Aktualności

Iwaśko: Ten sezon jest dla mnie przejściowy (ROZMOWA)

17.11.2020 (18:57) | Dominik Szpik

fot.: Paweł Kot

Przed sobotnim meczem z Medykiem Konin udało nam się porozmawiać z jedną z najskuteczniejszych zawodniczek sekcji kobiecej Śląska Wrocław w tym sezonie. Karolina Iwaśko związana jest z wrocławskim futbolem od 6 lat i z przytupem wraca do gry po dwuletniej przerwie. W tej krótkiej rozmowie poruszyliśmy kwestie odwoływanych spotkań, organizacji klubu oraz roli, jaką Karolina odgrywa na boisku.



 

Na początek chciałem zapytać, jak samopoczucie po wczorajszym meczu? Mimo iż byłyście faworytkami Ząbkovia napsuła wam sporo krwi?

Niektóre dziewczyny pojechały na ten mecz po jednym czy dwóch treningach, a niektóre w ogóle nie miały treningu. Byłyśmy bardzo zmęczone i mimo że byłyśmy faworytkami, to brak treningów dał o sobie znać. Stąd też taki wynik, o który musiałyśmy walczyć do końca.

To musi być strasznie irytujące kiedy zdarzają wam się takie sytuacje w tym sezonie, jak miesiąc bez grania. Szczególnie kiedy górę biorą tak absurdalne sytuacje jak warunki pogodowe.

Ja osobiście bardzo denerwuje się takimi sytuacjami. Najpierw przez pogodę nie było nam dane zagrać, a potem koronawirus. Trener każe nam podchodzić do tego na chłodno. Trudno, może to będzie jakiś pozytyw, który po ciężkiej pracy później zaowocuje.

Zmienia wam to wtedy całkowicie plan treningowy? Musicie organizować jakieś gierki, żeby pozostać w rytmie?

Na pewno teraz mamy zupełnie inny plan treningowy niż jakbyśmy grały co tydzień. Teraz gramy co trzy dni i bardziej skupiamy się na regeneracji. Miałyśmy ostatnio do wykonania specjalne rozpiski treningowe, czy to przy tych odwołanych meczach, czy to przy koronawirusie, gdzie miałyśmy mocniejsze treningi. Teraz gdy mamy ten natłok meczów treningi są luźniejsze.

Rozumiem, że ten maraton meczowy, który was czeka ma dwie twarze. Z jednej strony ciężko było się do tego przygotować, a z drugiej w końcu będziecie miały trochę regularnej gry.

No właśnie. Pozytyw jest taki, że będziemy w końcu grać, ale z kolei będzie to bardzo trudny okres. Rozegranie w przeciągu dwóch tygodni pięciu meczów, będzie później obarczone sporym zmęczeniem.

A jakie miałyście cele przed tym sezonem? Domyślam się, że wiele mogło się zmienić w ostatnim czasie, ale jakieś bazowe założenia na pewno miałyście.

Naszym założeniem było osiągnięcie pierwszej szóstki, żeby znowu nie być rozpatrywanym jako zespół do spadku, tylko jako zespół do wyższych celów. Teraz nadal mamy szansę na nawet na 3 miejsce, kwestia tego jak poradzimy sobie w nadchodzących spotkaniach ligowych.

Myślisz, że stać was na coś więcej niż szóste miejsce? Początek sezonu był bardzo obiecujący w waszym wykonaniu. Na pewno zachęciliście tym wiele osób do śledzenia waszych poczynań.

Tak naprawdę skupiamy się na każdym kolejnym meczu. Myślę, że jak w każdym meczu będziemy grać o pełna pulę, jak do tej pory to trzecie miejsce jest w zasięgu. Kwestia tego jaki wpływ długofalowy będzie miała na nas ta przebyta kwarantanna. Czy utrzymamy rytm meczowy, który już i tak utraciłyśmy.

A ty miałaś jakieś indywidualne cele przed sezonem?

Ten sezon dla mnie jest sezonem przejściowym, bo wracam po dwóch latach niegrania i dwóch poważnych kontuzjach. W tym sezonie chciałam dobrze wejść w rozgrywki, a większe cele zostawiłam sobie na przyszły sezon. Teraz zależy mi na dobrym wprowadzeniu po długiej nieobecności. Każda minuta na boisku teraz jest dla mnie najcenniejsza.

Oglądając wasze mecze ciężko dokładnie zdefiniować twoją pozycję. Raz grasz bardziej jako rozgrywająca, raz jako podwieszona napastniczka. Często też dublujesz pozycję tej klasycznej dziewiątki. W jakiej roli ty czujesz się najlepiej?

Najlepiej odnajduje się właśnie chyba na 9/10. Od małego grałam na różnych pozycjach i nigdy nie było to dokładnie sprecyzowane.

Na jakiejś starej stronie AZS-u widziałem nawet, że w miejsce „pozycja” miałaś wpisane obrońca.

Od początku mojej przygody z piłką grałam na boku obrony i byłam bardziej obrończynią. Potem przyszedł trener Piotr (Jagieła – przyp. red.) i ustawił mnie na skrzydle, a teraz po kontuzji okazało się, że gram na 9/10, więc rotacja pozycjami jest bardzo duża w moim przypadku.

Teraz czujesz się najlepiej, kiedy grasz w ofensywie?

Tak, zdecydowanie najlepiej czuje się właśnie z przodu. Kiedy mam więcej zadań ofensywnych.

We Wrocławiu grasz już 6 lat licząc AZS i Śląsk. Po tych dwóch latach przerwy nie myślałaś nad zmianą otoczenia?

Jeszcze za czasów AZS-u miałam takie myśli i były takie dwa okresy, kiedy chciałam odejść. Okazało się jednak, że nie umiem odciąć tej matczynej pępowiny Wrocławia. Mam tutaj rodzinę i przyjaciół, dlatego nie zdecydowałam się jeszcze na taki ruch. Teraz jak jesteśmy pod Śląskiem, jest mi tutaj bardzo dobrze. Nawet nie myślę o jakiejkolwiek zmianie.

Jakbyś oceniła tą zmianę spod herbu AZS-u na Śląsk? Jakie są największe pozytywy?

Ciężko to porównywać. Nie powiem, że w AZS-ie mieliśmy bardzo źle, ale w Śląsku mamy zapewnione chociażby kontrakty, czy jakieś wypłaty. Śląsk jest również bardziej poukładanym klubem pod względem organizacji, marketingu, więcej o nas w mediach, a w AZS-ie ciężko było o coś takiego. Kontuzjowane zawodniczki czasami były wpisywane jako kierowniczki zespołu na niektóre spotkania. Dodawanie relacji na media społecznościowe było zależne od Nas, bo to my to robiłyśmy. W Śląsku każda osoba ma swoją rolę i wykonuje ją jak najlepiej.

Grasz już w piłkę kilka ładnych lat. Widzisz znaczący postęp w piłce nożnej kobiet w Polsce?

Wydaje mi się, że tak chociażby patrząc na pieniądze. Teraz za Puchar Polski zwycięzca dostaje 400 tysięcy złotych, a kiedyś było to 35 tysięcy. Mimo wszystko powoli to idzie do przodu. Nasze mecze można oglądać w publicznej telewizji i najczęściej jeśli takowej transmisji nie ma, zawsze jest dostępna ta klubowa.

Rozmawiał Dominik Szpik 

Pożyczanie pieniędzy przez internet - czy warto?

ZOBACZ też: PNK: Powrócić na zwycięską ścieżkę (ZAPOWIEDŹ)