Chłodnym okiem: Nowak jak Ostrowski?!

10.08.2010 (20:56) | Adam Osiński
Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Nieprawda raz wypowiedziana na wizji przed milionami odbiorców ma chyba nie mniejszą siłę oddziaływania. I utwierdzić w fałszywym przekonaniu może tych, którzy prawdy nie znają lub o niej po prostu nie pamiętają. Nad tematem do premierowego w nowym sezonie tekstu z niniejszego cyklu zastanawiałem się do niedzielnego wieczora. Właśnie wtedy w programie „Szybka Piłka”, emitowanym na Dwójce, redaktor Maciej Iwański udowodnił, że z prawdą jest na bakier.


 

Dawid Nowak pół roku przed końcem kontraktu z GKS-em Bełchatów podpisał umowę z Polonią Warszawa, ważną od 1 stycznia 2011 roku. Napastnik został więc za karę odesłany do zespołu Młodej Ekstraklasy. Właściciel Czarnych Koszul, Józef Wojciechowski, chciał napastnika ściągnąć na Konwiktorską już tego lata. Oferta w wysokości 200 tysięcy euro została jednak przez bełchatowian odrzucona. Na przekór logice, gdyż dotychczasowy pracodawca Nowaka nic na nim nie zarobi i nie skorzysta sportowo, a jakby tego było mało, musi mu co miesiąc płacić pensję, przecież niemałą.

Jak to komentuje Iwański? Oto jego słowa: Co to za zwyczaje, komu to służy? Tak potraktowano kiedyś Krzysztofa Ostrowskiego w Śląsku Wrocław i to praktycznie złamało jego karierę.

Redaktor najwyraźniej zapomniał, że Ostrowski do Legii trafił właśnie wtedy, kiedy chciał, a zesłanie go do rezerw było po prostu taktyką klubu z Oporowskiej, wymuszającą na warszawianach wykup zawodnika. No bo skoro go chcą i podpisują kontrakt, to chyba mogą zapłacić parę groszy, by mieć go pół roku wcześniej. Tak też się stało. I to dwukrotnie, bo sytuacja powtórzyła się z Januszem Gancarczykiem. Jeśli ktoś złamał karierę (czy to odpowiednie słowo?) Ostrowskiemu, to zrobił to Ostrowski, i nikt więcej.