Górnik rozgromiony

13.11.2010 (18:48) | Patryk Reński
Śląsk pod wodzą trenera Lenczyka nie przegrywa. Wrocławianie pokazali dziś klasę gromiąc Górnik Zabrze aż 4:0! Gospodarze zdominowali rywali, oddając w kierunku ich bramki łącznie 30 strzałów.


 

Przed tygodniem Śląsk pokonał trzecią siłę ekstraklasy, dziś wygrał z piątym w tabeli Górnikiem Zabrze. Piłkarze z Oporowskiej od pierwszej do ostatniej minuty dyktowali tempo meczu. Sam wynik doskonale odzwierciedla sytuacje na boisku. Śląsk był dziś nie do zatrzymania.



Wrocławianie świetnie zaczęli mecz. WKS mógł objąć prowadzenie już w 4. minucie, kiedy po fatalnym błędzie Adama Banasia piłka trafiła do Sebastiana Mili ustawionego w polu karnym. Kapitan Śląska strzelił w kierunku bramki, ale piłka trafiła w słupek.



Co się odwlecze, to nie uciecze. Piłka zatrzepotała w siatce Górnika pierwszy raz już w 10. minucie. Zabrzanie robili wszystko, aby rywale nie trafili, ale po dwóch nieudanych próbach strzału Sztylki i Celebana, gola udało się zdobyć Przemysławowi Kaźmierczakowi, który celnie uderzył z kilku metrów.



Po niespełna dwudziestu minutach Śląsk prowadził już 2:0, a tym razem na listę strzelców wpisał się Vuk Sotirović. Serb jednak wiele przy tym golu zawdzięcza Waldemarowi Sobocie, który najpierw odebrał piłkę na własnej połowie, a potem zainicjował akcję i świetnie wypuścił dokładnym podaniem Serba, który uderzył tuż obok interweniującego Sebastiana Nowaka.



Górnik pierwszy strzał oddał dopiero w 27. minucie meczu. Na bramkę Mariana Kelemena uderzał Jacek Magiera, ale trafił prosto w golkipera gospodarzy. Jak się okazało, w pierwszej połowie goście nie potrafili już zagrozić rywalom.



W 31. minucie prowadzenie powinien podwyższyć Przemysław Kaźmierczak, który strzelał głową z kilku metrów. Ta sytuacja kolejny raz potwierdziła, że zabrzanie mają ogromny problem w defensywie przy stałych fragmentach gry.



Już na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy trener Adam Nawałka musiał dokonać drugiej zmiany w swoim zespole. Najpierw po siedmiu minutach gry z powodu kontuzji musiał zejść Michał Bemben, a potem konieczna była zmiana za narzekającego na uraz Adama Banasia. Górnik bardzo szybko pozbył się zatem dwóch podstawowych defensorów.



W pierwszej połowie wydawało się, że do Wrocławia nie przyjechała piąta drużyna Ekstraklasy, a pierwszoligowy przeciętniak, który nie potrafi zatrzymać żadnej akcji Śląska. Zabrzanie w bardzo prosty sposób tracili piłkę w środku pola, co dawało szansę rywalowi na szybką kontrę. Swoją drogą podopieczni trenera Oresta Lenczyka bardzo mądrze ustawiali się i przesuwali w obronie, co ułatwiło skuteczny odbiór.



Tuż po przerwie Górnik przeprowadził bardzo groźną akcję i wydawało się, że goście zdobędą kontaktowego gola, ale Kelemen uprzedził w polu karnym wbiegającego Marcina Wodeckiego. Chwilę potem Śląsk mógł ukarać przyjezdnych po raz kolejny, gdy w doskonałej sytuacji tuż przed bramką Nowaka znalazł się...Piotr Celeban. Stoper WKS-u strzelił jednak prosto w golkipera zabrzan.



Przerwa Górnikowi nie pomogła, bo Śląsk nadal z łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich, a każdy niemal stały fragment gry stanowił poważne zagrożenie w polu karnym zabrzan.



Najpoważniej goście zagrozili bramce wrocławian kilkanaście minut przed końcem meczu, kiedy Kelemena do interwencji zmusił Tomasz Zahorski. Napastnik Górnika zdecydował się na strzał z dalekiej odległości, a golkiper Śląska z trudem wybił piłkę na rzut rożny.



Groźnie pod bramką gospodarzy było w 55. minucie, kiedy o mały włos w polu karnym pomylił się niepilnowany Aleksander Kwiek, strzelając tuż obok słupka. W drugiej połowie podopieczni trenera Nawałki byli wręcz drużyną nieobliczalną. Raz nie potrafili wyjść z piłką z własnej połowy, aby za chwilę przeprowadzić kontrę, którą, przy odrobinie lepszej skuteczności, powinni zamienić na gola.



2:0 to nie był koniec goli. Bohaterem ostatnich minut okazał się Piotr Celeban, który w ciągu czterech minut dwa razy pokonał Sebastiana Nowaka. Najpierw stoper Śląska trafił głową po świetnej asyście Sebastiana Mili, a potem wykorzystał zamieszanie polu karnym Górnika.



Śląsk na bramkę zabrzan oddał łącznie prawie 30 strzałów. Trudno przyczepić się do słabej skuteczności, skoro wrocławianie pokonali rywala aż 4:0. Miejmy nadzieję, że podopieczni trenera Lenczyka podtrzymają wspaniałą passę i za tydzień wygrają z inną drużyną z Górnego Śląska – Ruchem Chorzów.