Aktualności

Łódzka kompromitacja

18.09.2010 (18:54) | Michał Zachodny
Coraz więcej pytań pod adresem Ryszarda Tarasiewicza i jego autorskiego projektu drużyny Śląska Wrocław po fatalnej porażce z Widzewem w Łodzi. Choć pierwszego gola podarował gospodarzom sędzia spotkania to kolejne były już wynikiem kompromitującej postawy całej defensywy, wyłączając z tego grona desperacko broniącego Kelemena. Spóźnione zmiany, niewykorzystane sytuacje i brak pomysłu spowodowały, że Śląsk odniósł najwyższą porażkę w lidze od ładnych paru lat.


 

Przed meczem, mimo trzech kolejnych porażek w lidze trener Śląska Wrocław, Ryszard Tarasiewicz nie zapowiadał rewolucji w składzie. Na trudny mecz wyjazdowy z Widzewem Łódź dokonał zmian stosunkowo niewielkich – do pierwszego składu przebili się Mariusz Pawelec (za Fojuta) i Łukasz Madej (za Sobotę). Po kontuzjach w obu zespołach znów wystąpili napastnicy, Marcin Robak u gospodarzy tego pojedynku oraz Vuk Sotirović w barwach Ślaska.



Goscie lepiej rozpoczęli to spotkanie, a Maciej Mielcarz musiał interweniować już po kilkudziesięciu sekundach gdy Sebastian Mila uderzył mocno i celnie zza pola karnego. Golkiper gospodarzy sparował jego strzał na rzut rożny. Napór Śląska trwał dziesięć minut i choć sytuacje nie były klarowne to trener Widzewa, Andrzej Kretek był wyraźnie podenerwowany.



Wtedy do ataków przystąpili gospodarze i mieli kilka sytuacji wykorzystując niepewne interwencje obrońców Śląska i niecelne podania pomocników, zwłaszcza Sebastiana Mili i Przemysława Kaźmierczaka. Jednak dobrze broniący Kelemen nie miał problemów z obroną strzałów Sernasa i Robaka. Niestety w 27. minucie sędzia tego spotkania, Sebastian Jarzębak skompromitował się dyktując rzut karny dla Widzewa za domniemany faul Spahicia na Sernasie. Domniemany, ponieważ kontaktu nie było żadnego, napastnik gospodarzy położył się sporo po fakcie, a i decyzję arbiter podjął po kilku sekundach zastanawiania się. Z jedenastu metrów swojej szansy nie zmarnował Marcin Robak, zdobywając także pierwszego gola dla Widzewa w tym sezonie, którego nie strzelił… Sernas.



Wściekli piłkarze Śląska ruszyli do ataków, gdy Ryszard Tarasiewicz beształ sędziego technicznego za kompromitujący błąd jego kolegi, który biegał z gwizdkiem po murawie. Na szczęście odpowiedzią nie była bezsilna frustracja, ale ładna gra i groźne ataki, a zaledwie cztery minuty na wyrównanie czekali liczni i głośni kibice Śląska. Z lewego skrzydła dośrodkował Kaźmierczak, Lisowski spóźnił się z powrotem za Ćwielongiem, a pomocnik gości pięknym wolejem wpakował piłkę do siatki. To jednak nie sprawiło, że Tarasiewicz zapomniał o decyzji sędziego Jarzębaka – jeszcze głośniej krytykując pracę arbitra i w momencie odgwizdania końca pierwszej połowy, ruszył do niego starając się wyjaśnić kontrowersyjną jedenastkę dla Widzewa.



Niestety drugą połowę to Widzew zaczął dużo lepiej i bierną postawę obrońców starał się wykorzystać Robak. Za pierwszym razem Keleman nie dał mu powodów do radości, ale w kolejnej sytuacji golkiper Śląska był bez szans i snajper gospodarzy znów wpisał się na listę strzelców. Fatalnie zachowali się środkowi defensorzy ekipy Tarasiewicza, którzy negatywnie zaskoczyli swoim złym ustawieniem i powolną reakcją. Znów jednak tylko chwilę zajęło gościom otrząśnięcie się po straconej bramce, jednak Diaz choć próbował trzy razy to dwukrotnie powstrzymał go Mielcarz, a raz strzał Argentyńczyka zatrzymał się na słupku.



Kolejną akcję przeprowadził Madej, minął kilku rywali i zagrał na prawo do Ćwielonga. Strzelec bramki dla Śląska dośrodkował, Sotirović uderzył piłkę głową ale futbolówka poleciała prosto w rękawice Mielcarza. Na tym etapie goście mieli ogromną przewagę, raz po raz zagrażając bramce Widzewa. Dobrze grał Kaźmierczak, aktywni byli Madej z Ćwielongiem, a Diaz sprawiał wiele problemów rywalom. Gospodarze starali się odgryzać kontrami, a po jednej z nich Oziębała mocno uderzył pod poprzeczkę i znów błysk geniuszu bramkarskiego Kelemena uratował Śląsk.



Defensywa Śląska nie wyciągała wniosków z kolejnych szybkich akcji Widzewa, formacje gości były rozciągnięte na całej długości boiska co tylko ułatwiało ataki gospodarzom. Fatalny błąd Spahicia spowodował, że piłkę przejął Panka, rozegrał piłkę z Sernasem i ten ostatni nie dał szans z szesnastu metrów Słowakowi w bramce Śląska. Ofensywnie goscie prezentowali się nieźle, choć należałoby wymagać większej skuteczności, ale błędy popełniane w defensywie spowodowały, że w 73. minucie kibice gospodarzy cieszyli się z czwartej bramki. Sernas został pozostawiony sam sobie przez Spahicia, który pomylił się próbując przeciąć dośrodkowanie, piłka trafiła do Litwina i napastnik łatwo wykorzystał tę sytuację.



Na kwadrans przed końcem na boisku pojawił się Sobota, ale można było odnieść wrażenie, że ta zmiana jest mocno spóźniona, a szanse Śląska na odrobienie tak dużych strat były żadne. Co więcej, Śląsk stanął w miejscu, piłkarze całkowicie się poddali i Widzew to wykorzystywał. Sernas zagrał na lewo do Grzelczaka, który wystawił Robakowi piłkę na pustą bramkę i piąty gol gospodarzy stał się faktem. Na osiem minut przed końcem twarz Śląskowi próbował uratować Celeban, ale Mielcarz popisał się efektowną paradą parując jego uderzenie. Ta sztuka udała się Sobocie, który uderzył z 25. metrów, a piłka po rykoszecie wpadła do siatki nad zdezorientowanym golkiperem gospodarzy.



Jednak fatalna postawa obrony nie powinna przysłonić bardzo prostych błędów w taktyce Śląska Wrocław. Brak jakiejkolwiek współpracy między liniami, delikatna gra w odbiorze, powolny powrót na własną pozycję… drużyna Tarasiewicza istniała tylko gdy miała piłkę przy nodze. Decyzje dotyczące drużyny i przyszłości Śląska muszą zapaść jak najszybciej – czasu na dalsze popełnianie takich błędów jak tych w Łodzi jest już naprawdę niewiele.



Widzew Łódź 5-2 (1-1) Śląsk Wrocław



Strzelcy: Robak (28’ karny, 48’, 76’), Sernas (70’, 73’)– Ćwielong (32’), Sobota 88’



Widzew Łódź
: Mielcarz – Broź, Ukah, Szymanek, Dudu – Oziębała (64’ Grischok), Pinheiro, Panka, Lisowski (46’ Grzelczak) - Sernas, Robak (87’ Grzeszczyk)



Śląsk Wrocław: Kelemen - Celeban, Pawelec, Spahić, Wołczek – Ćwielong (75’ Sobota), Kaźmierczak, Mila, Madej (82’ Gancarczyk) - Diaz, Sotirović



Sędzia: Sebastian Jarzębak



Widzów: 9000



źródło: własne