Aktualności

PNK: Emocjonalny rollercoaster przy #O62 (RELACJA)

17.10.2020 (14:11) | Dominik Szpik

fot.: Rafał Sawicki

Do spotkania przeciwko Olimpii wrocławianki przystąpiły w roli murowanego faworyta. Drużyna gości zajmowała przed tym meczem 10. miejsce tuż nad strefą spadkową, a na koncie miała tylko jedno zwycięstwo przeciwko zespołowi ROW Rybnik. Mecz w pierwotnym terminie nie odbył się z powodu fatalnego stanu murawy na Kłokoczycach, lecz dzisiaj nic nie zdołało przeszkodzić w rozegraniu tego spotkania na stadionie przy ulicy Oporowskiej.



 

Śląsk znany jest z tego, że lubi narzucać swój styl gry rywalkom i nie inaczej było tym razem. Z początku wydawało się, że zawodniczki Olimpii wyszły na boisko bez żadnej chęci na choćby podjęcie próby przeciwstawienia się drużynie WKS-u. Efektem tego była pierwsza bramka dla Śląska, która padła już w 3. minucie meczu. Karolina Iwaśko straciła piłkę przed polem karnym rywalek, futbolówkę przejęła Joanna Wróblewska, prostym zwodem ograła obronę przeciwniczek i pięknym uderzeniem po długim słupku pokonała Pastusiak, wyprowadzając Śląsk na prowadzenie.

Po utracie gola zapanował niemały chaos w defensywie Olimpii. Złe wejście w mecz duetu Michalczyk – Brzozowska nie wróżyło dobrze na resztę spotkania. Kilka chwil po utracie pierwszej bramki blisko podwyższenia prowadzenia była Marcelina Buś, a akcję tę zapoczątkowało właśnie złe wybicie środkowej obrończyni Olimpii. Piłka spadła pod nogi Jurczenko, która wypatrzyła wybiegającą na wolne pole Buś. Ta perfekcyjnie poradziła sobie z rywalką, wygrywając pojedynek bark w bark i tylko centymetrów zabrakło do zdobycia kolejnej bramki w tym meczu.

Mimo dużej kontroli boiskowych wydarzeń boiskowych przez wrocławianki, nie ustrzegły się one błędów, a jeden z nich kosztował utratę gola tuż przed końcem pierwszej połowy. Zawodniczki Olimpii wykonywały rzut wolny z dalekiej odległości na połowie Śląska. Do piłki podeszła Michalczyk, która perfekcyjne dograła do Amelii Bińkowskiej. Młodej piłkarce ze Szczecina nie pozostało nic innego jak tylko dołożyć głowę i cieszyć się ze zdobytej bramki. Aż ciężko uwierzyć, że bramkę z główki zdobyła zawodniczka mierząca zaledwie 158 cm wzrostu, lecz trzeba tutaj podkreślić złe zachowanie Małgorzaty Kordy, która zgubiła krycie przy tym stałym fragmencie i nie zdołała przeszkodzić swojej rywalce.

Druga połowa rozpoczęła się od zdecydowanego ataku podopiecznych trenera Jagieły. Wrocławianki zdawały sobie sprawę ze swojej wyższości nad zespołem ze Szczecina i nie mogły pozwolić sobie na utratę punktów. Na prowadzenie wyszły już w 49. minucie za sprawą Kamili Czudeckiej i Mai Jurczenko, która po raz kolejny znalazła lukę w obronie Olimpii i perfekcyjnie obsłużyła partnerkę z zespołu podaniem na wolne pole. Czudecka będąc sam na sam, nie pomyliła się i zdobyła drugą bramkę dla Śląska w tym meczu. Niespełna pięć minut później kolejną szansę na wyrównanie po błędzie Kordy miała Bińkowska, lecz tym razem swój zespół uratowała Anna Bocian. Dodajmy, że znowu jedna z najniższych zawodniczek na boisku uderzała głową, a Małgorzata Korda nie może zaliczyć tego meczu do udanych.

Na tym jednak nie koniec emocji. W 65. minucie wrocławianki zdobyły swoją trzecią bramkę, tym razem po rzucie rożnym Małgorzaty Kordy. Piłkarki Śląska wykorzystały złe wybicie obrończyni Olimpii i za dalekie wyjście bramkarki, dzięki czemu Julia Mularczyk uderzyła na pustą bramkę. Choć piłka mogłoby się wydawać, toczyła się niemal wieczność, to ostatecznie przekroczyła linię bramkową. Dobra postawa Śląska i nieporadność szczecinianek kazały nam sądzić, że Mularczyk zabiła mecz swoim golem i raczej nie za wiele już się wydarzy we Wrocławiu, lecz nic bardziej mylnego. Dosłownie minutę po golu dla Śląska odpowiedziała Olimpia. Po dośrodkowaniu z prawej strony piłka trafiła do Kornelii Grosickiej, która z metra skierowała głową piłkę do bramki. Kolejny raz, kiedy obrończynie Śląska gubią krycie i otrzymują zasłużoną karę. Wrocławianki utrzymywały wciąż jednobramkowe prowadzenie, ale na własne życzenie zagwarantowały sobie nerwową końcówkę meczu.

W ostatnich minutach spotkania mogliśmy obserwować Śląsk niemal całkowicie zepchnięty do defensywy. Olimpia za wszelką cenę szukała okazji do wywiezienia, chociaż punktu z Wrocławia i w 90. minucie Martyna Brodzik doprowadziła do remisu. Bramka padła znowu po dośrodkowaniu z prawej strony i po raz kolejny podopieczne Piotra Jagieły są ukarane za zgubienie krycia. Brodzik nie miała obok siebie absolutnie nikogo i pewnie pokonała Bocian z bliskiej odległości. Niemal pewny był już remis w tym spotkaniu, kiedy to po błędzie obrony Olimpii w ostatniej akcji meczu sam na sam wyszła Karolina Iwaśko. Zawodniczka tej klasy nie mogła się pomylić i niemal z dystansu, perfekcyjnym uderzeniem przy słupku zapewniła sowiej drużynie 3 punkty.

Mecz dla postronnego widza na pewno mógł się podobać, a i 3 punkty wrocławianek cieszą, jednak nerwy do samego końca zagwarantowały sobie same. Pesymiści po tym meczu zapamiętają rażące błędy w obronie, optymiści zapamiętają 4 bramki i zwycięstwo, a realiści wiedzą, że jeszcze dużo pracy przed tym zespołem. Nie mniej jednak od początku widać, że zespół Śląska w tym sezonie stać na wielkie rzeczy i warto śledzić Ekstraligę kobiet właśnie dla meczów WKS-u.

WKS Śląsk Wrocław – Olimpia Szczecin 4:3 (1:1)

(3’ Wróblewska, 49’ Czudecka, 65’ Mularczyk, 90+5’ Iwaśko – 43’ Bińskowska, 66’ Grosicka, 90+1’ Brodzik)

ZOBACZ też: REZERWY: W Rzeszowie pójść za ciosem!