Aktualności

Twierdza Wrocław nie tylko z nazwy

11.10.2020 (18:00) | Karol Bugajski

fot.: Marcin Folmer

Dobra dyspozycja w meczach domowych jest motorem wyników Śląska. Stadion Miejski we Wrocławiu to jeden z najbardziej niegościnnych terenów w Ekstraklasie.



 

Ubiegłotygodniowy mecz z Cracovią (3:1) był już trzynastym z rzędu, w którym zielono-biało-czerwoni trafili do siatki przed własną publicznością. Domowa seria z golem trwa od grudnia ubiegłego roku, a w jej kontynuowaniu nie przeszkadzały puste trybuny, rozgrywki rozbite przez pandemię, czy zadyszka w wakacyjnej rundzie finałowej. Począwszy od meczu z Lechem Poznań (1:1) z 19. kolejki poprzedniego sezonu Śląsk jako gospodarz strzelił 28 goli, w tym okresie skuteczniejszy był tylko Górnik Zabrze.

Co ważne, w domowych meczach wrocławian w parze ze skutecznością pod bramką przeciwnika idzie punktowanie. Śląsk przegrał zaledwie jedno z ostatnich trzynastu domowych spotkań, dłuższą serią w lidze pochwalić się może jedynie Lech. Ekipa Vitezslava Lavicki w 2020 roku we Wrocławiu potknęła się tylko na zakończenie poprzedniego sezonu z Lechią (1:2). Strata punktów okazała się jednak bolesna, bo oznaczała utratę 4. miejsca w końcowej tabeli właśnie na rzecz gdańszczan.

Żeby stać się murowanym kandydatem do walki o europejskie puchary, Śląskowi dramatycznie brakuje jednak punktów wywalczonych na obcych stadionach.  Wrocławianie przegrali aż 7 z 9 poprzednich spotkań w roli gościa, już za chwilę mogą jednak sprawić, że te statystyki odejdą w niepamięć. W końcu tuż po reprezentacyjnej przerwie czekać ich będą dwa wyjazdy w ciągu trzech dni – najpierw do Wisły Płock, a potem do Legii Warszawa.

ZOBACZ też: Jawny: Jesteśmy zadowoleni i z nadzieją patrzymy na kolejne spotkania