Aktualności

Rywal pod lupą eksperta: Lech Poznań

10.09.2020 (06:00) | Karol Bugajski

fot.: Mateusz Porzucek

W najciekawszym meczu 3. kolejki Ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmie Lecha Poznań. Drużyna Vitezslava Lavicki w dotychczasowych meczach nie straciła choćby punktu, Kolejorz ani razu nie wygrał. O nieudanym wejściu w ligowy sezon, skuteczności Mikaela Ishaka i transferze Roberta Gumnego rozmawiamy z Radosławem Nawrotem, dziennikarzem poznańskiego oddziału "Gazety Wyborczej".



 

Biorąc pod uwagę okoliczności, czyli bramki tracone w końcówkach, można uznać, że brak zwycięstwa w pierwszych dwóch ligowych meczach Lecha Poznań to bardziej przykry zbieg okoliczności niż realny powód do niepokoju?

Takie wytłumaczenie byłoby bardzo bezpieczne, moim zdaniem w piłce nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli podobna sytuacja powtarza się tydzień po tygodniu, trudno mówić o przypadku. Lech był lepszą drużyną zarówno w Lubinie, jak i przeciwko Wiśle Płock, jednak żadnego z tych spotkań nie wygrał. Na to składa się wiele czynników, wśród nich małe spektrum piłkarzy, których Dariusz Żuraw ma na ławce. Już nawet nie chodzi o liczbę, ale oni są za mało zdywersyfikowani – krótko mówiąc, to są gracze na te same pozycje. W pierwszych ligowych meczach Lechowi nie pomagały też zmiany, bardziej wyglądało, jakby go pogrążały. Kolejorz tracił punkty ot tak, w krótkim czasie jak z Zagłębiem albo w bardzo łatwy sposób, jak w poprzedniej kolejce po kuriozalnym rzucie karnym w samej końcówce.

Serię trzech meczów z rzędu z golem we wszystkich rozgrywkach notuje Mikael Ishak, który ma być następcą króla strzelców Christiana Gytkjaera. Co można powiedzieć o Szwedzie po pierwszych występach w barwach Lecha?

Oczekiwania wobec Ishaka były konkretne – musiał zastąpić Duńczyka w skali 1:1, od razu i momentalnie, bez żadnego czekania, aż się swoi z nową ligą. On to wiedział, szczególnie w pierwszym meczu ligowym na stadionie Zagłębia było widać na jego twarzy napięcie, świadomość, że po prostu musi być skuteczny od samego początku. I on dał sobie z tym radę, co znamionuje, że Ishak to jednak piłkarz wysokiej jakości. Kibice generalnie nie ufają Lechowi, także w kwestii transferów, więc teraz w Poznaniu trwają spory, czego spodziewać się po tym napastniku w kolejnych meczach. Czy mówimy o snajperze, takim jak Rudnevs albo Gytkjaer, który jak już zaczął strzelać, to będzie to robił do końca, czy raczej należy wspominać Denisa Thomallę, który też trafiał na początku, a później okazał się zupełną katastrofą. Moim zdaniem w przypadku Ishaka można zaryzykować tezę, że to piłkarz, który ma umiejętności, bo jednak rozegrał kilkadziesiąt meczów w Bundeslidze. Ilu takich piłkarzy mamy w polskiej lidze? W lidze niemieckiej nie gra byle kto, zanotowanie tylu występów w najwyższej klasie rozgrywkowej za naszą zachodnią granicą o czymś świadczy. Takie doświadczenia zostają też w człowieku i po prostu mogą procentować. Ishak nie uniknie porównań z Gytkjaerem, ale to są drastycznie różni piłkarzem. Duńczyk był lisem pola karnego, miał niesamowity instynkt strzelecki, to co miał do zaproponowania, nawet bez szybkości czy umiejętności gry ciałem spokojnie wystarczało na polską ligę. Nowy napastnik Lecha chyba potrafi więcej, on dodatkowo powalczy o piłkę, zasuwa, potrafił nawet wybić z linii bramkowej. Jeżeli będzie tak wyglądał regularnie, możemy mówić o naprawdę dużym graczu jak na Ekstraklasę, ciągle jednak pamiętajmy, że jesteśmy na samym początku sezonu.

Zmiennikiem Ishaka w pierwszych meczach sezonu był Filip Szymczak, który jednak doznał kontuzji podczas zgrupowania kadry U-20. Zakontraktowanie w tym tygodniu Muhammada Awada to transfer awaryjny?

Nie, Lech chciał mieć w tym sezonie trzech napastników i sprowadzenie Izraelczyka planował jeszcze przed kontuzją Szymczaka. Plan na Awada jest taki, że on będzie zawodnikiem „Żamaletdinowo-podobnym”, to znaczy potrzebnym, kiedy są kartki, kontuzje, w ciągu sezonu w najlepszym razie mógłby zagrać w wyjściowym składzie w pięciu – sześciu meczach. Liczby w poprzednich klubach Awad miał słabe, świetne z kolei filmiki w Internecie, ale takich piłkarzy jest wielu. Myślę, że nie pogra w Lechu zbyt wiele, ale oczywiście wszystko jest możliwe. Szymczak to jedno z oczek w głowie ludzi pracujących w tym klubie, na wychowanków każdy tutaj przecież chucha i dmucha. Zwłaszcza, że to jest napastnik, a młodych, utalentowanych piłkarzy grających na tej pozycji sprzedaje się za zdecydowanie większe pieniądze niż jakichkolwiek innych. Prezes Rutkowski nie ukrywał, że absolutnie zamierzają na niego stawiać, nawet dawać mu nawet pewne fory, bo jest chłopakiem z akademii. Pamiętam, jak niedawno siedziałem u niego w gabinecie, a na Twitterze pojawiły się informacje, że Lech chce wypożyczyć Szymczaka do Warty Poznań. Myślałem, że umrze ze śmiechu, to był dla niego absurd. Najbardziej istotne jest jednak, że ten 18-latek na początku sezonu faktycznie strzelał, w tym sezonie ma już na koncie gole w Lidze Europy i Pucharze Polski. Zobaczymy teraz na ile poważna okaże się jego kontuzja.

Wydarzeniem ostatnich dni w kontekście Lecha jest transfer Roberta Gumnego do Augsburga. Czy nie miał pan poczucia, że w ostatnim czasie ten piłkarz grał nie dzięki lepszej formie od Alana Czerwińskiego, a przede wszystkim dlatego, że w tym okienku trzeba było go wreszcie sprzedać?

Zdecydowanie tak było, ewidentnie. Gumny miał bardzo pod górkę w ostatnim czasie, spotkało go mnóstwo perturbacji. Zaczęło się od pamiętnego fiaska transferu do Borussii Monchengladbach na początku 2018 roku, który miał być gigantycznym wydarzeniem, ale na przeszkodzie stanęła kontuzja kolana prawego obrońcy Lecha. Z tego co wiem, Augsburg był zainteresowany Gumnym już wtedy, jednak musiał się grzecznie wycofać, po tym jak do gry wkroczyło Monchengladbach, czyli absolutnie topowy niemiecki klub. Augsburg nie zapomniał jednak o temacie, chodzili za tym piłkarzem, zastanawiali się, nie mogli się zdecydować. Ich wahanie pewnie trwałoby do końca okienka transferowego w pierwszych dniach października, ale w końcu pojawiło się też zainteresowanie z Serie A i to zmotywowało Augsburg, żeby wreszcie dopiąć sprawę. Jednocześnie nie chcę jednak powiedzieć, że Gumny w ostatnich tygodniach grał na wyrost, bo to piłkarz, którego umiejętności po prostu uzasadniają regularną grę w pierwszym składzie. Czerwiński i Gumny to równorzędni zawodnicy, trener Żuraw mógł stawiać tak na jednego jak i drugiego. Na pewno ostatecznie decydowała o tym siła ofensywna przeciwnika, taktyka, ale stymulowanie potencjalnych kupców też nie było bez znaczenia.

ZOBACZ też: Lavicka: Zylla ma swoją jakość (WIDEO)