Aktualności

Brescia Calcio - gdzie trafił Jakub Łabojko?

22.09.2020 (18:21) | Dominik Szpik

fot.: Brescia Calcio

Czas otrzeć policzki z łez i zmierzyć się z rzeczywistością – Jakub Łabojko nie jest już piłkarzem Śląska Wrocław. Cichy bohater ostatnich dwóch lat, który może nie popisał się zdumiewającą ilością bramek czy asyst, zostanie zapamiętany jako skromny, pracowity chłopak z potencjałem na nowoczesnego defensywnego pomocnika. A gdzie tak właściwie trafił Kuba? Jakie wyzwania czekają go w nowym zespole? I czy będzie miał szansę zaistnieć w świecie poważnego futbolu? Przekonamy się.



 

Zacznijmy od powszechnie znanego faktu, Włochy to idealny kierunek dla defensywnych piłkarzy. Taktyczny uniwersytet specjalizujący się w obronie dostępu do swojej bramki. I nie chodzi tutaj o archaiczne już nawet w samych Włoszech catenaccio, lecz zwyczajną boiskową inteligencję nastawioną na zabezpieczanie tyłów. Sam Łabojko już grając w Ekstraklasie starał się przemycać do swojej gry elementy zachodniego futbolu. Przede wszystkim nigdy nie był typowym przecinakiem - czyli typowym polskim defensywnym pomocnikiem w oczach zwykłego kibica. Łaboj potrafił odbierać, ale nie musiał co mecz łapać żółtej kartki. A co ważniejsze szybko uczył się skanować przestrzeń i po odbiorze wybierał najlepsze rozwiązania, aby przenieść grę do przodu. To jest współczesny futbol i Kuba jako świadomy zawodnik wiedział, nad czym musi pracować, żeby zwrócić na siebie uwagę. Nie jest to najpopularniejsza praca, nie polega ona na podnoszeniu większej ilości ciężarów czy zdrowym jedzeniu. To praca umysłowa, która pozwala szybciej przyswajać i reagować na boiskowe bodźce, co jest kluczowe w poważnej piłce, gdzie czasu na reakcje po przyjęciu piłki jest tyle, co nic. Więc skoro Łabojko ma łeb na karku, jest inteligentny i pracowity, potrzebował tylko miejsca i ludzi, którzy pomogą mu osiągnąć cel i stać się zawodnikiem kompletnym. Udał się więc do Brescii Calcio.

Trzeba przyznać, że łatwo Kuba mieć nie będzie. Przed nim nie lada wyzwanie wejść w buty Sandro Tonaliego. Młody włoski pomocnik właśnie sfinalizował swoje przejście do Milanu za łączną sumę 25 milionów euro, mając status jednego z największych talentów młodego pokolenia na swojej pozycji. Wielu porównuje jego styl gry do legendarnego Andrei Pirlo, a zapytania do Brescii o tego zawodnika spływały ze wszystkich najlepszych klubów w Europie. W jego miejsce klub z Lombardii sprowadził właśnie Łabojkę oraz Holendra Toma van de Looi’a. Choć nie są do końca takimi samymi zawodnikami, to wydaje się, że między nimi stoczy się walka o miejsce w składzie po Tonalim. Do rywalizacji oprócz Holendra ma jeszcze do pokonania młodego Mattię Vivianiego. Włoch jako jedyny do tej pory był nominalnym defensywnym pomocnikiem w drużynie i przyjście Łabojki na pewno podgrzeje konkurencje na treningach. Miejsca Kuba nie dostanie za darmo, ale szansę na grę powinien otrzymać i to nie jedną biorąc pod uwagę ilość meczów w Serie B oraz zawodników, z którymi ma rywalizować. Znamy zresztą gorszych piłkarzy, którzy wyjeżdżali z Ekstraklasy i poradzili sobie we Włoszech jak choćby Paweł Jaroszyński, który do Chievo przychodził jako anonim, a w zeszłym sezonie rozegrał pełny sezon w barwach Salernitany jako podstawowy obrońca.

Oprócz młodych wilków na pozycje środkowych pomocników nie brakuje starych wyjadaczy włoskiego calcio. Pierwszy z brzegu przykład to Dimitri Bisoli reprezentujący Barwy Brescii od 3 lat. Mimo mało zaawansowanego wieku Bisoli ma na koncie ponad 100 meczów w Serie B i 25 występów w Serie A, a jak doliczymy do tego niższe ligi wyjdzie prawie 300 meczów na włoskich boiskach. Wychowany w Caligari i Bologni piłkarz w zeszłym sezonie był kapitanem przez pierwszą część sezonu oraz podstawowym zawodnikiem do momentu kontuzji zerwania więzadeł rzepki, która wykluczyła go z gry na kilka miesięcy. Trzeba też wspomnieć o Danielu Dessenie. 33-letni wychowanek Parmy ma na koncie ponad 300 meczów w samej Serie A w barwach Sampdorii i Caligari oraz jest byłym młodzieżowym reprezentantem Włoch. W zeszłym sezonie podobnie jak Bisoli odgrywał kluczową rolę z wyłączeniem 3 miesięcy między październikiem, a styczniem kiedy leczył złamanie. W styczniu bieżącego roku do drużyny dołączył również Birkir Bjarnason. Prawie stukrotny reprezentant Islandii występował między innymi w Pescarze, Sampdorii czy Aston Villi i może grać niemal na każdej pozycji w środkowej strefie boiska. Biorąc pod uwagę preferowane dla Brescii w tym sezonie 4-4-2 w środku robi się nie mały tłok. 

Najciężej przed sezonem będzie określić styl gry drużyny. W zeszłym sezonie niewiele mogliśmy powiedzieć o stylu taktycznym, gdyż w Brescii trenerzy zmieniali się prawie z taką samą częstotliwością co pory roku. Sezon rozpoczął Eugenio Corini, który wywalczył z klubem awans do Serie A, jednak jego wyniki nie były zbytnio zadowalające. Biancazzurri po 10 meczach 2 zwycięstwach, 1 remisie i 7 porażkach postanowili coś zmienić, a najłatwiej było zmienić trenera. W miejsce 70-letniego Włocha, który w swoim CV miał między innymi FC Porto, AS Romę czy Juventus został ściągnięty legendarny Fabio Grosso. Choć jego legenda wiąże się raczej z jego karierą piłkarską niż trenerską, to na pierwszy rzut oka jego nazwisko mogło robić wrażenie. Balonik oczekiwań pompowany przez media pękł po 27 dniach i 3 meczach, kiedy bohater mundialu 2006 został pożegnany i niemal wywieziony na taczkach z Lombardii. Choć wydawało się to niemożliwe drużyna pod wodzą Grosso wyglądała jeszcze gorzej niż za Coriniego. Wszystkie trzy mecze wyglądały katastrofalnie, a zakończyły się odpowiednio 0:4 z Torino, 0:3 z Romą i 0:3 z Atalantą. Jak to we Włoszech bywa szybko pożegnali się z nowym trenerem i przeprosili się ze starym. Corini nie był bezrobotny nawet miesiąc. Zwolniony został 3 listopada, a ponownie zatrudniony drugiego grudnia, aby ratować co się jeszcze da. Efekt był piorunujący. Na dzień dobry przyszły dwa zwycięstwa ze SPAL i Lecce, ale na tym się skończyło. Po serii sześciu meczów bez zwycięstwa znów pożegnano się z Corinim, a zatrudniono Diego Lopeza. Była to jednak próba chwytania brzytwy przez tonącego. Drużyna była w takim dołku, z którego nie dało się niemal wygrzebać, a bez materiału ludzkiego nie dało się uchronić przed nieuniknionym. Po zaledwie jednym sezonie i w kiepskim stylu Biancazzurri spadli do Serie B i choć planują walczyć o powrót do elity nie będzie to łatwe zadanie. Misję ponownego podbicia drugiego poziomu rozgrywek powierzono Luigiemu Delneri.

Nowy trener Jakuba Łabojki nie pracował w zawodzie od niemal trzech lat, kiedy to został zwolniony z Udinese. Kuba może żałować zwolnienia Lopeza, gdyż ten preferował formację 4-4-2 z dwoma defensywnymi pomocnikami lub 4-3-2-1 gdzie mocno zagęszczony był środek pola. Takie granie mogłoby dużo nauczyć polskiego pomocnika, ale też mógłby liczyć na więcej okazji do gry. Delneri jest z kolei zwolennikiem bardziej ofensywnej gry w formacji 4-3-3 z wysoko grającymi skrzydłowymi i szeroko rozstawioną pomocą lub 4-4-2, gdzie defensywny pomocnik musi popisywać się nie lada umiejętnościami w rozegraniu. Nie zmienia to faktu, że potrafi on rozwinąć pomocników, jeżeli wynajdzie perełkę. Tak było w Udinese z Jakubem Jankto. Czeski wschodzący talent wychowany piłkarsko we Włoszech swoje pierwsze kroki stawiał pod okiem Delneriego i zapracował sobie na transfer do Sampdorii, która zapłaciła za niego niemal 15 milionów euro. Patrząc na styl gry Łabojki ma on wszystkie cechy, żeby wejść na podobny poziom. Oczywiście Jankto dzisiaj nie przypomina tego samego piłkarza co dwa lata temu, ale u szczytu swojej formy był jednym z najlepszych na swojej pozycji w Serie A.

Łabojko nie trafi raczej na wielkie gwiazdy w szatni. Najbardziej znanym nazwiskiem jest oczywiście 30-letni Mario Balotelli, jednak jest on w ciągłym sporze z władzami klubu i lada moment powinien pożegnać się z Brescią. Drugą taką postacią jest Alfredo Donnaruma. Król strzelców Serie B sezonu 18/19 właśnie w ekipie Biancazzurri, kiedy to wywalczyli awans. W Serie A poszło mu nieco gorzej i poprzedni sezon zakończył z zaledwie 7 bramkami na koncie, co tylko symbolizowało zjazd formy drużyny Brescii. Najczęściej tworzyli duet z kapitanem zespołu Ernesto Torregrossą i łącznie zdobyli 15 goli.

Widać, że Łabojko nie wybrał tego klubu z byle powodu. Dobra szkoła dla defensywnych zawodników, trener z doświadczeniem i umiejętnościami rozwoju, drużyna z ambicjami oraz świetne miejsce do życia. Brescia jako małe urokliwe miasto może nie mieć za wiele do zaoferowania, natomiast do Mediolanu jest 1,5 godziny drogi. Wszystko teraz w rękach Kuby. Ma wszystko, żeby rozwinąć swoje umiejętności i stać się klasowym środkowym pomocnikiem. Jeżeli tylko wykorzysta narzędzia, jakie daje mu obecnie ten transfer, jeszcze nie raz o nim usłyszymy.

ZOBACZ też: Śląsk zarobił już ponad 3 miliony złotych