Krzysztof Pyskaty: Putnocky uratował Śląskowi dużo punktów (WYWIAD)

26.07.2020 (07:00) | Karol Bugajski

fot.: Facebook K.Pyskaty

- Bramkarz bardzo pomógł w osiągnięciu tak wysokiego miejsca na koniec sezonu - mówi nam Krzysztof Pyskaty, który między słupkami Śląska rozegrał 41 meczów w Ekstraklasie.



 

Krzysztof Pyskaty do Śląska Wrocław trafił w 2000 roku. Zespół prowadzony przez Władysława Łacha był beniaminkiem Ekstraklasy, a po awansie dokonał kilku istotnych transferów. Obok bramkarza na Oporowską przybyli Marcin Wasilewski, Piotr Włodarczyk czy Sławomir Nazaruk. Drużyna często się zmieniała, w trakcie sezonu zatrudniony został były selekcjoner Janusz Wójcik, jednak Pyskaty utrzymywał miejsce w składzie wygrywając rywalizację z Grzegorzem Szamotulskim.


Po zakończonym sezonie szklanka dla kibiców Śląska będzie do połowy pełna czy pusta? Z jednej strony, pierwsza od pięciu lat runda finałowa spędzona w grupie mistrzowskiej, z drugiej rozczarowujący finisz.

Trener Vitezlsav Lavicka wyciągnął ze swojej drużyny maksimum, więcej się nie dało. To nie jest drużyna pełna gwiazd, a jednak zapracowała na wynik, którego dawno we Wrocławiu nie było. Przed pandemiczną przerwą oglądałem kilka meczów z trybun i charakterystyczne dla Śląska było, że nawet jeśli gra mu się nie układała, potrafił punktować. Do tego często wystarczała jedna okazja, dlatego był trudnym rywalem dla wielu drużyn. Patrząc z perspektywy kibica, można mówić o niedosycie, bo jednak każdy wolałby oglądać swoją drużynę w walce o Ligę Europy. Gdyby jednak realnie ocenić potencjał i możliwości Śląska w zakończonym sezonie, europejskie puchary to byłby wynik na wyrost.

Pucharów nie ma, ale jest transfer, jakiego we Wrocławiu dawno nie widzieliśmy. Przemysław Płacheta już kilka dni po ostatecznych rozstrzygnięciach ligowych podpisał kontrakt z Norwich, które właśnie żegna się z najwyższą klasą rozgrywkową w Anglii. Nie obawia się pan, jak ułożą się losy technicznego skrzydłowego w siłowej, fizycznej Championship?

Pomimo faktu, że do takiego transferu dochodzi po zaledwie jednym sezonie rozegranym przez Płachetę w Ekstraklasie myślę, że to nie jest pochopna decyzja. Ten piłkarz ze swoją wrodzoną szybkością, sprytem, może poradzić sobie na zapleczu Premier League. Można się spodziewać, że szybko dostanie szansę grania, bo nie po to Norwich wydaje trzy miliony euro w momencie spadku, by nie korzystać z piłkarza w walce o awans. Pozostaje pytanie czy były już skrzydłowy Śląska będzie umiał wykorzystać nadarzającą się okazję. Warto też pamiętać o przepisie dotyczącym obowiązkowej gry młodzieżowca. Przecież gdyby nie to, Przemek mógłby nawet nie dostać szansy w Ekstraklasie. Grałby pewnie cały czas na jej zapleczu, albo jeszcze niżej.

Śląsk w każdym meczu sezonu 2019/2020 wystawiał w składzie dokładnie jednego młodzieżowca. Jest problem z wprowadzaniem młodzieży we Wrocławiu?

Ten problem nie dotyczy tylko Śląska, dobrze, że chociaż jest ten przepis, bo gdyby nie to, Płacheta mógłby w ogóle nie dostać szansy w Ekstraklasie. Grałby pewnie cały czas na jej zapleczu, albo jeszcze niżej. Nie jest on zresztą pierwszym młodym piłkarzem, który wypromował się dzięki nowemu zapisowi regulaminu, już zimą do Szkocji wyjechał przecież Patryk Klimala, a pewnie będą kolejni. Trzeba jednak pamiętać również, że na początku sezonu wielu trenerów na przepisie o młodzieżowcu się przejechało. Zwłaszcza ci, którzy chcieli mieć go na bramce, jak w Koronie Kielce czy Wiśle Płock. Odpowiednio Paweł Sokół i Bartłomiej Żynel popełniali błędy, to po prostu nie wypaliło. Śląsk w nowym sezonie będzie też w o tyle odmiennej sytuacji, że do 2.ligi awansowały przecież rezerwy pod wodzą Piotra Jawnego. Być może w poszukiwaniu następcy Płachety, trener Lavicka sięgnie właśnie do drugiej drużyny i odnajdzie kolejne młodzieżowe perełki.

Śląsk w tym sezonie między słupkami nie eksperymentował, bo miał Matusa Putnockiego. Może właśnie takiego fachowca brakowało, by walczyć o czołowe miejsca w Ekstraklasie?

Słowak na pewno uratował Śląskowi dużo punktów, bardzo pomógł w osiągnięciu tak wysokiej lokaty na koniec sezonu. Putnocky jest solidnym, pewnym bramkarzem, a do tego ma już duże doświadczenie z Ekstraklasy. Gra w Lechu Poznań wiązała się też z dużą presją, oczekiwaniami kibiców i to co tam przeżył, na pewno również procentuje teraz. Bez takiej postawy, jaką w wielu meczach tego sezonu prezentował Putnocky, trudno byłoby myśleć o 5.miejscu w końcowej tabeli.

Czego spodziewać się po Śląsku w nowym sezonie?

Pewnie nie będzie dużych zmian w kadrze zespołu, ważne żeby utrzymać drużynę w kształcie bardzo podobnym do tego z zakończonego sezonu. Piłkarze powinni się zgrywać, należy myśleć o korektach, które podniosą dotychczasową jakość i to wszystko. Po jednych udanych rozgrywkach nie można przecież wymieniać połowy składu albo więcej, bo przykład wspominanej już Korony pokazuje, że jeśli ta droga ma jakiś kierunek, to jest nim spadek. Jestem spokojny, że dyrektor sportowy Dariusz Sztylka, tak jak rok temu, solidnie popracował nad transferami i Śląsk będzie miał dużo pożytku z nowych piłkarzy. Oczywiście duża jest również rola trenera Lavicki, który musiał wyselekcjonować sobie zawodników na poszczególne pozycje i ma teraz niewiele czasu, by przed nowym sezonem wkomponować ich w zespół. Mam jednak nadzieję, że Śląsk po letniej przerwie powalczy o coś więcej. 

Po karierze cały czas jest pan blisko piłki?

Jak najbardziej, staram się robić to, co kochałem przez całe piłkarskie życie. Pracuję z młodzieżą, trenuję bramkarzy w dwóch szkółkach, planuję również otworzyć własną. Postanowiłem sobie, że po zakończeniu kariery będę chciał dalej być częścią tego, co bardzo lubiłem i jestem bardzo ciekawy co przyniosą następne miesiące.

ZOBACZ też: FOTO: Śląsk Wrocław 0:1 Czarni Sosnowiec (PNK)