Aktualności

Chłodnym okiem: Z ziemi japońskiej do Polski

24.08.2009 (17:27) | Adam Osiński
Po porażce Śląska w Białymstoku wśród kibiców nasiliły się negatywne głosy dotyczące klubu: jego polityki transferowej, umiejętności piłkarzy, intuicji trenera. Nie chciałbym polemizować z tymi opiniami, lecz zwrócić uwagę na drobny szczegół. Otóż gdyby sędzia Małek odgwizdał rzut karny za faul na Dudku, WKS miałby spore szanse na zdobycz punktową. To wszak nic zaskakującego, bo sędziowanie w Polsce stoi na słabym poziomie. Ale dobrze gwizdać w naszym kraju też można. Tyle że ci, którzy to robią, niekoniecznie muszą być naszymi rodakami.


 

W Lubinie mecz Zagłębia z Ruchem prowadziła trójka sędziowska z Japonii. Główny arbiter, Kenji Ogiya, pokazał dziesięć żółtych i trzy czerwone kartki. Nie mylił się. Panowie piłkarze z naszej ligi, najwyraźniej przyzwyczajeni do tego, że polski sędzia widzi mniej, niemiłosiernie się kopali, łapali niczym w zapasach i bili łokciami. A później robili zdziwione miny, gdy sędzia zapisywał do notesu ich numery. Tymczasem Japończyk robił to, co powinien. Czyli prowadził zawody zgodnie z przepisami gry w piłkę nożną. I nie był w tym przesadnie drobiazgowy, ducha gry czuł. Przypomniał więc grajkom z Lubina i Chorzowa, że wygrywa się umiejętnościami i talentem a nie cwaniactwem i chamstwem.



Być może na Dialog Arenie nauczyli się czegoś piłkarze. Dobrze by jednak było, gdyby odpowiednią naukę wyciągnęli również polscy sędziowie, na czele z Robertem Małkiem. Mogliby brać przykład z Japończyka i spojrzeć jak arbiter z Kraju Kwitnącej Wiśni ustawia się na boisku, jak podejmuje odważne decyzje i pozostaje bezkompromisowy. Oby nie musieli uczyć się przepisów, bo chciałbym wierzyć, że przynajmniej one są przez nich opanowane w stopniu satysfakcjonującym. I oby nauka nie w las poszła, a na polskie murawy. Bo futbol bez dobrych sędziów wypacza sens rywalizacji i rodzi konflikty. Z kolei ściąganie panów z gwizdkiem z zagranicy jest tylko lekiem działającym miejscowo, który całego organizmu nie uleczy.