Aktualności

Rywal pod lupą eksperta: Lechia Gdańsk

19.11.2020 (06:00) | Karol Bugajski

fot.: Mateusz Porzucek

W piątkowym zaległym meczu 9. kolejki Ekstraklasy wyjazdowym rywalem Śląska będzie Lechia. O rzeczywistości po ataku koronawirusa w ekipie z Gdańska, skuteczności Flavio Paixao i "panu piłkarzu" Kennym Saiefie, rozmawiamy z Tomaszem Osowskim, dziennikarzem Gazety Wyborczej Trójmiasto.



 

Lechia wróciła do gry po trzech tygodniach przerwy już we wtorkowym, również zaległym, meczu Pucharu Polski w Grudziądzu (1:0). W jakiej sytuacji po przymusowej pauzie są piłkarze Piotra Stokowca?

Jak to często bywa w pucharowych meczach drużyn Ekstraklasy z przedstawicielami niższych klas, różnice w umiejętnościach piłkarskich były niespecjalnie widoczne. Biało-zieloni zagrali w Olimpią w trybie ekonomicznym, jakby trochę obawiali się o sferę fizyczną albo po prostu nie wiedzieli, na co już mogą sobie pozwolić. Niewiadome przed meczem ze Śląskiem są jednak cały czas, spodziewałbym się wielu zmian w porównaniu do składu z wtorku. Najważniejsze, że udało się opanować sytuację związaną z koronawirusem. Na kwarantannie przebywa tylko Tomasz Makowski, którego zakażenie potwierdzono podczas zgrupowania kadry U-21, natomiast jest też wielu piłkarzy, dla których ten tydzień jest w ogóle pierwszym w treningu. Trener Stokowiec pół-żartem, pół-serio powiedział, że trochę żałuje, że cała drużyna tego nie przeszła, bo przynajmniej mieliby z głowy. Choroba ominęła szkoleniowca oraz sześciu – siedmiu piłkarzy, jakikolwiek sensowny proces treningowy w takim składzie nie miał racji bytu. Sam jestem ciekaw, jak to będzie wyglądało jutro.

W ostatnim ligowym występie gdańszczanie po raz pierwszy w sezonie wygrali z rywalem, którym nie był beniaminek. Zwycięstwo przy Reymonta (3:1) z końca października mogło robić wrażenie tym bardziej, że w dobrym stylu udało się odwrócić losy meczu.

To było właściwie drugie spotkanie z rzędu, po którym piłkarze trenera Stokowca powinni złapać pewność siebie. Pamiętajmy, że ten wyjazd do Wisły Kraków był w ramach odrabiania zaległości z 6. kolejki. Kilka dni wcześniej Lechia grała z Zagłębiem w Lubinie i chociaż tam nie udało się wygrać (1:1), również dominowała i stwarzała sobie więcej okazji, szczególnie w drugiej połowie. W kilku poprzednich spotkaniach, począwszy właśnie od tych wysoko wygranych ze Stalą i Podbeskidziem, można było zauważyć pewną zmianę stylu gry. Od kiedy Piotr Stokowiec został szkoleniowcem Lechii, kojarzyliśmy jego zespół jako drużynę wyrachowaną, dobrze zorganizowaną w defensywie, często wygrywającą 1:0. Taka filozofia wypracowana w poprzednich miesiącach sprawiała, że o gdańszczanach mogliśmy powiedzieć wszystko tylko nie to, że dostarczają kibicom niesamowitej rozrywki. Trener Lechii już od jakiegoś czasu mówił, że chciałby zmienić tę twarz swojego zespołu, oczekiwał bardziej ofensywnej gry i w ostatnich meczach wydawało się, że zaczynamy to widzieć. Szwankuje jeszcze wykończenie akcji, natomiast wyraźnie widać, że w grze biało-zielonych pojawia się trend, który spowoduje, że ta drużyna będzie równie efektywna, ale przy tym efektowniejsza niż do tej pory.

Prym w ofensywie wiedzie Flavio Paixao. 6 goli w 5 poprzednich występach Portugalczyka i wygryzienie ze składu Łukasza Zwolińskiego to chyba coś, czego mało kto by się spodziewał?

Jestem zaskoczony, że Flavio stał się pierwszym wyborem w ataku Lechii, a dodatkowo tym, że czas między niego, a Zwolińskiego nie jest dzielony po równo. Piotr Stokowiec ma ewidentną jedynkę, jeśli chodzi o obsadę pozycji napastnika, ale to też daje pole manewru szkoleniowcowi gdańszczan. Przecież w wielu poprzednich meczach ofensywa Lechii wyglądała jeszcze lepiej, kiedy Zwoliński dołączał do Flavio po wejściu z ławki, dzięki czemu Portugalczyk bardzo fajnie wyglądał za jego plecami. Obserwuję też, że gracz z Półwyspu Iberyjskiego przestaje już być takim lisem pola karnego, który czeka, żeby dostawić głowę czy nogę. Coraz częściej wycofuje się do środka boiska, lubi rozegrać piłkę, niech żałuje ten, kto nie widział jego fenomenalnego podania do Omrana Haydary’ego, po którym był rzut karny w meczu z Wisłą Kraków. Skuteczność Paixao faktycznie cały czas jest zadziwiająca, choć pamiętajmy też, że ciągle dużo bramek zdobywa właśnie po uderzeniach z jedenastu metrów, jak w dwóch poprzednich meczach.

Innym piłkarzem Lechii, na którego trudno nie zwrócić uwagi jest Kenny Saief. Amerykanin zbiera bardzo pochlebne recenzje, choć jego pobyt w Polsce naznaczony jest różnymi problemami. Co takiego ma w sobie ten zawodnik?

To jest piłkarz naprawdę nietuzinkowy. Saief potrafi zagrać niekonwencjonalną prostopadłą piłkę, ma ciekawy drybling. Podoba mi się u niego, że za każdym razem, kiedy przyjmuje podanie, już patrzy do przodu i koncentruje się na tym, by napędzać akcję do przodu. Wiosną był jeszcze nieprzygotowany fizycznie, strzelił co prawda gola na wagę zwycięstwa w rundzie finałowej w Szczecinie, ale ani razu nie rozegrał pełnych 90 minut. Natomiast nawet nie w pełni formy widać już było, że to „pan piłkarz”, który jak na polską ligę ma bardzo wysokie umiejętności. Po zakończeniu poprzedniego sezonu Saief dodatkowo doznał kontuzji, to znowu zabrało mu czas, a wiemy jak krótka była przerwa tego lata. Po ponownym wypożyczeniu z Anderlechtu, które zostało potwierdzone w drugiej połowie sierpnia, trener Stokowiec podkreślał, że Amerykanin potrzebuje jeszcze kilku tygodni solidnych treningów. Teraz wydaje się, że to już ten moment, kiedy Saief jest w pełni przygotowany do gry, a Lechia wiąże z nim duże nadzieje względem swojej ofensywy. W moich oczach to bardzo poważny materiał na absolutnie czołowego piłkarza całej Ekstraklasy.

Jakiego wyniku na koniec tego dziwnego, a do tego krótszego niż zwykle sezonu, powinni spodziewać się kibice w Gdańsku?

Sam się nad tym zastanawiam, bo słucham głosów ekspertów i dziennikarzy, również spoza Trójmiasta i one są bardzo rozstrzelone. Od takich, że to musi być drużyna, która włączy się do walki o europejskie puchary po oceniające skład Lechii na miejsca w środku tabeli. To wszystko bierze się z tego, że zimą nastąpiła wielka przebudowa kadry drużyny trenera Stokowca i tak naprawdę ciągle nie wiemy, jakimi postaciami w skali Ekstraklasy mogą być zawodnicy, którzy wtedy pojawili się w Gdańsku. Choćby skrzydłowi Conrado i Omran Haydary mają przecież do wykonania bardzo ważną rolę w systemie gry Lechii, a na razie widać u nich spore wahania formy. Zgoda, mają potencjał i są młodymi zawodnikami, którzy będą się jeszcze rozwijać, natomiast na razie czasami brakuje im jakości albo podejmowania właściwych decyzji w najważniejszych momentach. Defensywa Lechii wygląda bardzo solidnie, środek pola z Saiefem, Jarosławem Kubickim i Tomaszem Makowskim też jest właściwie poukładany, a o napastnikach mówiliśmy. Na pewno jest to drużyna, która powinna walczyć o górną połowę tabeli, natomiast czy bardziej o miejsca w okolicach pucharów, czy raczej 7.-12., to nawet mi dzisiaj trudno przewidywać.

Pożyczanie pieniędzy przez internet - czy warto?

ZOBACZ też: Jak piłkarze Śląska zwolnili Piotra Stokowca