Aktualności

Derby dla Śląska

30.10.2010 (22:25) | Jacek Wójcik
Zła passa przerwana. Po ośmiu meczach bez zwycięstwa Śląsk wygrał przy Oporowskiej w derbach Dolnego Śląska. Trudno wyobrazić sobie lepszy moment na przełamanie dla wrocławskiego zespołu. Śląsk po świetnej grze pokonał Zagłębie 3:1, nie pozostawiając rywalom żadnych złudzeń. Wrocławianie przeważali wyraźnie na boisku, co nie ulega wątpliwości – to nie było przypadkowe zwycięstwo. Najbardziej cieszy fakt, że piłkarze Śląska wyciągnęli wnioski z ostatnich spotkań i poprawili skuteczność pod bramką przeciwnika.


 

Gospodarze imponowali dziś w ofensywie, ale i defensywa nie powinna mieć sobie nic do zarzucenia. Zagłębie nie było w stanie w pierwszej połowie skonstruować ani jednej ciekawej akcji w ataku. Jedyne okazje lubinianie tworzyli kontratakując, ale i to nie przyniosło goli.



Śląsk od pierwszych niemal sekund doskoczył do rywali i za wszelką cenę chciał jak najszybciej wyjść na prowadzenie. Od początku bardzo aktywny był Łukasz Gikiewicz, który pierwszy raz w lidze w tym sezonie wybiegł w podstawowej jedenastce. Nie można nie pochwalić też Waldemara Soboty, Vuka Sotirovicia i Sebastiana Mili, którzy również byli dobrze dysponowani w ofensywie.



Przewagę Śląsk udokumentował już w 22. minucie. Sebastian Mila zrobił to, co potrafi najlepiej. Kapitan Śląska dośrodkował piłkę z rzutu wolnego prosto na głowę Przemysława Kaźmierczaka, a ten bez problemu skierował ją do siatki. Kilka minut później po drugiej stronie boiska doskonałą interwencją popisał się Marian Kelemen, który wyciągnął się jak struna, by obronić strzał Wojciecha Kędziory z kilku metrów.



Wrocławianie jeszcze przed przerwą mogli podwyższyć prowadzenie. Sobota wbiegł w pole karne i zagrał do Sotirovicia, a Serb strzelił, ale prosto w ręce Bojana Isailovicia.



Na samym początku drugiej połowy Zagłębie próbowało odrobić bramkową stratę. Z rzutu wolnego piłkę dośrodkował Dawid Plizga, a głową uderzał Sergio, lecz skutecznie interweniował Kelemen. Odpowiedź wrocławian była natychmiastowa. Minutę później Przemysław Kaźmierczak popisał się ładnym, długim podaniem do Vuka Sotirovicia, wypuszczając Serba sam na sam z Isailoviciem. Temu nie pozostało nic innego jak zdobyć gola. 2:0 to bardzo korzystny wynik, ale Śląsk nie zamierzał na tym poprzestać. Wrocławianie niesieni fantastycznym dopingiem dążyli do jak najwyższego zwycięstwa. Nikt na trybunach nie wątpił już kto ten mecz zwycięży.



Strzelił Kaźmierczak, strzelił Sotirović, gola bardzo chciał zdobyć również Sebastian Mila. Pomocnik Śląska bardzo się starał, ale piłka nie mogła wpaść do siatki. 20 minut przed końcem Mila wbiegł z piłką w pole karne „Miedziowych”, minął obrońcę i strzelił w kierunku bramki Isailovicia, ale futbolówka trafiła w słupek. W 75. minucie tuż przed polem karnym gości padł faulowany Sobota. Do piłki podszedł, rzecz jasna, kapitan Śląska. Mila uderzył bezpośrednio na bramkę. Piłka najpierw odbiła się od jednego słupka, potem od drugiego i w końcu do siatki wpakował ją Remigiusz Jezierski. Po tym golu wszystko było jasne – 24. derby Dolnego Śląska zwycięży WKS. Podopieczni trenera Lenczyka chyba poczuli się nieco swobodniej, bo trzy minuty po tej bramce pozwolili, aby Przemysław Kocot pokonał strzałem z 25 metrów Mariana Kelemena. Ten piękny gol Zagłębia to jedyny pozytyw dla lubinian z tego meczu.



Śląsk w końcówce nie dał się zepchnąć do defensywy i nie starał się tylko bronić prowadzenia. Wrocławianie nie dali sobie wyrwać trzech punktów, dzięki czemu kibice doczekali się pierwszego zwycięstwa w tym sezonie przy Oporowskiej. Jedyne, co może martwić po tym spotkaniu, to żółta kartka, którą ukarany został Amir Spahić. Było to jego czwarte indywidualne upomnienie w tej rundzie i w efekcie Bośniaka czeka pauza w meczu z Bełchatowem.