Aktualności

Nakładką: Puchar pobocza

25.08.2010 (17:02) | Michał Zachodny
Nawet nie patrząc przez pryzmat ostatnich występów Śląska Wrocław w Pucharze Polski, trzeba sobie powiedzieć, że te rozgrywki są traktowane przez zdecydowaną większość po macoszemu. Czy jest to wina klubów, które nie dostrzegają, że to najłatwiejsza droga do europejskich pucharów? Czy pokazuje to jak słabymi kadrami dysponują trenerzy, często wystawiając dublerów ze słabszymi rywalami i doznając kompromitacji? Czy może jest to wina Polskiego Związku Piłki Nożnej, który po prostu serwuje nam danie wybitnie niestrawne pod nazwą Pucharu Polski?


 

Tak – kluby i trenerzy lekceważą same rozgrywki i rywali wystawiając rezerwy, nie zwracając większej uwagi na wyniki swojego klubu w Pucharze Polski. To ich głupota, ale nie ich wina, ponieważ jej zdecydowana większość, choćby liczonej w procentach!, leży po stronie biernego Związku, który robi wszystko by Turniej Tysiąca Drużyn (taka ładna nazwa…) stał się w okresie rozwiniętego marketingu sportowego tworem hermetycznie zamkniętym na jakikolwiek powiew świeżości.



Oskarżam więc PZPN, pomijając ich wszystkie oczywiste zaniedbania dotyczące szkolenia, reprezentacji, samej działalności związku (czyli sprawy ważniejsze), o celowe (?) niszczenie rangi Pucharu Polski, doprowadzanie do kompletnego upadku zainteresowania tymi rozgrywkami. Jasne, pewnie na Miodowej zacierają ręce, że po ostatnim sponsorze (firmie Remes) przychodzi następny (Biedronka), nie zniechęcony znikomą medialnością PP, a także przeszkodami jakie sam Związek rzucał poprzednim dobroczyńcom w ratowaniu skostniałego systemu rozgrywek.



Nie rzucam oskarżeń bo tak jest najłatwiej, nie szukam wad bo brakuje mi rozwiązań i pomysłów. Przedstawić się mogę jako człowiek, który już lata temu zakochał się w magii Pucharu Anglii i śledzi te rozgrywki od najwcześniejszych rund, fascynuje się sensacjami i emocjami od meczu amatorów do samego wielkiego finału na Wembley. Jestem także zwolennikiem uczenia się od najlepszych, a skoro właśnie ten krajowy puchar (mimo swoich problemów o których w Anglii ostatnimi czasy głośno) jest stawiany przez wielu za wzór, to na jego podstawie przygotowałem kilka prostych pomysłów by ranga Pucharu Polski się podniosła.



Absurdem jest to, że Puchar Polski trwa… dwa sezony. By ktokolwiek mógł wydobyć się z okręgu na krajowe ‘salony’ musi przez rok uparcie grać z zespołami z niższych lig, w niedogodnych terminach, przysłonięty zainteresowaniem (choć i tak niewielkim) mediów rozgrywkami na szczeblu ogólnopolskim. To ani nie służy małym klubom, które muszą grać z jeszcze mniejszymi, ani medialności rozgrywek. Dlaczego? Ludzie oczekują nieznanych historii, chcą scenariuszy walki ‘Dawida z Goliatem’, pragną wpadek lepszych, bogatszych. Niech rundy eliminacji odbywają się na szczeblu regionalnym, ale trwają dwie-trzy rundy, potem dołączają kolejne ligi, tak coraz wyżej, aż pod koniec roku zagrają wreszcie najlepsi. Nie odcina to drogi najmniejszym, raczej daje im szansę na wybicie się, przy korzystnym losowaniu grę z zespołami z lig o kilka szczebli rozgrywkowych wyżej.



Absurdem jest to, że Puchar Polski jest rozgrywany w środku tygodnia. Wszyscy narzekamy, że tak mało jest tygodni, weekendów w które grają profesjonalne zespoły w naszym kraju, szukamy sztucznego sposobu na wydłużenie piłkarskiego roku (Pucharze Ligi wróć!), a PZPN tylko patrzy i rzuca meczami na wtorek, środę, pewnie nawet uśmiechając się pod nosem. Czemu? Po co? Przecież w weekend na pewno przyjdzie więcej osób na spotkania, a brak rozgrywek ligowych w te dni nada tym spotkaniom większą rangę. Niech konkretne daty, weekendy!, staną się już standardowo dniami kojarzonymi tylko i wyłącznie z Pucharem Polski – więcej kibiców, nawet potencjalnie niezainteresowanych, zwróci na niego uwagę. Może nie tylko kibice, ale i telewizja. Wiemy, że publiczna ma sport w głębokim poważaniu, ale zrzucenie terminów spotkań na dni wolne zainteresowałoby inne media, które potrafią porządnie mecze transmitować.



Oczywiście, już same te dwie zmiany pewnie spotkały by się z protestem tuzina starszych trenerów. W głowie mam słowa krzyczące z gazet, obok siwowłosej podobizny szkoleniowca, który ostatnio trenował zespół jak ja pakowałem zeszyty do tornistra. Powiedziałby on: ‘Co za absurd, jakie to by dało efekty, liga nie może mieć przerwy, nie jesteśmy gotowi, kiedy sezon się skończy…’. Pewnie by mógł tak wyliczać słabe strony bez końca.



Ja jednak odnoszę wrażenie, że PZPN robi wszystko by swoje działania na rzecz Pucharu Polski ograniczyć do niezbędnego minimum – znajdźmy sponsora, to przynajmniej sami nie będziemy musieli płacić. Zróbmy z finału fajne widowisko na przyzwoitym neutralnym stadionie to zatrzemy fatalne wrażenie po reszcie rozgrywek, które przeszły bez echa w piłkarskim światku.



Polski Związek Piłki Nożnej nie tyle nie zdaje sobie sprawy z problemów jakie targają Pucharem Polski. Oni doskonale wiedzą, że wystarczyłoby jedno posiedzenie w Bardzo Drogim Hotelu, dwa dni, które przeznaczyliby na podjęcie jakichkolwiek decyzji obok jedzenia, picia i innych rozrywek z jakich są znani. Niczego by nie stracili, a ile ten nasz zapomniany, zahukany, niepotrzebny (?) Turniej Tysiąca Drużyn zyskał…

źródło: własne