Aktualności

Chłodnym okiem: Wietrzenie składu

19.10.2010 (19:20) | Adam Osiński
Odejście takich asów jak David Villa i jego imiennik Silva nie zaszkodziło Valencii, wręcz przeciwnie – ożywczo podziałało na grę tego zespołu. Co zresztą może dziwić, mówimy przecież o świetnych piłkarzach, prawdziwych liderach. Ot, po prostu – przewietrzenie składu zapobiega stagnacji. Hiszpanie byli akurat zmuszeni odsprzedać swoje gwiazdy, a i tak wyszli na plus. Gdzieniegdzie dochodzi jednak do sytuacji, w której kopacze trwają w jednym klubie, niebiednym dodajmy, i choć wciąż zawodzą, to wciąż się im ufa.



 

Do kogo piję? Idea napisania tych słów narodziła się podczas obserwacji meczu Cracovia – Ruch. Marcin Cabaj, Piotr Polczak, Marek Wasiluk. Nie wiadomo, czy ich ganić czy im współczuć. Bo albo popełnią gafę wynikającą z braku umiejętności, albo spotyka ich niefart. Całą trójka to gracze pechowi, zgromadzeni w jednym klubie działają na jego zgubę. Powiewem świeżości miało być sprowadzenie Jarabicy, ale obserwując Słowaka zastanawiam się, czy nieszczęście Pasów nie liczy obecnie czterech piłkarzy.



Bo wietrzyć trzeba tak, by się nie przeziębić. A gorączkowo zrobiło się już nie tylko w Cracovii, ale i w kilku innych klubach, które wartę zmieniają z mniejszym powodzeniem niż w Walencji. W Polsce jednak wciąż brakuje profesjonalizmu: kadry zespołów uzupełniane są z łapanki, już w trakcie sezonu, bo nagle okazuje się, że nie ma kim grać. Na tym tle pozytywnie zaskakuje Jagiellonia, dla mnie kandydat nr 1 do mistrzostwa. Mamy Latę, Burkhardta, Kupisza, Kascelana, Grzyba, Hermesa. Fajnie, to może ściągniemy jeszcze Francka Leopolda Essombę? Kto widział akcję Kameruńczyka w meczu z Zagłębiem, wie o co chodzi.