Aktualności

A my swoje - zwycięstwo u siebie (RELACJA)

24.10.2020 (19:37) | Konrad Omieljaniuk

fot.: Paweł Lipnicki

Po nieudanych podbojach Mazowsza, w 8. kolejce Śląsk wrócił na stadion we Wrocławiu, na którym do tej pory był niepokonany. Przeciwnikiem wrocławian była 5. w tabeli drużyna Jagielloni Białystok, która na wyjazdach do tej pory... zgarnęła komplet. Spotkanie zakończyło się skromnym, ale jakże ważnym zwycięstwem WKS-u!



 

Na pewno spory ból głowy przed meczem miał trener Lavicka. Dwa poprzednie mecze pokazały, że Śląsk stał się dla rywali łatwą drużyną do taktycznego rozpracowania. Tchnąć nowe życie w zatarte tryby jego maszyny miały trzy zmiany. Najważniejsza z nich była wymuszona. Waldemara Sobotę z gry wykluczyła choroba. To stworzyło szansę dla Maćka Pałaszewskiego, który wskoczył w jego miejsce. Ponadto Zylla zmienił w pierwszym składzie Praszelika, a za Tamasa do pierwszej jedenastki wrócił Israel Puerto. W zespole Jagiellonii najważniejsza zmiana nastąpiła na pozycji bramkarza. Kontuzjowanego Steinborsa zastąpić musiał Węglarz.

Jagiellonia do spotkania przystępowała uskrzydlona wygraną w poprzedniej kolejce z Lechem Poznań. Drużyna Bogdana Zająca skutecznie zniwelowała wtedy wszystkie atuty faworyzowanego rywala. We Wrocławiu też nie rwała się do prowadzenia gry. Lepiej w mecz wszedł Śląsk, ale skutkiem dynamicznych ataków były głównie rzuty rożne, po których wrocławianie nie oddawali celnych strzałów. W ofensywie najaktywniejszy był Musonda, który niestety przy okazji znowu mnożył nieskuteczne bądź zablokowane dośrodkowania.

Pierwsza groźna sytuacja stworzona została w 24 minucie przez zespół gości. Piłkę w  pole karne głową posłał Olszewski, ta trafiła zaś na głowę Jesusa Imaza, który precyzyjnie uderzył w kierunku dalszego słupka bramki Putnockyego. Słowak popisał się jednak znakomitą, instynktowną interwencją i wciąż był remis.

W 41 minucie boisko musiał opuścić Marcel Zylla. W jednej z pierwszych akcji młodzieżowiec Śląska źle stanął, wykręcił kostkę i nie był w stanie dograć nawet do końca pierwszej połowy. W jego miejsce wszedł Praszelik.

Emocje w pierwszej połowie zaczęły się dopiero w jej końcówce. W 43 minucie po wrzutce Mączyńskiego strzał głową w swoim stylu oddał Celeban, lecz na posterunku był Węglarz. Śląsk poszedł za ciosem, w doliczonym czasie piłka zakotłowała się w polu karnym Jagielloni, silny strzał z powietrza oddał Exposito, ale znów dobrze ustawiony był Węglarz i odbił piłkę do boku. Po niezbyt ciekawej pierwszej połowie 0:0

Druga połowa zaczęła się dla Śląska znakomicie. W 48 minucie fatalny błąd popełnił Bida, który stracił piłkę na połowie boiska, nie mając za sobą żadnego ze swoich kolegów poza bramkarzem. Trzeba podkreślić dobry pressing Praszelika, który dynamicznie zaatakował Bidę, odebrał piłkę, ruszył w samotny rajd przez pół boiska i stając oko w oko z Węglarzem nie pomylił się. 1:0! 

„Jaga” na stratę bramki nie zareagowała zdecydowanym przejściem do ofensywy. Z drugiej strony w poczynaniach graczy Śląska widać było zachwianą pewność siebie po dwóch ostatnich porażkach. Przy wyprowadzaniu piłki było sporo prostych błędów, Putnocky często decydował się wznawiać grę dalekim wybiciem, co do tej pory było w taktyce Lavicki czymś rzadko spotykanym.

W 56 minucie niegroźny strzał z 16 metrów oddał Makuszewski. 2 minuty później Mączyński zdetronizował Musondę w konkursie na najgorsze dośrodkowanie. Przy próbie wrzutki z rzutu wolnego z boku boiska, z ponad 40 metrów, trafił w jednoosobowy mur. Generalnie mimo prowadzenia w zespole Śląska prosiło się o zmiany i do takich doszło w 73 minucie. Piasecki zastąpił Exposito, a za Musondę wszedł Pawłowski.

5 minut później szansę mieli goście, dobre prostopadłe podanie otrzymał Jesus Imaz, ale będąc z boku pola karnego uderzył bardzo niecelnie. W 81 minucie Hiszpan spróbował ponownie, tym razem uderzając przewrotką z trudnej pozycji, co było efektowne, ale kompletnie nieefektywne. Do końca meczu drużyna Lavicki skutecznie zarządzała swoim 1:0, nie pozwalając Jagielloni na wiele. Dodatkowo w doliczonym czasie Śląsk miał rzut wolny z około 25 metrów, ale Dino Stiglec nie zrobił z niego pożytku. Chwilę później sędzia Kwiatkowski zakończył mecz.

Nie było dzisiaj na stadionie we Wrocławiu piłkarskich fajerwerków, ale trzeba oddać podopiecznym Lavicki, że wykorzystali swoją szansę, zneutralizowali rywala i wybiegali zwycięstwo. Te 3 punkty są nieocenione jeśli chodzi o sferę mentalną drużyny po ostatnich wpadkach. Dają większy spokój przed kolejną przerwą na kadrę. Mamy nadzieję, że zostanie ona wykorzystana do wyeliminowania wszystkich bolączek, które objawiły się w minionym tygodniu.

Śląsk Wrocław 1:0 (0:0) Jagiellonia Białystok
Mateusz Praszelik 48

Śląsk: Matúš Putnocký - Piotr Celeban, Israel Puerto, Wojciech Golla, Dino Štiglec - Lubambo Musonda (73 Bartłomiej Pawłowski), Maciej Pałaszewski (90, Rafał Makowski), Krzysztof Mączyński, Marcel Zylla (41 Mateusz Praszelik), Róbert Pich - Erik Expósito (73 Fabian Piasecki).

Jagiellonia: Damian Węglarz - Paweł Olszewski, Ivan Runje, Bogdan Țîru (84 Błażej Augustyn), Böðvar Böðvarsson - Bartosz Bida (66 Fernán Ferreiroa), Martin Pospíšil, Taras Romanczuk, Jesús Imaz, Kris Twardek (84 Mateusz Wyjadłowski) - Maciej Makuszewski (66 Przemysław Mystkowski).

żółte kartki: Štiglec - Țîru.

ZOBACZ też: Kto był Piłkarzem Meczu przeciwko Jagiellonii? (GŁOSOWANIE)