Chłodnym okiem: Nowa czołówka

04.10.2010 (19:39) | Adam Osiński
Sytuacja w lidze nie wróci do normy – stwierdził trzy tygodnie temu Sebastian Mila. Miał rację. Zmianę warty, którą zdążyłem już tutaj obwieścić, potwierdziła ostatnia kolejka. Czołówka solidarnie wygrała. Tyle że dziś tworzą ją kluby na dorobku, bez żadnego tytułu w historii. Ile minie czasu, zanim przeciwko Lechowi, Legii czy Wiśle rywale znowu zaczną grać na miękkich nogach? Na razie nikt przed nimi nie pęka, wręcz przeciwnie. Dlaczego by nie pojechać na Łazienkowską i w ramach podnoszenia morale pobawić się z gospodarzami w dziadka?


 

Śląskowi tak przyjemnie jak braciom z Gdańska nie było, ale swoje przedostatnia drużyna ligi w Krakowie zrobiła. Połowa rundy za nami, a Robert Maaskant przyznaje, że na zbudowanie pod Wawelem kolektywu potrzebuje czasu. Z sukcesem w bieżącym sezonie może już nie zdążyć, a w przypadku Macieja Skorży odpada „może”. Szanse wkroczenia na właściwe tory ma jeszcze poznańska lokomotywa. Lechitom daję najwięcej szans, co jednak jeśli gra w pucharach da im się tak we znaki, że na odrabianie strat będzie za późno?



Korona koronowana nie będzie, bo jest za bardzo uzależniona od jednego gracza. Pamiętamy, jak to było rok temu. Ruch do końca chciał walczyć, lecz gdy tylko niezawodny „Wtorek” wypadał ze składu, zespół nie wygrywał. Akcenty lepiej rozłożone są w Bełchatowie. Domek z kart ułożony przez Ulatowskiego wcale się nie rozpadł, jak myślano w przerwie letniej. Mało tego, Bełchatów jest silniejszy niż na początku. Do zespołu powrócił Dawid Nowak, a wczoraj objawił się Marcus da Silva. W tym sezonie nie będzie liderów, którzy oderwą się od reszty – emocje i walka do końca gwarantowane.