Aktualności

Chłodnym okiem: Czarna rozpacz

29.09.2009 (10:45) | Adam Osiński
Za nami osiem kolejek ligowych, można więc stwierdzić, że tabela oddaje faktyczne możliwości każdej z drużyn. Na jednym z portali zauważyłem sondę, w której pytano o największe rozczarowanie początku rozgrywek w Polsce. Swój głos oddałem na warszawską Polonię, która bez względu na to, kto zasiada na jej ławce trenerskiej, gra słabo i punktów zdobywa mało. Tym bardziej szkoda, że Śląsk w meczu z Czarnymi Koszulami dał sobie w głupi sposób wydrzeć niemal pewne zwycięstwo. Jaskółka jednak wiosny nie czyni i pomimo zwycięstw nad WKS-em i Lechem Poznań Polonia na mało zaszczytny tytuł „rozczarowania jesieni” w pełni zasłużyła.


 

Na warunki pracy (czytaj: finanse) przy Konwiktorskiej piłkarze nie mają prawa narzekać. A grajków Polonia na papierze wydaje się mieć całkiem dobrych. Odejście latem Radosława Majewskiego też poważnie jej nie osłabiło, gdyż popularny Maja w Warszawie grał przeciętnie i powoli się wypalał. Z jego emigracji do Anglii obie strony były więc zadowolone. Przybyło za to trzech, podobno niezłych grajków z zagranicy i utalentowany obrońca Kokosiński. Efektem miało być powtórzenie wyniku z zeszłego sezonu, co zapowiadał po jego zakończeniu ówczesny trener Jacek Grembocki. Gdy dziennikarz stacji Orange Sport zapytał szkoleniowca warszawian, co dalej czeka Polonię, ten mu odpowiedział: - Tylko sukcesy. Kilka miesięcy później nasz eksportowy klub pałęta się w dolnej części ligowej tabeli.



Czarne Koszule nie są oczywiście jedynym zespołem, który nie spełnia oczekiwań swoich kibiców, ale jedynym, który bylejakość prezentuje od początku sierpnia aż po ostatni mecz z Wisłą. Zagłębie pod okiem Smudy wychodzi na prostą, Bełchatów też już wygrywa i jest coraz solidniejszy, Lech gra w kratkę, ale wciąż trzyma kontakt z czołówką (choć nie z Wisłą). Największa dysproporcja między oczekiwaniami a wynikami pojawiła się właśnie w klubie Józefa Wojciechowskiego.



A gdzie uplasowałby się Śląsk Wrocław? W przypadku zielono-biało-czerwonych tabela i statystyki nie kłamią. Śląsk nie zasłużył sobie na plusa, ale na minusa na miarę kilku innych klubów także nie. Wrocławianie średnio w jednym spotkaniu zdobywają i tracą jednego gola. W analogicznym okresie poprzedniego sezonu, kiedy WKS był rewelacją rozgrywek, szczyciliśmy się dodatnim bilansem bramkowym, ale po stronie strat widniała liczba 10. Wnioski są oczywiste: Śląsk solidnie broni, lecz słabo atakuje. Ale to stwierdzenie pachnie truizmem. Wszyscy to wiemy i widzimy. Gorzej, że nie znamy leków, które do czasu rozpoczęcia zimowego okienka transferowego wzmocnią ten organizm.