Aktualności

Nudny remis w Krakowie

01.10.2010 (22:00) | Michał Zachodny
Śląsk Wrocław przyjechał na odnowiony stadion Wisły z jednym celem i go zrealizował. Trener Lenczyk ustawił zespół defensywnie, ale ciężko było się spodziewać innego usposobienia drużyny, którą miał zaledwie od czterech dni. Wisła z kolei potwierdziła, że jeszcze wiele czasu minie zanim zespół Maaskanta wyjdzie na murawę zgrany i prezentujący futbol jakiego oczekują przy Reymonta.


 

Wszyscy zastanawiali się jak Orest Lenczyk zmieni oblicze zespołu po tym jak przejął drużynę zaledwie na cztery dni przed meczem w Krakowie. Trener słusznie wskazał na obronę jako najsłabszy punkt Śląska Wrocław w siedmiu pierwszych kolejkach Ekstraklasy. Okazało się, że sposobem nowego szkoleniowca było… stworzenie tłoku przed polem karnym Mariana Kelemena i wystawił aż sześciu nominalnych obrońców, a tylko trzech piłkarzy bardziej ofensywnych. Zmiana ustawienia na 4-3-1-2 była widoczna w pierwszych minutach spotkania, gdy goście mieli poważne problemy ze zorganizowaniem swojej gry w defensywie.



Jednak Wisła także nie miała większego pomysłu na rozmontowanie coraz szczelniejszej obrony Śląska i swoje szansa w pierwszej połowie ograniczyła raczej do tych, które zawdzięczali pomyłkom rywali. Znów słabo zagrał Krzysztof Wołczek, choć aktywny to jednak tracący piłki na potęgę i wikłający się w niepotrzebne rajdy z futbolówką przy nodze. Chwil w których to Śląsk rozgrywał piłkę było naprawdę niewiele ale można było zauważyć przynajmniej próby małej gry w wykonaniu Ćwielonga, Mili i Diaza. Jedną z najlepszych sytuacji w pierwszej połowie miał ten pierwszy, ale jego uderzenie w ostatniej chwili zablokował Bunoza. Najlepszą okazję gospodarze stworzyli po dobrym rozegraniu piłki na prawej stronie, a w końcowej fazie akcji dotarła ona do Boukhariego, który uderzył mocno, ale prosto w Kelemena.



Pierwsza połowa jednak rozczarowała, tempo było powolne, a zdenerwowany trener Wisły, Robert Maaskant widząc nieporadność swojego zespołu w ataku pozycyjnym zdecydował się na dwie zmiany. Na boisku po przerwie pojawił się Kirm i Jirsak, ale nie zmieniło to obrazu gry. Wisła nadal atakowała, ale popełniała wiele prostych i niewymuszonych błędów w rozegraniu, które były wodą na młyn defensywnie nastawionego Śląska. Były próby kontrataków ze strony podopiecznych Oresta Lenczyka, ale goście wychodzili zbyt małą liczbą zawodników by zagrozić bramce Pawełka.



Po godzinie gry Śląsk zaatakował wreszcie całą drużyną, obrona podeszła wysoko pod linię środkową i mogło się to skończyć bramką dla… Wisły. Prosta strata w ofensywie, szybka akcja Wisły, błąd w polu karnym Celebana i po słabym wybiciu Fojuta piłka trafiła do Kirma, ale jego plasowane uderzenie w dobrym stylu sparował Kelemen. Po chwili bardzo aktywny Paljić strzelił z dystansu, jednak piłka przeleciała obok bramki Śląska Wrocław. Kompletnie bezrobotny był do tej pory w drugiej połowie Mariusz Pawełek, golkiper gospodarzy, a wyjścia rywali z własnej połowy można było policzyć na palcach jednej ręki.



Dobrą zmianę dał Łukasz Gikiewicz, ale poza wygranymi pojedynkami w powietrzu nie mógł się doczekać celnego podania, zwłaszcza od Piotra Ćwielonga, który zmęczony popełniał coraz więcej błędów. Wisła próbowała rozbić defensywę Śląska długim rozgrywaniem piłki i dośrodkowaniami, ale większość z nich przelatywała przez pole karne Kelemena lub była wybijana przez stoperów gości. Refleks własnego bramkarza chciał na kwadrans przed końcem sprawdzić Amir Spahić, którego podanie do tyłu było mocno ryzykowne, choć szybkim i dalekim wybiciem zagrożenie oddalił słowacki golkiper.



Lenczyk dokonał kolejnej zmiany i na boisku pojawił się Sobota za zmęczonego Ćwielonga, ale niewiele to wniosło do gry ofensywnej Śląska. Wisła nie pokazywała nic co by świadczyło o różnicy w klasie między jedną a drugą drużyną, może poza przygotowaniem fizycznym. Gdy piłkarze Maaskanta mieli w ostatnich minutach wciąż siły na kilka przyspieszeń, tak widać było, że kilku zawodników Lenczyka miało problemy z nadążaniem za akcją przenoszącą się z lewej na prawą stronę. Cztery minuty przed końcem meczu efektowną, indywidualną akcję przeprowadził Sobota, wpadł w pole karne i odegrał na jedenasty metr, ale Gikiewicz nie pobiegł za akcją i obrona Wisły opanowała sytuację.



Ostatnie minuty jednak należały do Wisły, ale gdy do jednego z kilkudziesięciu dośrodkowań doszedł Brożek, to jego uderzenie wylądowało w rękawicach Kelemena. Remis jest wynikiem sprawiedliwym, ale zupełnie co innego oznaczał dla Śląska i dla Wisły. Goscie wyglądali na lepiej zorganizowanych w defensywie, ale nie istnieli w ofensywie, choć przynajmniej przerwali serię pięciu przegranych spotkań. Za to gospodarze są drużyną w budowie jednak wobec takiej presji kibiców, przejawiającej się gwizdami po zakończeniu meczu, zwycięstwo było im bardzo, bardzo potrzebne. Dzięki solidnej obronie Śląska Wrocław, wciąż jest.



Wisła Kraków 0-0 (0-0) Śląsk Wrocław



Wisła Kraków: Pawełek - Branco, Bunoza, Kowalski,Paljić - Boukhari (46\\\' Kirm), Sobolewski, Wilk (46\\\' Jirsak) - Paweł Brożek, Małecki, Żurawski (78’ Boguski)



Śląsk Wrocław: Kelemen - Wołczek, Fojut, Celeban, Spahić - Socha, Sztylka, Kaźmierczak, Mila - Diaz (58\\\' Gikiewicz), Ćwielong (76’ Sobota)