Aktualności

Okiem patrona: To trudne słowo

15.10.2020 (19:00) | Kacper Rudzik

fot.: Paweł Kot

Piotr Celeban z naszym Śląskiem pisze historię wspaniałą. Jako człowiek z innego miasta jest od długiego czasu traktowany niczym wychowanek, swój chłop. Zdobył z nami medale, ale niedawno też miał miejsce mniej przyjemny epizod, kiedy grał mniej, w tle trwały negocjacje nowych warunków kontraktu. Sam wobec niego miałem negatywną opinię – ale dotyczyło to wyłącznie postawy boiskowej.



 

Jaki Piotr Celeban jest? Każdy wie. Wybiegany, zawsze świetnie przygotowany, profesjonalista na takim poziomie, jaki jeszcze parę lat temu rzadko się spotykało w naszym futbolu. Można stwierdzić – prekursor. Jednocześnie dokładał zawsze kilka bramek w trakcie sezonu, często bramek ważnych.


Autor tego tekstu jest Patronem ŚLĄSKnetu. Wejdź na www.patronite.pl/slasknet i dołącz do wąskiego grona osób, które wspierają naszą redakcję i mogą liczyć na coś w zamian!


Gdy do nas powrócił z Rumunii, a WKS przechodził przez trudniejsze lata walki o grupę spadkową to moim zdaniem też prezentował się przeciętnie. I nie ukrywam, że dla mnie był rozczarowaniem, uważałem, że dobił już do ściany, że nie będzie lepiej. Nie dziwiło mnie potem, gdy Vítězslav Lavička nie stawiał na niego. Byłem przekonany, że już się znaleźliśmy z naszym obrońcą na rozstaju dróg.

Dlatego też tytuł, który nawiązuje do słowa "przepraszam". Do Piotra pewnie to nawet nie dotrze, natomiast myślę, że warto docenić pewną postawę. Nasz obrońca mógł mieć wiele do powiedzenia, nigdy tego nie wynosił, nie prał brudów, a z biegiem czasu zostało to docenione. Najpierw nowy kontrakt, a teraz jest podstawowym obrońcą. Na ten moment nie wyobrażam sobie, aby Lubambo Musonda został cofnięty znów na prawą obronę albo pojawili się tam Guillermo Cotugno czy Patryk Janasik (jemu trzeba życzyć dużo zdrowia, bo pechowo zaczyna przygodę w Śląsku).

Jednak wracając do bohatera tego tekstu. Czy tak bardzo Piotrek się zmienił? No nie, jest po prostu w dobrej formie, znów wykorzystuje stałe wrzutki kolegów, a w defensywie, mimo już zaawansowanego jak na piłkarza wieku, gwarantuje pewną jakość. Tylko tyle i aż tyle. Ciężka praca i profesjonalizm się opłaciła, mam nadzieję, że los wynagrodzi to kolejnym medalem. Każdy z takiego rozwiązania by się cieszył.

Teraz czeka nas intensywny tydzień, mecz w Płocku, zaległy w Warszawie i na koniec Jagiellonia. Te mecze nam mogą mocno pokazać, o co walczymy. Stać nas na wygranie wszystkich meczów, gdyby to miało miejsce – możemy kompletnie poczuwać się do walki o wysokie cele. Jeśli gdzieś się potkniemy, ale nadal będzie widać w tym styl, podobnie.

Jedyne, czego sobie życzę, abyśmy znów nie byli świadkami jesiennego spadku formy jak sprzed roku. Wtedy problemem była cała seria remisów. Zobaczymy, czy udało się wyciągnąć mityczne wnioski.

ZOBACZ też: Co słychać u rywala?