Aktualności

Chłodnym okiem: Fachowiec pod Wawelem

01.11.2010 (20:06) | Adam Osiński
Zamienił stryjek siekierkę na kijek? Ja twierdzę, że Jurij Szatałow dobrze trafił. Jeśli nie uratuje Cracovii przed spadkiem, umyje rączki i – jak dla mnie – zrobi słusznie. Sytuacja Pasów jest beznadziejna. Dystans do rywali powiększa się, a za miesiąc powinno być nawet gorzej – terminarz do końca rundy sprzymierzeńcem Cracovii nie jest. Nie trzeba go zresztą dogłębnie studiować – dla drużyny, która przegrywa u siebie z Polonią Bytom, nie ma optymistycznej konfiguracji. Skąd więc myśl, że Szatałow przeprowadzki do Krakowa nie pożałuje? Jeśli jego misja niemożliwa powiedzie się, zostanie bohaterem.


 

Z bytomskiej Polonii wycisnął wszystko, co mógł. Nauczył piłkarzy grać piłką – efektywnie, czasem nawet efektownie. I jakby wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo głowę tak wysoko podniósł biedny klub. Składając klocki co rundę, łatwo o fałszywy ruch, który budowlę zburzy. Ale w pewnych rękach Szatałowa nic takiego się nie stało. Dopiero tej jesieni nastąpił mały przechył, który spowodował, że atmosfera wokół trenera zaczęła gęstnieć. Stracił poparcie. Gdy Śląsk grał w Bytomiu, widziałem (i słyszałem) rozczarowanie byłych piłkarzy, pracowników, a nawet zgrzyty na linii Szatałow – dziennikarze. Polonia faktycznie grała słabiutko, a jednak o kilka punktów bogatą Cracovię wyprzedza. No i Śląsk też.



W Krakowie zostanie przyjęty z nadzieją. Zastanie lepszą organizację i niezłych grajków, których trzeba obudzić i na boisku ustawić. Jeśli Pasy na wiosnę zaczną grać lepiej i gromadzić punkty, a mimo to z ligi spadną na skutek strat z jesieni, to prezes Filipiak pochopnej decyzji podejmować nie powinien. Bo zatrudnił fachowca.