Aktualności

Chłodnym okiem: O królowej Śląska i o tym, kto komu psikusa robi

10.08.2009 (16:19) | Adam Osiński
„Polonia bytomska – królowa Śląska” – śpiewają od lat fani drużyny z ulicy Olimpijskiej. Powyższe słowa były jednak dotychczas słabo zakotwiczone w rzeczywistości i jawiły się raczej jako pobożne życzenie. Aż nadszedł sierpień roku 2009.


 

Górnika Zabrze próżno w Ekstraklasie szukać, chorzowski Ruch w obliczu problemów finansowo – kadrowych radzi sobie przeciętnie, a Odra i Piast są bez punktu. Za to z kompletem oczek w czubie tabeli usadowiła się ekipa z Bytomia. Nikt przy zdrowych zmysłach nie postawi nawet drobnych na to, że ta sytuacja utrzyma się dłuższy czas, ale i tak należy przypuszczać, że królową górnośląskich zespołów będzie przynajmniej do końca tego roku właśnie Polonia. Klub notorycznie lekceważony, skazywany co sezon na degradację, z mizernym stadionem i finansami, ze strachem w oczach, gdy zbliża się termin wysłania dokumentów licencyjnych. Ale w piłce liczy się przede wszystkim wynik na boisku (no, może nie w Polsce, jednak „wątek łódzki” zostawiamy tym razem na boku), a na nim bytomscy piłkarze są skuteczniejsi niż działacze za swymi biurkami. Jurij Szatałow z ambitnymi chłopcami przyjedzie już w piątek do Wrocławia, by sprawić kolejnego psikusa.



A psikusów w Ekstraklasie nie brakuje. I niech znajdzie się odważny, który powie, że liga polska jest nieciekawa. W drugiej kolejce co rusz byliśmy świadkami psikusów. Ciekawe jednak, że sprawiali je sobie przeważnie ludzie, którym leży na sercu dobro tego samego klubu. I tak Mariusz Ujek odebrał swojemu trenerowi ochotę do tańców na weselu siostry, Antek Łukasiewicz pokusił się o niespodziankę dla Ivo Vazgeca, Nawotczyński dla Mielcarza, Jasiński dla Ptaka, Pawełek dla Skorży, a Cabaj dla wszystkich fanów swego talentu. Z kolei Paweł Nowak zrobił psikusa tym, którzy zadecydowali o jego nieprzydatności do zespołu Pasów. Ciekawe, jakich psikusów uświadczy Wrocław w piątkowy wieczór? I co najciekawsze: kto komu?