Aktualności

Passa podtrzymana

20.11.2010 (17:15) | Michał Zachodny
Śląsk Wrocław ostatnie spotkanie rundy jesiennej rozgrywane na Oporowskiej rozpoczął pod hasłem podtrzymania fenomenalnej serii ostatnich sześciu meczów pod wodzą Oresta Lenczyka. Z kolei Ruch Chorzów zaliczał właśnie drugi z rzędu wyjazd i liczył, że słaba druga połowa w Warszawie była wypadkiem przy pracy a nie sygnałem alarmowym dla Waldemara Fornalika. Dodatkowo to trenerzy byli na tapecie przed spotkaniem, ponieważ relację między szkoleniowcem Ruchu Chorzów, a Orestem Lenczykiem ten określa mianem ojciec-syn. Jak więc wyglądał ten ‘rodzinny’ pojedynek?


 

Śląsk już standardowo mocno rozpoczął spotkanie i szybko stworzył sobie pierwszą dogodną okazję do zdobycia bramki. Świetną akcję na lewym skrzydle rozpoczął Sotirović i sprytnym podaniem włączył do niej Milę. Kapitan Śląska ładnie wypuścił na wolne pole w szesnastce gości Łukasza Gikiewicza, który mądrze odegrał do wchodzącego Serba. Niestety Sotirović gdy już ładnym zwodem położył bramkarza na ziemi to uderzył prosto w niego. W dziesiątej minucie rzut rożny wykonał Sebastian Mila idealnie posyłając piłkę na głowę Gikiewicza, który jednak posłał futbolówkę nad poprzeczką.



Ruch miał bardzo słaby start w tym spotkaniu, nie bardzo wiedząc jak zaatakować Śląsk. Aktywny był tylko Marcin Zając, ale zupełnie niewidoczny Maciej Jankowski, najlepszy strzelec przyjezdnych. To Śląsk miał przewagę i okupował pole karne gości choć także nie potrafił swojej przewagi udokumentować. Dopiero kolejny rzut wolny Mili i zamieszanie w którym najlepiej odnaleźli się Kaźmierczak z Gikiewiczem przyniósł najlepszą szansę dla gospodarzy na zdobycie bramki przed przerwą. Ten pierwszy spod linii końcowej piętą odegrał piłkę idealnie na wolej napastnika jednak jego uderzenie zostało zablokowane ręką przez obrońcę Ruchu. Sędzia Lyczmański bez wahania podyktował rzut karny dla gospodarzy, ale Przemysław Kaźmierczak pomylił się o dobry metr posyłając piłkę obok prawego słupa bramki Perdijicia.



Fatalne pudło pomocnika negatywnie wpłynęło na grę zespołu Oresta Lenczyka i do głosu zaczął dochodzić Ruch Chorzów. Goście próbowali zagrozić bramce Kelemena po rzutach rożnych, ale świetnie interweniował w powietrzu Łukasz Gikiewicz wybijając piłkę z pola karnego Śląska. Wszystkie uderzenia zawodników Ruchu Chorzów były albo niecelne, albo zbyt lekkie by zaszkodzić gospodarzom i do przerwy żadna z drużyn nie zdobyła gola.



Poczatek drugiej połowy jednak nie wyszedł drużynie gospodarzy. Dużo było walki w środku pola, ale nikt nie potrafił zbliżyć się do jednego czy drugiego pola karnego, tylko Jankowski w pierwszy kwadransie zagroził strzałem z dystansu. Przerwanie niemocy przyszło jednak po piętnastu minutach i to znów po stałym fragmencie gry. Sebastian Mila posłał dochodzącą piłkę z rzutu wolnego, ale już pierwszy obrońca mógł ją przeciąć – na szczęście dla gospodarzy Wojciech Grzyb jej nie wybił, ale przedłużył i tym samym przelobował własnego bramkarza dając prowadzenie Śląskowi Wrocław.



Śląsk poszedł za ciosem nie dając gosciom żadnych szans na odpowiedź po straconej bramce. Dziesięć minut później i kolejny rzut wolny wykonywany przez Sebastiana Milę dał podwyższenie podopiecznym Lenczyka – piłkę przedłużył głową Gikiewicz, a rozgrywający setny mecz w barwach Śląska Piotr Celeban z trzech metrów dopełnił formalności. To obudziło Ruch Chorzów i w kolejnych minutach to goscie mieli przewagę, którą udokumentowali trafieniem. Andrej Komac podszedł do rzutu wolnego na wprost od bramki Mariana Kelemena i z dwudziestu metrów posłał piekielnie mocnym uderzeniem piłkę do siatki. Golkiper Śląska tylko wzrokiem odprowadził futbolówkę.



Nerwowej końcówki chcieli oszczędzić kibicom piłkarze gospodarzy i od razu zaatakowali. Swoją szansę miał wprowadzony po bramce Celebana Jezierski, ale po przebitce szybko do piłki wyszedł z linii bramkowej także Perdijić. Po jednej z akcji Śląska futbolówkę przejął rywal i przy leżącym na boisku Gikiewiczu kontynuował grę… do momentu jak z trybun na boisko wrzucił ktos drugą piłkę. Sędzia przerwał grę, a z groźnej akcji nic nie wyszło. Do końca spotkania nerwów nie było za sprawą dobrej i mądrej gry gospodarzy i zasłużone zwycięstwo Śląska Wrocław stało się faktem.



Śląsk Wrocław 2-1 (0-0) Ruch Chorzów



Strzelcy: Grzyb (sam.) 62’, Celeban 70’ – Komac (78)



Śląsk Wrocław: Kelemen – Celeban, Fojut, Socha, Spahić (ż) – Sztylka, Kaźmierczak, Mila, Sobota (84’ Wołczek) – Gikiewicz (90’ Ćwielong), Sotirović (70’ Jezierski)



Ruch Chorzów: Perdijić –Nykiel (ż), Sadlok(ż), Stawarczyk, Bronowicki (ż, 87’ Piech)) – Grzyb (76’ Świerblewski), Malinowski (ż), Komac, Straka, Zając (68’ Olszar) – Jankowski



Widzów: 7500



Sędziował: Adam Lyczmański (Kujawsko-Pomorski ZPN)