Aktualności

Nakładką: Apteka

04.11.2009 (20:21) | Michał Zachodny
Cieszą mnie pozytywne inicjatywy wobec rozbicia betonowego związku piłkarskiego w naszym kraju, raduję się gdy czytam rozsądne pomysły na reformę polskiego futbolu. Niesieni na fali irytacji wywołanej przez idiotyzmy Grzegorza Laty i spółki w ciągu tygodnia nabieramy sympatii dla ekstraklasowych kopaczy oraz pozytywnie nastawiamy się przed nadchodzącą kolejką. I właśnie gdy sędziowie pierwszy raz gwiżdżą cały ten nabyty czar pryska. Pozostaje tylko złość.


 

Nie na słabą formę piłkarzy, nędzną (ale przynajmniej poprawiającą się) infrastrukturę, mierny poziom spotkania, ale na to jak te mecze są prowadzone. To sędziowie prowokują nas do rzucania okrzyków, których w innym towarzystwie czy okolicznościach byśmy się wstydzili. To ich błędne decyzje wspominamy po meczu, nimi tłumaczą się piłkarze, których właśnie ograbiono z punktów. Tak, zdaję sobie sprawę, że temat arbitrów piłkarskich w Polsce jest stary jak świat i bez wspominania o korupcji się nie obejdzie. Jednak ja nie zamierzam oceniać poszczególnych sędziów, wytykać im konkretne błędy czy pastwić się nad ich brakiem umiejętności. Bo w gruncie rzeczy wiem, że to nie jest ich wina, że to nie im zawdzięczamy taki, a nie inny poziom prowadzenia meczów. Skupię się tylko i wyłącznie na aptekarskim sędziowaniu, które mnie doprowadza do szewskiej pasji.



O co dokładnie chodzi? O miliony fauli, których gdzie indziej nie gwiżdżą, o ciągłe przerywanie spotkań, zakłócanie płynności gry, dostrzeganie przewinień w byle szarpnięciu, kopnięciu czy wślizgu. Tak, to wierzchołek góry lodowej problemów polskiej piłki, które w ostatnich latach nawarstwiły się by zaatakować nas na dwa lata przed Euro organizowanym wspólnie z Ukrainą. Jednak od tego zaczyna się, że drużyny nie potrafią wymienić więcej niż pięć podań w jednej akcji, że zawodnicy łapią głupie kartki, że gra wygląda w naszej lidze chaotycznie. Czepiam się szczegółu, wylewam swoje żale tutaj, ponieważ w ostatniej kolejce dotknęło to Śląsk Wrocław gdy w 36. minucie pan Szulc po zwykłym zamieszaniu w polu karnym podyktował dla Lecha rzut karny. Za ‘coś’ co w innym kraju sędzia zbyłby co najwyżej uśmieszkiem politowania, jeśli w ogóle nie uszłoby to jego uwadze. Aptekarskie sędziowanie znów wygrało z duchem gry.



Gdy tylko przełączam się (przykładowo) z ligi angielskiej na polską Ekstraklasę to właśnie brak płynności gry uderza mnie najbardziej – ta subtelna różnica, która pozwala z przyjemnością oglądać toczące się spotkanie, walkę dwóch drużyn. Nie chodzi mi o to by pozwalać na więcej brutalnych starć – ja po prostu czekam, aż sędziowie dadzą tym naszym piłkarzom trochę pograć. Nie jest to do końca wina arbitrów, przecież im przed każdym sezonem na specjalnych kursach pokazują ludzie ze związku jak na boisku postępować, jaki sposób sędziowania powinien być preferowany. Na dodatek wielu z nich zostało dokooptowanych do Ekstraklasy tylko przez aferę korupcyjną i naganne zachowania poprzedników, którzy kupczyli meczami. Boiskowe aptekarstwo szkodzi też drużynom takim jak Śląsk, które chcą grać po ziemi, a górą i mają w środku pola piłkarzy zdolnych do wymiany podań pod presją rywala. Tymczasem jest im to całkowicie uniemożliwiane i średnio co 90 sekund od nowa muszą budować całą akcję gdyż zawodnik A dotknął zawodnika B. Wkrótce doprowadzi to do absuru, a spotkania Ekstraklasy będą przypominały te z ligi koszykówki! Piłkarze niestety przyzwyczajają się do takich standardów i efekty widać w meczach pucharowych gdy mecze prowadzą arbitrzy z Europy. Nie dość, że nie wytrzymują oni tempa narzuconego przez przeciwnika to jeszcze przy byle starciu czekają na gwizdek sędziego – jego nie ma, a rywal biegnie na naszą bramkę z piłką i jest po sprawie.



Szczegóły, szczegóły i jeszcze raz szczegóły. Każdy szanujący się trener nie pozwoli by lekceważyć nawet ten najmniej ważny aspekt gry. Takim właśnie jest aptekarskie sędziowanie i przy gąszczu pomysłów, którymi rzucają dziennikarze, eksperci, byli piłkarze czy trenerzy nie możemy zapomnieć o sprawach, które tak naprawdę da się naprawić poprzez jedną kursokonferencję, czy jak to tam w związku nazywają. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko obecnym sędziom (tym sprawiedliwym), wierzę, że potrafią się zmienić i sędziować lepiej, atrakcyjniej dla widowiska. Jednak trzeba im na to pozwolić, wskazać ten błąd choćby dlatego żeby osoby na tym punkcie wyczulone w równym stopniu co ja mogły w spokoju rozsiąść się i tą naszą ligą delektować. Jeśli nawet nie poziomem sportowym to chociaż twardą, męską ale przepisową walką.

źródło: własne