Aktualności

Rywal pod lupą eksperta: ŁKS

15.08.2020 (06:00) | Karol Bugajski

fot.: Mateusz Porzucek

Śląsk nowy sezon rozpocznie od wyjazdowego meczu 1/32 finału Pucharu Polski z ŁKS. O rywalizacji w cieniu koronawirusa, rzeczywistości przy Al. Unii po spadku i nowych piłkarzach łodzian rozmawiamy z Krysztofem Sędzickim, dziennikarzem WP Sportowe Fakty i TV Toya.



 

Przygotowania ŁKS do pucharowego meczu ze Śląskiem zostały poważnie zakłócone przez potwierdzenie zachorowania na koronawirusa u Jana Grzesika?

Jak wiemy odwołany został środowy sparing z KKS Kalisz, jednak najważniejsze było, by normalnie przygotowywać się do tego meczu. Obowiązująca wersja jest taka, że ŁKS nie otrzymał w tym samym momencie wyników testów wszystkich piłkarzy i dlatego zostały zastosowane procedury bezpieczeństwa. Kiedy okazało się, że Grzesik zachorował na koronawirusa, został odizolowany od drużyny, a cała reszta trenowała zgodnie z planem. Potwierdzenie, że pozostali piłkarze i członkowie sztabu uzyskali ujemne wyniki testów pojawiło się w czwartkowe popołudnie i od tego momentu jest już pełna koncentracja na meczu ze Śląskiem.

ŁKS nie spotkał się w środę z beniaminkiem 2.ligi, ale w weekend w dwóch zupełnie innych składach tego samego dnia grał ze Stalą Mielec (1:0) i Koroną (2:4). Należy się spodziewać, że ten, który pokonał beniaminka Ekstraklasy, powtórzy się jutro?

Warto wiedzieć, że zwyczaj rozgrywania sparingowego dwumeczu na koniec przygotowań, jest w ŁKS od kilku lat. Po obozie zazwyczaj była jednak liga, a tym razem jest Puchar Polski, co sprawia, że trudno to przewidywać. Gdybyśmy rozmawiali o przewidywanym składzie inauguracyjny mecz 1.ligi, to patrząc po nazwiskach, powiedziałbym, że bliższym prawdy był ten, który grał z Koroną. W pucharze trener Wojciech Stawowy może się jednak zdecydować na kilka eksperymentów. Potencjalnych znaków zapytania jest naprawdę dużo i zaczynają się już od bramki. Praktycznie przez cały poprzedni sezon grał przecież Arkadiusz Malarz, a kiedy spadek był już przesądzony, swoją szansę otrzymał 18-letni Dawid Arndt i pomimo porażek w meczach, w których bronił, spisywał się całkiem nieźle. O takim wariancie można również myśleć w kontekście niedzielnego spotkania w PP. Trener Wojciech Stawowy cały czas poznaje swój zespół, bo można powiedzieć, że on ciągle nie zagrał meczu o stawkę. Przecież gdy objął ŁKS w maju szanse na utrzymanie były iluzoryczne, a pozostałe do końca sezonu spotkania trzeba było traktować jak sparingi, poligon doświadczalny.

Rozgrywki na zapleczu Ekstraklasy rozpoczynają się dopiero za dwa tygodnie, ŁKS może potraktować mecz ze Śląskiem jeszcze jako element przygotowań?

Łodzianie podejdą do tej rywalizacji całkowicie poważnie, ze stuprocentową koncentracją. I piłkarze i trener Wojciech Stawowy muszą udobruchać kibiców, którym nie dostarczyli zbyt dużo radości w końcówce poprzedniego sezonu. Zwycięstwo z ekstraklasowcem w Pucharze Polski byłoby bardzo poważnym bodźcem do dalszej pracy. Wielu trenerów pewnie chciałoby być w takiej sytuacji – na koniec przygotowań zamiast silnego przeciwnika, ale jednak tylko w meczu towarzyskim, mają realny sprawdzian, pierwszy mecz o stawkę. Wszyscy mają też w pamięci spotkanie przegrane 0:4 spotkanie we Wrocławiu w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego, kiedy Stawowy mówił, że plan udało się realizować do pierwszej straconej bramki, czyli do 4. minuty. ŁKS bardzo będzie chciał zagrać dobry mecz i wygrać. Długa przygoda w Pucharze Polski mogłaby tez być pewnym alibi na wypadek niepowodzenia na początku pierwszoligowego sezonu. Terminarz nie będzie łatwy – choćby już w drugiej kolejce odbędą się derby Łodzi i to na stadionie Widzewa.

Fakt, że łodzianie z dużym wyprzedzeniem mogli oswajać się z myślą o spadku sprawi, że na zapleczu Ekstraklasy czeka ich miękkie lądowanie i od razu będą liczyć się w walce o awans?

1.liga w tym sezonie będzie niesamowicie zacięta, możemy jednym tchem wymienić osiem czy dziewięć zespołów, które można ustawić w szeregu kandydatów do promocji. Nie wydaje mi się, by to miało być miękkie lądowanie, bo ŁKS znajdzie się w zupełnie innej lidze niż dwa lata temu, kiedy awansował, w dodatku jako beniaminek. Sama drużyna również przeszła znaczącą przebudowę, po roku w Ekstraklasie, tak naprawdę rozmył się już trzon zespołu, który osiągnął ten sukces. Spodziewam się za to ogromnej cierpliwości w stosunku do trenera Wojciecha Stawowego. Tomasz Salski jest prezesem, który nie podejmuje nerwowych ruchów, opiera się o ludzi, którym naprawdę mocno ufa i wszystko z pewnością ma przemyślane. Liczył się ze spadkiem w momencie wymiany Kazimierza Moskala na Stawowego, sytuacja ŁKS została przecież praktycznie przesądzona już przed pandemią. Najważniejszy cel jest taki, by klub był w Ekstraklasie albo bardzo poważnie bił się o nią, kiedy do użytku będzie oddawany nowy stadion. Ostatnie miesiące trochę wyprzedziły te plany, ale dziś łodzianie ponownie są w punkcie startowym.

Na którego spośród pozyskanych w ostatnich tygodniach piłkarzy ŁKS, Śląsk powinien zwrócić szczególną uwagę?

ŁKS stara się nie robić rewolucji kadrowych przed nowymi rundami, być może idzie w takim podejściu pod prąd, ale dotychczas wychodził na tym całkiem dobrze. Robił przemyślane transfery i tacy piłkarze jak Dani Ramirez czy Łukasz Piątek sprawdzili się, zwłaszcza w warunkach pierwszoligowych. Teraz uwagę zwraca szczególnie Kelechukwu Ebenezer Ibe-Torti, 18-letni Nigeryjczyk z Escolii Varsovia, podobno ogromny talent, na którego warto postawić. Pojawił się też Jakub Tosik, bo ŁKS musi szukać lidera, wokół którego zostanie budowana drużyna. I nie chodzi o kogoś, kto strzeli 20 goli, czy będzie decydował o losach każdego meczu, ale kogoś, kto nie straci piłki, nie będzie się bał, kiedy zespół zdobędzie bramkę na 1:2 w 75. minucie. Kogoś z takim charakterem brakowało w Ekstraklasie. Odpowiedzialność za zespół się rozmywała, dosłownie każdemu można było coś zarzucić i sezon ŁKS zakończył się szybkim powrotem do 1.ligi.

ZOBACZ też: Pucharowy mecz zgodnie z planem