Aktualności

Chłodnym okiem: Liga na ekranie

23.11.2009 (14:51) | Adam Osiński
Ryzyko się opłaciło. Telewizja publiczna zamiast sztandarowego dania w postaci pojedynku Wisła - Legia zaserwowała widzom spektakl z udziałem Lecha i Ruchu. I to była z pewnością lepsza reklama polskiego futbolu niż pseudowidowisko w Sosnowcu. Myli się jednak ten, kto myśli, że zawdzięczamy to tęgim głowom z Woronicza, które doskonale znając się na futbolu wiedzą, co warto pokazać, a z czego bez żalu zrezygnować. Bo przecież o wszystkim zadecydował wszechobecny w rodzimym futbolu przypadek. Nie sposób było już na przykład przewidzieć, że w ostatniej kolejce to nie derby Warszawy i Krakowa, a mecze z udziałem zespołów z dołu tabeli okażą się zawodami godnymi uwagi.


 

Najciekawsze widowisko odbyło się w Kielcach. Mecz Korona – Zagłębie pokazywany był w piątkowe popołudnie w Orange Sport, więc można rzec, że uznano tę konfrontację za wydarzenie niskiej rangi. Dwie godziny później przed kamerami Canal+ nieporadnością raziły grająca piach Legia z rozbitą Polonią. Na – dodajmy – piaszczystym boisku. Wczesnym sobotnim popołudniem dramatyczny mecz okraszony pięknymi golami stworzyły jedenastki Piasta i Arki. Dzień później w sosnowieckich derbach Krakowa przed kamerami – a jakże – Canal+ piłkarze raczyli nas miernym spektaklem. Na pomeczowej konferencji nawet trener zwycięskiej ekipy wspomniał o słabej grze swoich zawodników...



Trudno obwiniać dziennikarzy o to, że na największe wydarzenia kreują pojedynki, które ostatecznie rozczarowują. Któż bowiem mógł przewidzieć, że piłkarzom Legii i Wisły zabraknie nie tylko umiejętności, ale również woli walki i determinacji? Pointa może będzie obok tematu, ale sympatycy Śląska (ci, którzy pozostali w domach) także futbolowego nosa nie mają. Może gdyby wiedzieli, jak zagrają w sobotę ulubieńcy Wrocławia, to przyszłoby ich na Oporowską troszeczkę więcej.