Aktualności

Rollercoaster: Śląsk – Lech 3:3

12.09.2020 (22:17) | Marcin Polański

fot.: Rafał Sawicki

Śląsk nadal niepokonany w ekstraklasie – wrocławianie zremisowali z Lechem Poznań i po trzech kolejkach nowego sezonu mogą cieszyć się z 7 punktów na konice. Ponad 11 tysięcy kibiców obejrzało niezwykle ciekawe widowisko okraszone aż 6 golami.



 

Wydawało się, że sobotnia potyczka nie będzie w stanie przynieść więcej emocji kibicom, niż niedawny mecz obu drużyn z końcówki poprzednich rozgrywek, zakończony wynikiem 2:2. Po raz kolejny okazało się jednak, że futbol potrafi pisać nieprawdopodobne scenariusze.

Przerwa reprezentacyjna spowodowała, że obaj szkoleniowcy musieli przetasować swoje wyjściowe jedenastki. W Lechu zabrakło kontuzjowanego Satki i szykującego się do transferu Jóźwiaka, natomiast fani WKS-u mogli przecierać oczy ze zdumienia, bo okazało się, że trener Lavicka na pozycji napastnika postawił na Mathieu Scaleta!

Kibice zielono-biało-czerwonych przyzwyczaili się już do braku Erika Exposito, ale nieobecność z powodów zdrowotnych Fabiana Piaseckiego była dużym zaskoczeniem. Dodając do tego kontuzję Sebastiana Bergiera, ewentualną alternatywą na szpicy był Piotr Samiec-Talar, jednak szkoleniowiec postawił na nieco starszego Scaleta.

- Jeśli nie spali się psychicznie, to będzie dobrze – w przedmeczowej rozmowie w Canal+ mówił Krzysztof Mączyński. Okazało się, że 23-latek potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie i w 14 minucie z jego sprawą Śląsk wyszedł na prowadzenie. Na prowadzenie 2:1, bo w pierwszym kwadransie gry padły aż 3 gole! Jeśli ktoś spóźnił się na Stadion Wrocław lub na transmisję meczu miał czego żałować.

Spotkanie świetnie zaczęło się dla gości – już w 6 minucie Skóraś dośrodkował w pole karne, Tiba inteligentnie zastawił się przed Puerto, który raczej nie będzie dobrze wspominać tego spotkania, i zgrał futbolówkę do Mikaela Ishaka, a ten nie miał problemów z pokonaniem Putnockiego.

Piłkarze Śląska przyzwyczaili jednak w poprzednim sezonie, że po stracie bramki nie spuszczają głowy w dół, a wręcz przeciwnie – ruszają do ataku. Przed pierwszym gwizdkiem doskonale było wiadomo, że Lechici mają problemy ze stałymi fragmentami gry – w ostatnich meczach tracili bramki po rzutach rożnych i karnych, a „Wojskowi” postanowili również dołączyć do sprawdzonych przez Zagłębie Lubin i Wisłę Płock sposobów.

Waldemar Sobota zacentrował z kornera, a Piotr Celeban po raz kolejny pokazał, że potrafi nie tylko wygrać walkę powietrzną, ale też celnie przymierzyć strzelając głową. Gdy poznaniacy jeszcze mogli zastanawiać się co poszło nie tak, na tablicy świetlnej było już 2:1. Rzut rożny tym razem po drugiej stronie, Praszelik zagrywał na dalszy słupek, Golla wstrzelił piłkę w kierunku bramki, a tam wspomniany wcześniej Scalet wepchnął ją do siatki, dając olbrzymią radość fanom „Wojskowych”

Choć kibice WKS-u na potwierdzenie gola musieli w niepewności czekać niemal 2 minuty, bo arbiter nie zauważył, że piłka przekroczyła linię bramkową. Konieczna była interwencja VAR-u, a goście reklamowali jeszcze, faul Puerto. Na nic się to jednak zdało.

Szykujący się do gry na europejskich arenach piłkarze Lecha pokazali jednak także charakter odmieniając losy meczu. W pierwszych 45 minutach oddali 3 celne strzały na bramkę strzeżoną przez Putnockiego i wszystkie niestety zakończyły się golami.

Nowy sezon nie zmienił tego, że piłkarze Śląska mają problem przy dośrodkowaniach w pole karne. Najpierw zagrywał Rogne, piłkę wprost do Daniego Ramireza przedłużył Golla, a Hiszpan doprowadził do remisu. Po kilku minutach Kolejorz wyszedł po raz drugi na prowadzenie za sprawą Ishaka, który zalicza wejście smoka do polskiej ligi. Szwed bez problemu opanował piłkę po wrzutce Tiby, Puerto zupełnie nie naciskał napastnika, a ten zdobył swoją drugą bramkę w meczu.

Napastnik mógł okazać się bohaterem meczu i ustrzelić w końcówce hat-tricka, ale w 86 minucie po jego strzale piłka obiła się jedynie na poprzeczce. Wcześniej jednak wrocławianie doprowadzili do wyrównania. Na początku drugiej połowy Musonda został zahaczony w polu karnym przez Puchacza, a Robert Pich pewnie wykorzystał rzut karny, zdobywając drugiego gola z rzutu karnego w tym sezonie. Gracz Lecha nie mógł odżałować tej decyzji arbitrów i nawet oglądając powtórkę po końcowym gwizdku nie zgadzał się z werdyktem. Również szkoleniowiec Lecha nie krył rozczarowania tą decyzją na pomeczowej konferencji prasowej, chociaż wydaje się być ona całkowicie w zgodzie z przepisami.

Całą druga połowa była równie emocjonująca co pierwsza, choć nie padło tyle goli, co przed przerwą. Piłkarze oddali sporo strzałów, szczęścia próbowali m.in. Pich, Musonda, Sobota, ale Bednarek nie dał się zaskoczyć po raz czwarty. Remisem nie zadowalali się także goście, ale Putnockiemu również sprzyjało szczęście.

W końcówce meczu zabrakło go jednak Puerto, który z powodu kontuzji musiał opuścić murawę, a w związku z tym, że wrocławianie wykonali już zmiany w trzech okienkach, nie mógł go zastąpić żaden rezerwowy. Konieczne były roszady w ustawieniu WKS-u, a jako obrońca wystąpił z konieczności Pich.

Twierdza Wrocław nadal niezdobyta w tym sezonie, a kolejnym rywalem Śląska – tym razem na wyjeździe - będzie Pogoń Szczecin. Być może w tym meczu zadebiutują w barwach WKS-u nowe nabytki - Marcel Zylla i Bartłomiej Pawłowski.

Śląsk Wrocław - Lech Poznań 3:3 (2:3)

Celeban 12, Scalet 16, Pich 51 (k) - Ishak 7, 32, Ramírez 28

Śląsk Wrocław: Putnocky - Celeban, Puerto, Golla, Pawelec (68 Stiglec) - Łabojko, Sobota - Musonda (83 Bargiel), Praszelik (71 Samiec-Talar), Pich - Scalet (83 Makowski) Trener: Vitezslav Lavicka

Lech Poznań: Bednarek - Czerwiński, Rogne, Crnomarković (81 Dejewski), Puchacz - Tiba, Moder - Skóraś (71 Sykora), Ramirez (81 Marchwiński), Kamiński - Ishak Trener: Dariusz Żuraw

Sędzia: Piotr Lasyk

Żółte kartki: Sobota, Stiglec

Widzów: 11 535

ZOBACZ też: Kto był Piłkarzem Meczu przeciwko Lechowi? (GŁOSOWANIE)