Aktualności

Statystyki nie kłamią: Lechia Gdańsk

19.11.2020 (10:00) | Karol Bugajski

fot.: Mateusz Porzucek

Lechia w poprzednim sezonie napsuła krwi piłkarzom Vitezslava Lavicki. Jednak jeszcze dłuższa niż ostatni rok jest niemoc wrocławian na bursztynowym stadionie w Gdańsku-Letnicy.



 

Ubiegłoroczne rozgrywki, które przyniosły oddech ulgi po latach nieudanych starań o grupę mistrzowską, mogłyby zakończyć się dla Śląska jeszcze lepszym rezultatem niż 5. miejsce. Na drodze stanął jednak właśnie rywal z Gdańska, z którym zielono-biało-czerwoni w trzech meczach zainkasowali zaledwie dwa punkty (1:1 na wyjeździe oraz 2:2 i 1:2 we Wrocławiu).

Domowa porażka w ostatniej kolejce sezonu była szczególnie kosztowna, bo oznaczała utratę 4. miejsca w końcowej tabeli rzutem na taśmę właśnie na rzecz gdańszczan.

Trwająca seria Śląska bez wygranej z Lechią rozciąga się również na sezon 2018/2019. Wtedy wrocławianie z biało-zielonymi rywalizowali dwukrotnie, jednak również nie potrafili zapisać po swojej stronie kompletu punktów.

Najnowsza historia spotkań z piątkowym rywalem nie jest zatem dla Śląska szczególnie optymistyczna – wygrał tylko w pierwszym z sześciu meczów przeciwko Lechii prowadzonej przez Piotra Stokowca (3:1 we Wrocławiu w kwietniu 2018 roku).

Osobnym rozdziałem najnowszej niemocy zielono-biało-czerwonych w rywalizacji z gdańszczanami jest to, co dzieje się w Trójmieście. W poszukiwaniach ostatniego zwycięstwa Śląska na stadionie Lechii trzeba cofnąć się bowiem aż do października 2014 roku. Wtedy drużyna prowadzona Tadeusza Pawłowskiego wygrała 4:1 po hat-tricku Flavio Paixao (choć on sam pewnie do dziś upierałby się, że strzelił cztery gole).

W kolejnych pięciu grach na terenie najbliższego rywala wrocławianie zainkasowali raptem dwa punkty – promykiem optymizmu może być fakt, że w dwóch ostatnich występach.

ZOBACZ też: REZERWY: Bolesna lekcja futbolu (RELACJA)