowych, czy to w Śląsku. Dałem z siebie wszystko. Dopuściliśmy do utraty dwóch goli, chociaż zawsze chcielibyśmy grać na zero z tyłu. Wzięliśmy się w garść, wspieraliśmy się nawzajem.

Na pewno jeśli kibice skandują moje nazwisko, to jest dla mnie coś fajnego. Tym bardziej, że wychowałem się w tym klubie i zawsze będę go miał w sercu. Już dawno chciałem ten setny mecz zaliczyć, ale m.in. kontuzja mi w tym przeszkodziła. Szkoda, że w tym jubileuszowym dla mnie spotkaniu nie było wygranej, ale ten punkt też jest ważny.

 

ZOBACZ też: Puerto: Wszyscy dawali z siebie sto procent