Aktualności

Wybieramy mecz sezonu Śląska Wrocław (GŁOSOWANIE)

06.08.2020 (06:00) | Karol Bugajski

fot.: Mateusz Porzucek

Śląsk ma za sobą najlepszy sezon od pięciu lat. Wrocławianom wreszcie udało się awansować do grupy mistrzowskiej, a udanych meczów było zdecydowanie więcej niż we wcześniejszych rozgrywkach. Który był najlepszy? Wybraliśmy pięć, a decyzję zostawiamy Wam. Zachęcamy do lektury naszego podsumowania i oddania głosu!



 

4. kolejka - 9 sierpnia 2019, 20:30

Lech Poznań - Śląsk Wrocław 1:3 (1:3)

Jevtić 14' - Pich (k.) 6', Broź 16', 26'

Mimo wymagającego terminarza, Śląsk dobrze wszedł w sezon i po trzech kolejkach plasował się na podium w tercecie drużyn z siedmiopunktowym dorobkiem. Dzięki najlepszej różnicy bramek tabeli liderował Lech, który latem przeszedł kadrową rewolucję, a postawienie na młodzież bardzo szybko zaczęło się mu opłacać. Kolejorz znowu zapracował na kredyt zaufania od kibiców, o czym najlepiej świadczyła 32-tysięczna frekwencja podczas spotkania ze Śląskiem. Entuzjazm fanów gospodarzy tamtego wieczora szybko jednak zaczął przeradzać się we frustrację. Zespół Vitezslava Lavicki nie przestraszył się atmosfery panującej przy Bułgarskiej i już po sześciu minutach objął prowadzenie. Ręką we własnym polu karnym zagrał Thomas Rogne, a z jedenastu metrów nie pomylił się Robert Pich. Lech odpowiedział w 14. minucie, gdy po świetnej indywidualnej akcji strzałem przy słupku na 1:1 trafił Darko Jevtić. Wtedy na pierwszy plan wysunął się jednak Łukasz Broź. Już dwie minuty po bramce wyrównującej, prawy obrońca Śląska przymierzył nie do obrony po zbyt krótkim wybiciu piłki przez Rogne. Po kolejnych dziesięciu minutach Broź miał już na koncie dublet, a wrocławianie prowadzili przy Bułgarskiej dwiema bramkami. Fenomenalne podanie z rzutu wolnego posłał Krzysztof Mączyński, a defensor Śląska zaskoczył golkipera rywala precyzyjnym strzałem głową. Po zmianie stron drużyna Lavicki skutecznie odpierała ataki gospodarzy i choć kończyła mecz w osłabieniu po drugim napomnieniu dla Mączyńskiego w doliczonym czasie, nie musiała martwić się o dowiezienie bezcennego prowadzenia. Śląsk po wygranej w Poznaniu, po raz pierwszy w sezonie 2019/2020, został liderem Ekstraklasy.

14. kolejka - 4 listopada 2019, 18:00

Śląsk Wrocław - Wisła Płock 3:1 (2:0)

Mączyński 13', Pich 42', Chrapek 62' - Michalski 78'

Wrocławianie tydzień wcześniej przerwali zawstydzającą serię siedmiu ligowych meczów bez zwycięstwa, pokonując u siebie 2:1 Arkę Gdynia. W pierwszy weekend listopada rozgrywali kolejne spotkanie przed własną publicznością, jednak poprzeczka była zawieszona wyraźnie wyżej. Wisła Płock w poprzedniej kolejce wygrała szóste z rzędu spotkanie o punkty, dzięki czemu po raz pierwszy w historii klubu spędziła tydzień jako lider tabeli Ekstraklasy. Mecz lepiej rozpoczął się dla gospodarzy, którzy otworzyli rezultat w 13. minucie z dużą pomocą piłkarzy Radosława Sobolewskiego. Stratę w newralgicznym miejscu boiska przed polem karnym zanotował Dominik Furman, a błąd Nafciarzy wykorzystał Krzysztof Mączyński. Kapitan Śląska kopnął bez zastanowienia, a piłka odbiła się od słupka i znalazła drogę do siatki. Drugi cios wrocławianie zadali trzy minuty przed końcem pierwszej połowy. Wojciech Golla dynamicznie ruszył prawym skrzydłem, po czym dograł przed bramkę do Roberta Picha, który mimo asysty trzech obrońców z łatwością wykończył akcję i było już 2:0. Tego dnia jedyny ligowy mecz w sezonie w bramce Wisły Płock rozegrał dobrze znany we Wrocławiu Jakub Wrąbel i to on okazał się winnym utraty trzeciego gola po godzinie gry. Golkiper gości w zupełnie niegroźnej sytuacji przed polem karnym zupełnie stracił koncentrację, piłkę przejął Michał Chrapek, minął Wrąbla i trafił do pustej bramki. Płoczan stać było tylko na honorowego gola w 78. minucie, gdy Furman wyłożył piłkę Sewerynowi Michalskiemu, a Matus Putnocky nie miał szans sięgnąć futbolówki. Nerwów w końcówce zbyt wiele jednak nie było, a Śląsk po raz drugi w sezonie pokonał lidera Ekstraklasy.

17. kolejka - 30 listopada 2019, 17:30

Piast Gliwice - Śląsk Wrocław 0:3 (0:0)

Pich (k.) 57', Łabojko 76', Płacheta 86'

Śląsk na stadion mistrza Polski przyjeżdżał pewny siebie. Cztery kolejne zwycięstwa pozwoliły mu awansować na pozycję wicelidera, a sposób na Piasta potrafił znaleźć już w pierwszej części sezonu zasadniczego, gdy rzutem na taśmę wygrał 2:1. Gliwiczanie kolejkę wcześniej doznali dotkliwej porażki 0:3 w Poznaniu, jednak na własnym stadionie niepokonani byli od końca sierpnia. Gospodarze mecz na swoją korzyść mogli rozstrzygnąć już w pierwszej połowie, bo ich przewaga była zdecydowana. Wojciech Golla dwukrotnie wybijał piłkę tuż sprzed linii bramkowej, Piotr Parzyszek trafił w poprzeczkę, a stuprocentowej okazji nie wykorzystał Martin Konczkowski. Śląsk cudem przetrwał nawałnicę drużyny Waldemara Fornalika, a po przerwie wziął sprawy w swoje ręce. W 57. minucie ręką we własnej szesnastce interweniował Tomas Huk, do piłki ustawionej jedenaście metrów przed bramką podszedł Robert Pich i wrocławianie cieszyli się z gola dającego prowadzenie. Piast był zaskoczony takim obrotem spraw, przez co nie był już w stanie nawiązać do efektownej gry sprzed przerwy. Zielono-biało-czerwoni czekali natomiast na kolejne okazje, które pozwoliły im zamknąć mecz. Kwadrans przed końcem na 2:0 podwyższył Jakub Łabojko, który zdecydował się na zaskakujący strzał sprzed pola karnego. Zagrana przez byłego piłkarza Rakowa piłka bardzo nieprzyjemnie skozłowała przed Frantiskiem Plachem kompletnie dezorientując golkipera gospodarzy i Śląsk powoli mógł sobie dopisywać komplet punktów. W 86. minucie kropkę nad i postawił Przemysław Płacheta, który rozmontował defensywę gliwiczan do spółki z Damianem Gąską, który na boisku pojawił się sekundy wcześniej i w tej akcji notował dopiero pierwsze kontakty z piłką. Chociaż po pierwszych 45 minutach zupełnie nic na to nie wskazywało, Śląsk rozbił mistrza na jego stadionie i po 17. kolejce ponownie był liderem Ekstraklasy.

30. kolejka - 14 czerwca 2020, 18:00

Śląsk Wrocław - ŁKS 4:0 (3:0)

Marković 4', Stiglec 17', Płacheta 23', Exposito 74'

Mimo zapewnienia sobie miejsca w grupie mistrzowskiej na kolejkę przed końcem sezonu zasadniczego, Śląsk w 30. kolejce cały czas miał o co grać. Wrocławianie plasowali się na najniższym stopniu podium, jednak ścisk w tabeli był tak duży, że w razie niepowodzenia i niekorzystnego układu innych wyników, mogli osunąć się nawet na 7. miejsce. Prawdopodobieństwo negatywnego scenariusza było jednak niewielkie, bo na Stadion Wrocław przyjeżdżał będący już jedną nogą na zapleczu Ekstraklasy ŁKS, który we wcześniejszych czterech meczach zdobył tylko punkt. To, że outsider również po spotkaniu ze Śląskiem będzie mocno poobijany, stało się jasne już w pierwszej połowie. Ekipa Lavicki nie zamierzała pozostawiać niczego przypadkowi i dziurawiła defensywę rywala, aż miło. Arkadiusz Malarz piłkę z siatki po raz pierwszy wyciągać musiał już w 4. minucie. Filip Marković skorzystał z bardzo dobrego prostopadłego zagrania Erika Exposito, wyrwał się spod opieki Adrianowi Klimczakowi i trafił na 1:0. Kwadrans później hiszpański napastnik Śląska miał już na koncie dwie asysty, a niczym napastnik pod bramką łodzian zachował się Dino Stiglec, podwyższając prowadzenie. W 23. minucie defensywa ŁKS kolejny raz dała się zaskoczyć w dziecinny sposób. Lewy obrońca Śląska posłał piłkę z własnej połowy do Przemysława Płachety, a skrzydłowy Śląska nie pozostawił szans na skuteczną interwencję golkiperowi przyjezdnych i rzucił jego zespół na kolana. W drugiej połowie impet gospodarzy osłabł, ŁKS starał się złapać równowagę, ale musiał przyjąć jeszcze jeden cios. Kwadrans przed końcem regulaminowego czasu, bardzo udany występ bramką zwieńczył Exposito, który trafił głową po wrzutce z narożnika boiska. Śląsk jedyny raz w sezonie zachował czyste konto w meczu przed własną publicznością, a rozgromienie ŁKS pozwoliło mu zakończyć sezon zasadniczy w czołowej trójce, za plecami Legii i Piasta.

32. kolejka - 25 czerwca 2020, 19:00

Śląsk Wrocław - Cracovia 3:2 (0:0)

Płacheta 60', 79', Exposito 62' - Lopes 47', 90+3'

Po porażce 0:2 przy Łazienkowskiej na inaugurację rywalizacji w rundzie finałowej, Śląsk stracił miejsce na podium na rzecz Lecha Poznań. Domowy mecz z Cracovią zapowiadał się jednak jako dobra okazja na poprawienie lokaty, bo zawodnicy Michała Probierza wiosną grali zdecydowanie gorzej niż w pierwszej części rozgrywek i wygrali zaledwie jeden z wcześniejszych dziewięciu ligowych meczów. Wrocławianie od początku meczu faktycznie byli stroną przeważającą, jednak nie potrafili tego udokumentować, a Cracovia skarciła ich kilkadziesiąt sekund po rozpoczęciu drugiej części gry. Z rzutu rożnego dośrodkował Ivan Fiolić, dynamiczny ruch do piłki wykonał Rafael Lopes i Śląsk musiał odrabiać straty, na szczęście był w tym zabójczo skuteczny. Po godzinie gry bramkę wyrównującą zdobył Przemysław Płacheta, który strzałem bez przyjęcia wykorzystał świetne dośrodkowanie Roberta Picha z lewego skrzydła. Dwie minuty później wrocławianie byli już na prowadzeniu. Młodzieżowiec gospodarzy swój dorobek wzbogacił o asystę do Erika Exposito, a hiszpański napastnik wbiegł w pole karne i huknął w samo okienko. W 79. minucie Śląsk poszedł za ciosem za sprawą niekwestionowanego bohatera wieczoru Płachety. Skrzydłowy gospodarzy tym razem w łatwy sposób ograł w polu karnym Diego Ferraresso i zanotował swój pierwszy dublet w Ekstrakasie. Krakowian w ostatniej akcji meczu stać było na jeszcze jednego gola, gdy na listę strzelców ponownie wpisał się Lopes, ten gol nie miał już jednak wpływu na końcowe rozstrzygnięcie. Śląsk pokazał charakter i pokonując Cracovię zgłosił akces do walki o europejskie puchary.

 

ZOBACZ też: Lavicka: Chcemy stworzyć silną drużynę