Aktualności

Statystyki nie kłamią: Wisła Płock

16.10.2020 (14:00) | Karol Bugajski

fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl

Śląsk w ostatnich kilkunastu miesiącach nie zwykł tracić punktów, kiedy jego rywalem była Wisła Płock. W przypadku wrocławian tradycyjnie największe obawy wzbudza jednak gra na wyjeździe.



 

Zielono-biało-czerwoni wygrali trzy poprzednie mecze przeciwko piłkarzom z dawnej stolicy Polski, we wszystkich gole strzelały jednak obie drużyny. Każdy miał również duży ciężar gatunkowy.

W połowie maja ubiegłego roku Śląsk pokonał na własnym stadionie Wisłę Płock 2:1 w piątej kolejce grupy spadkowej mocno poprawiając własną sytuację, wciągając za to do dramatycznej walki o przetrwanie właśnie Nafciarzy. Ci na początku listopada 2019 przyjechali do Wrocławia w zupełnie innych nastrojach, bo jako sensacyjny lider Ekstraklasy. Skuteczny Śląsk szybko sprowadził ich jednak na ziemię i pewnie wygrał 3:1.

Ostatnie spotkanie piłkarzy Lavicki z Wisłą Płock odbyło się niemal dokładnie 4 miesiące temu na Mazowszu. Wrocławianie przegrywali do przerwy, jednak otrząsnęli się, a wygrana 2:1 w przedostatniej kolejce sezonu zasadniczego zapewniła nam wymarzony powrót do grupy mistrzowskiej po pięcioletniej przerwie.

Mecz z 29. kolejki poprzednich rozgrywek ma dla Śląska specjalne znaczenie również z innego powodu. Wyjazdowa wygrana w 2020 roku to dla zespołu z Oporowskiej coś niezwykle rzadkiego. Ta sztuka w 10 potyczkach (a można jeszcze brać pod uwagę feralny pucharowy występ na stadionie ŁKS) udała się tylko dwa razy, na stadionach Wiseł – tej z Płocka wtedy, w czerwcu, a tej z Krakowa (3:1) na sam koniec sierpnia.

Poza wspomnianymi wygranymi Śląsk w tym roku z obcych stadionów przywiózł już tylko punkt remisując jeszcze przed pandemią w Szczecinie 0:0. Tamto czyste konto jest z kolei jedynym tego typu osiągnięciem wrocławian grających w roli gościa w całym 2020 roku.

ZOBACZ też: QUIZ: Ekstraklasa przed 7. kolejką