Aktualności

Lavicka: Naszym najlepszym zawodnikiem jest zespół (WYWIAD)

14.09.2020 (12:00) | Krzysztof Banasik

fot.: Paweł Kot

- Ale tak 25 minut maksymalnie - poprosił mnie trener Vitezslav Lavicka w czwartek przed wywiadem, którego mi udzielił. Trudno jest szkoleniowca Śląska Wrocław namówić na rozmowę poza oficjalnymi konferencjami. Ale udało się, dlatego możecie przeczytać m.in. o przyczynach odejścia Kamila Dankowskiego i Damiana Gąski, sytuacji Diego Żivulicia, transferach Marcella Zylli i Bartłomieja Pawłowskiego oraz postępach przy budowie akademii.



 

Oprócz oficjalnych konferencji prasowych, rzadko udziela pan wywiadów. Nie lubi pan mediów?

Obecność w mediach odbieram i czuję jako część mojej i ogólnie naszej pracy w profesjonalnej piłce, ale nie jest to oczywiście nasze najważniejsze zadanie, często nam brakuje na to czasu. Skupiamy się przede wszystkim na tych sportowych aspektach naszej pracy. Jesteśmy pozytywnie nastawieni do mediów, ale to tylko urywek całej pracy.

Ta przerwa reprezentacyjna to chyba dla pana czysta przyjemność w porównaniu z tym, co działo się wcześniej?

Na pewno cieszymy się z dobrego początku sezonu ligowego, czuć w szatni i całym klubie pozytywne nastawienie po tych dwóch zwycięstwach. Widać to też na treningach. Ale to tylko początek, to dopiero pierwsze dwa kroki. Mamy jeszcze 28 kroków do zrobienia. Czuć lepszą atmosferę, ale mówię do zawodników “Uwaga! to dopiero początek!”. Następne mecze pokażą, czy potrafimy grać konsekwentnie, tak jak w pierwszych dwóch kolejkach.

Co w grze Śląska do tej pory się panu podobało, a co nie?

Okres przygotowawczy był specyficzny, krótki, zawodnicy mieli bardzo mało czasu na regenerację, nie tylko fizyczną, ale też mentalną. Pierwszy raz odkąd pracuję w profesjonalnej piłce mieliśmy tylko dwa tygodnie na przygotowania i musieliśmy od razu po nich grać mecz pucharowy. Nie daliśmy rady z ŁKS-em, przegraliśmy, to na pewno minus. Ale reakcja zawodników i wszystkich w klubie była pozytywna, maksymalnie skupiliśmy się na Piaście Gliwice. Nie było to łatwe, bo mieliśmy swoje wewnętrzne problemy, zdrowotne i nie tylko. Naszym najlepszym zawodnikiem jest zespół, który może dobrze funkcjonować, jeśli wszyscy razem współpracujemy. Tak było z Piastem i z Wisłą Kraków. Jestem zadowolony z tego, jak poradziliśmy sobie z tymi wszystkimi problemami, które mieliśmy. Jest w naszej grze jeszcze dużo do poprawy, ale te dwie wygrane to dobry sygnał.

Nad czym pracowaliście w trakcie tej przerwy?

W pierwszym tygodniu zawodnicy, którzy byli w pełni zdrowi, pracowali bardzo mocno. Mieliśmy takie dwa punkty “kulminacyjne”. Mogliśmy rozegrać sparing, ale ze względu na obecną sytuację zrezygnowaliśmy z tego. Za to młodsi piłkarze mogli zagrać więcej minut w 2. Lidze.

Z perspektywy czasu nie wydaje się panu, że brak sparingu przed spotkaniem z ŁKS-em był jedną z przyczyn porażki w Łodzi?

Przegraliśmy po rzutach karnych, które zawsze są loterią. Mogliśmy ten mecz wygrać, ale nie byliśmy odpowiednio skoncentrowani, dlatego w ostatnich sekundach ŁKS wyrównał. To doprowadziło do sytuacji, że oni do karnych podeszli mocno podbudowani, a my trochę zdołowani. Gracze ŁKS-u mieli przez to większą pewność siebie.

W tak krótkim okresie przygotowawczym nie było przestrzeni na rozegranie sparingu. Potrzebowaliśmy mocnych treningów, żeby przygotować się do tego pucharowego spotkania. Chcieliśmy oczywiście grać w Pucharze Polski jak najdłużej, ale ze względu na te bardzo niestandardowe przygotowania, ten mecz był tak naprawdę ostatnim sprawdzianem przed początkiem ekstraklasy.

Nie denerwuje pana fakt, że tak długo musi pan czekać na nowego skrzydłowego? Ta pozycja po odejściu Przemysława Płachety jest najsłabiej obsadzona (przypominamy, że rozmowa była przeprowadzona przed transferami Pawłowskiego i Zylli – przyp. red.).

Przemek dał nam w zeszłym sezonie dużo i szukamy zawodnika, który też da nam tyle szybkości i jakości w grze, będzie strzelał bramki i asystował. To nie jest łatwe. Nie da się pozyskać takiego zawodnika pstryknięciem palca. To jest proces, w który są zaangażowani wszyscy w klubie, przede wszystkim skauting i dyrektor sportowy. Oni ciężko i konsekwentnie pracują. Optymalna sytuacja to obecność wszystkich nowych graczy od pierwszego treningu, ale rzeczywistość zawsze jest inna. Realizujemy krok po kroku transfer, który wzmocni naszą ofensywę.

Ma pan na myśli oczywiście Bartłomieja Pawłowskiego, który teoretycznie zapowiada się na duże wzmocnienie. Czy to była pana decyzja: "Panowie, nieważne ile, ale czekamy na Pawłowskiego”?

Proces transferowy wygląda tak, że zawsze mamy wybranych kilku zawodników, którzy mogą do nas przyjść. Sztuką jest podjąć dobrą decyzję, a w przypadku Bartłomieja, to jest piłkarz, którego znam i dla mnie osobiście on prezentuje dużą wartość. Dlatego podjęliśmy decyzję w klubie, że skupimy się na tym zawodniku. Sprawa trochę się przeciąga ze względu na różne aspekty transferowe, ale mam nadzieję, że zakończy się pozytywnie.

Też mam taką nadzieję, bo Śląsk potrzebuje więcej jakości na skrzydłach. Dzisiaj (we wtorek - przyp.red.) pojawiła się informacje o transferze Marcela Zylli. Widzi go pan bardziej w środku pola czy na skrzydle?

Po pierwsze chcę podkreślić, że obserwowaliśmy Marcela już od jakiegoś czasu. Pokazywał w tych meczach dużo jakości. To piłkarz ofensywny, który może grać w środku pola i na boku, ale nie jest to typowy skrzydłowy jak Przemek Płacheta. On może grać takiego specyficznego skrzydłowego, pasuje do taktyki, kiedy w ofensywie gramy trzema piłkarzami. To jest młodzieżowiec, który ma swoją jakość, dodatkowo pasuje do naszego stylu, który chcemy prezentować.

Czy on jest zawodnikiem trochę podobnym do Roberta Picha, który coraz częściej spod linii bocznej zbiega do środka boiska i stamtąd zdobywa bramki?

Tak. Od skrzydłowych nie oczekujemy trzymania się przy linii, nasz styl w ofensywie wymaga maksymalnego wsparcia od bocznych obrońców. Oni w ataku mają pełnić rolę skrzydłowych. Dlatego szukaliśmy piłkarzy, którzy potrafią grać blisko “dziewiątki”, ale nie chciałbym tutaj szczegółowo mówić o naszej taktyce (śmiech).

Jasne, czymś rywala trzeba zaskoczyć. Ale bez Płachety ten styl musi być inny.

Zawsze styl trzeba trochę modyfikować do zawodników, których ma się do dyspozycji. Przemek wykonał dla nas bardzo dobrą robotę. Był nastawiony na pracę, czasami nawet za dużo trenował. Prezentował się coraz lepiej, nabierał doświadczenia i jego efektywność w postaci bramek i asyst była lepsza. 

Pytał pan Roberta Lewandowskiego, jak Zylla sprawuje się na treningach?

(śmiech) Niestety nie spotkałem jeszcze Roberta Lewandowskiego, ale rzeczywiście możemy do Roberta zadzwonić i go spytać (śmiech). Dobry pomysł, dziękuję bardzo. 

Dariusz Sztylka kilka razy przeciwko Robertowi zagrał, nie tylko w pierwszej, ale też w drugiej lidze. Może jakiś numer do niego ma.

(śmiech) Zaraz powiem Darkowi, żeby tak zrobił.

Ale tak na poważnie, dla pana chyba istotny jest też charakter zawodnika, warto byłoby o Zyllę w tym kontekście podpytać, może już niekoniecznie Lewandowskiego.

Mamy oczywiście informacje na ten temat. Z naszej wiedzy wynika, że Marcel ma profesjonalne podejście do pracy. Każdy zawodnik, który przychodzi do Śląska, musi prezentować nie tylko piłkarskie umiejętności, ale też mieć odpowiedni charakter. To ma dla mnie znaczenie przy wyborze piłkarzy do gry w Śląsku.

Jak jesteśmy już przy pomocnikach - co Waldemar Sobota wniósł do klubu i do szatni? Bo sportowo wiemy, na co go stać, chociaż w tych dwóch meczach jeszcze nie błyszczał, moim zdaniem stać go na więcej.

Same pozytywne rzeczy. To doświadczony piłkarz, którego kibice kochają za jego dokonania dla Śląska w przeszłości. Po rozmowach z nim, zanim jeszcze do nas trafił, miałem bardzo dobre przeczucie na jego temat w kontekście tego, jakim jest człowiekiem i jaki to może mieć wpływ na boisko. Waldek jest jednym z liderów szatni i naszego zespołu. Takich graczy jest więcej, mamy kapitana Krzyśka Mączyńskiego, jest rada drużyny, do której poza wspomnianą dwójką należą jeszcze Wojciech Golla, Mariusz Pawelec, Piotr Celeban oraz Robert Pich. Odnośnie do jego jakości gry - jest tam jeszcze przestrzeń na lepszą formę, ale pokazał swój potencjał. Może dać tej jakości jeszcze więcej.

Czy rozpatruje go pan pod kątem gry na skrzydle? Z tej pozycji go w Śląsku pamiętamy.

Tak, to była jedna z tych rzeczy, o których rozmawialiśmy z nim przed rozpoczęciem sezonu. On tam grał wcześniej, teraz bardziej komfortowo czuje się w środku pola, ale jeśli będzie taka potrzeba, jest gotowy również do gry na skrzydle.

Jednym z zawodników, którzy odeszli ze Śląska, jest Kamil Dankowski, który w wywiadzie dla portalu polskapilka.pl ewidentnie miał żal do klubu. Jego zdaniem nie grał ze względu na zapisy kontraktowe, a nie ze względów sportowych. Jak pan to ocenia?

Moje doświadczenia z Kamilem były i są pozytywne. To chłopak, który jest profesjonalistą na treningach i poza boiskiem. Kamil rywalizował o miejsce w składzie najpierw z Łukaszem Broziem, który przed kontuzją prezentował się fantastycznie. Później długo czekał na swoją szansę, a jak ją dostawał, nie wykorzystywał jej w stu procentach. Zawodnik musi pokazać na boisku, że wygrywa rywalizację. Fizycznie prezentował się bardzo dobrze, ale mentalnie brakowało mu jeszcze większej pewności siebie. Życzę mu wszystkiego najlepszego w nowym klubie, szczerze trzymam za niego kciuki.

W Śląsku nie ma już też miejsca dla Damiana Gąski. Dlaczego on nie dostawał od pana tylu szans, ile dostał np. Filip Marković? Marković nawet jak zagrał słabo, to grał w kolejnych spotkaniach.

Damian to młody zawodnik, który trafił do Śląska jeszcze zanim ja tutaj przyszedłem. On pokazywał jakość na treningach, ale nie prezentował tego samego w meczach i to był jego minus. Marković po przyjściu do Wrocławia, musiał długo pracować i czekać na swoją szansę, bo przyszedł do nas bez okresu przygotowawczego. Damian miał też problemy z kontuzjami, były momenty, że łapał dobrą formę, ale drobne urazy ciągnęły go w dół, przez co był trochę z boku pierwszego zespołu. On ma potencjał piłkarski, życzę mu, żeby go pokazał w nowym klubie.

Wrocław ma opuścić też Diego Żivulić. To piłkarz, który był w pewnym momencie pana podstawowym graczem, często “sadzał” na ławce Jakuba Łabojkę. Co się stało, że nagle stał się całkowicie niepotrzebny?

Rzeczywiście, w pewnym momencie Diego odsunął od składu Kubę, ale później sytuacja się odwróciła. Diego jest ambitny, chce grać. Dlatego przyszedł do mnie i powiedział, że jest niezadowolony, bo chce grać w pierwszym składzie. Spytałem go, czy chce być częścią Śląska, odpowiedział, że jeśli nie będzie grał, to chciałby odejść. My potrzebujemy zawodników, którzy mają pasję do grania w Śląsku. Jeśli ktoś jej nie ma, może szukać sobie innego klubu. Diego na treningach prezentuje się profesjonalnie, ale jego nastawienie nie pozwala myśleć o współpracy w dłuższej perspektywie.

W sobotę 5 września znalazł się w kadrze meczowej drugiej drużyny, która grała w Krakowie przeciwko Garbarnii, ale całe spotkanie przesiedział na ławce rezerwowych. Klub chciał go zmotywować, żeby szybciej znalazł sobie nowego pracodawcę? (uśmiech)

(uśmiech) Nie, rozmawialiśmy o tym z Diego i Dariuszem Sztylką, ustaliliśmy to wspólnie. Normalnie Diego w tej kadrze meczowej rezerw by się nie znalazł, ale rezerwy przez kontuzje miały problemy z asekuracją środka obrony. Dlatego pojechał tam, na wszelki wypadek, gdyby któryś ze środkowych obrońców złapał kontuzję lub kartkę.

Czyli pokazał, że jest w pełni profesjonalistą i można na niego liczyć.

Tak, szacunek dla niego za to, on ciężko pracuje na każdym treningu.

Mateusz Praszelik został młodzieżowcem miesiąca - gratulacje dla niego i dla całego klubu, że potrafił takiego zawodnika wytransferować tak naprawdę z III ligi, w Ekstraklasie to on za wiele nie pograł. Praszelik pokazał miejsce w szeregu naszym wychowankom?

Dziękuję, przekażę Mateuszowi gratulacje. Te pierwsze mecze pokazały, że Mateusz ma jakość. Wiedziałem, że to jest zawodnik, który potrafi kreować i który jest nastawiony na pracę. Wiedzieliśmy, że będzie dobrze czuł się na tej pozycji, na której zagrał w tych spotkaniach. Ale to jest jeden z kilku młodzieżowców, którzy walczą o skład. Mateusz dał pozostałym impuls, żeby oni pracowali i pokazali na treningach swoją jakość.

Czy pana zdaniem Śląsk jest w stanie utrzymać się w czołówce Ekstraklasy bez prawdziwej akademii?

Jeśli klub chce funkcjonować na wysokim poziomie, to musi mieć podstawę w postaci akademii. Jeśli młodzi chłopacy będą przechodzić przez odpowiedni proces treningu, to będzie miało wpływ na dobre funkcjonowanie pierwszego zespołu. Robimy to w Śląsku krok po kroku, żeby te warunki dla naszych wychowanków były coraz lepsze.

Jak często rozmawia pan z władzami klubu o potrzebie wybudowania akademii?

Komunikujemy się z zarządem, pionem sportowym i trenerami drużyn z akademii na bieżąco. W kadrze pierwszego zespołu mamy dużo młodzieżowców. Oni nie są do wykorzystania tylko przez pierwszą drużynę, ale też przez drugą, gdzie mają większą szansę na zdobycia doświadczenia. To jest proces, który trwa.

Ale są jakieś konkrety? Jesteśmy bliżej budowy akademii niż byliśmy np. rok temu?

Idziemy do przodu, ale to temat, w który zaangażowany jest bezpośrednio zarząd klubu, a nie sztab szkoleniowy.

Co pan może obiecać kibicom w kontekście tego sezonu?

Przede wszystkim chciałbym podziękować kibicom za to, jak nas wspierają. Śląsk to nie tylko pierwsza drużyna - rozmawialiśmy dzisiaj o rezerwach, o akademii, ale ważną częścią są też nasi fani, którzy są z nami niezależnie od wyników. To jest ważne, żebyśmy mieli wsparcie kibiców nie tylko kiedy wygrywamy, ale też kiedy nam nie idzie. Musimy funkcjonować razem, po tym można poznać wielkie kluby. Wszyscy wiemy, że mamy do czynienia z wyjątkową sytuacją zagrożenia COVID-19, ale naturalnie chcielibyśmy, aby jak najwięcej kibiców przychodziło na nasze mecze.

Ten sezon będzie dla nas kolejnym wyzwaniem, bo zaistnieliśmy w górnej części tabeli, więc teraz chcielibyśmy wspiąć się jeszcze trochę wyżej.

ZOBACZ też: WIDEO: Lavicka po remisie z Lechem